Wiara w ludzi…

Wiara w ludzi… Wiele można by na ten temat! Każdy pies wierzy najpierw w Wielkiego Doga – to nie podlega dyskusji. A zaraz potem w swojego bezogoniastego – i to już rzecz dyskusyjna.

Kacper to owczarek niemiecki. Jako psi podrostek trafił do schroniska. Teraz ma pewnie z dziesięć lat. Nie miał lekkiego szczenięctwa, było to widać, bo najchętniej nie wyłaził z budy i – nie dawał głosu! Milczał jak nie-pies! Ponury, schowany, milczący, z pyska nie najprzyjemniejszy… Kto takiego weźmie? Nikt nie zwracał nań uwagi. W końcu zaczął chorować na stawy. Nikt tego nie dojrzał w porę, dopiero, gdy już ledwo łaził. No i zapadła decyzja, żeby psa uśpić. Wówczas nasi bezogoniaści (wtedy jeszcze nie byli naszymi bezogoniastymi), zabrali go ze schroniska i umieścili w hoteliku dla zwierząt. I tam go leczyli. W hoteliku, wiadomo, był jednym z wielu psów, które się karmi, poi, zmienia słomę w budzie – i tyle!… Gdy nasi bezogoniaści zostali naszymi bezogoniastymi, to znaczy, gdy zaczęli prowadzić schronisko, zabrali go z powrotem. Ale już nie do budy, tylko do siebie, do biura. Dalej go leczyli, podkarmiali smakołykami, gadali, jak z psem się gada… I Kacper poczuł nagle, że jest Psem, nie psem. Że ma imię, że ktoś na niego zwraca szczególną uwagę. A parę dni temu – sam widziałem! – na widok jednej naszej bezogoniasej zamachał ogonem! I odezwał się! Krótko, mrukliwie, ale jednak!

Tak jak kiedyś stracił wiarę w ludzi, tak teraz ją odzyskuje!

Toro to inny przypadek. Długowłosy jamnik w średnim wieku. W schronisku jest ponad rok. On z kolei nieustannie szczeka. Aż go czasem mamy dość. A gdy już zjawia się jakiś bezogoniasty chcący adoptować psa i oglądając nas chodzi po boksach, to Toro wyłazi wprost ze skóry. Słychać jedynie jego, tak stara się zwrócić na siebie uwagę. Ale tym jazgotem odstrasza tylko bezogoniastych, którzy uciekają od niego co prędzej. I śmieszne, i tragiczne. Wiecie, jak potrafi patrzeć pies, który ma na coś nadzieję[1]… I wiecie pewnie, jak patrzy, kiedy tę nadzieję traci[2]. Przy każdej wizycie bezogoniastych Toro przechodzi od jednego stanu do drugiego. Ale nie zniechęca się – on jeszcze wiary w człowieka nie stracił. Może wyszczeka sobie dom. Niektórym się udaje…

Jest jeszcze Kuzyn. Razem z Bratem mieszkają gdzieś w krzakach na ogródkach działkowych. Oczywiście to nie psy, tylko sierściuchy miauczące. Nieźle im, bo i wolni, i żarcie mają, bo jakiś bezogoniasty ich dokarmia, czasem mlekiem poczęstuje dodatkowo. I ten Kuzyn wdepnął paskudnie! Podziurawił i poszarpał sobie przednią łapę. Chodzić się z taką raną nie da! Więc ten bezogoniasty karmiciel-działkowiec złapał go i przyniósł do schroniska. Ale nie po to, by kota tu zostawić, nie! Poprosił tylko o pomoc w wykurowaniu zwierzęcia, bo potem chce go zabrać z powrotem na działki! No i kot opatrzony leży sobie w szpitaliku, a bezogoniasty dzwoni co dwa dni i pyta o stan jego zdrowia. To rozumiem! Taki sierściuch wiary w bezogoniastych na pewno nie straci!

[1] Ocean szczęścia, iskry w oczach, nocą żarówki w pokoju nie trzeba!…

[2] … … …

[3] Widzicie te podpisy pod obrazkami? To zmyłka! Takich bezogoniastych nie ma! To dwaj moi kumple z wiaty, którzy się uparli, żeby występować pod pseudonimem. Tacy skromni!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)