Witaj, Bayoo!

Witaj, Bayoo!

Komentujesz prawie wszystkie moje teksty od czasu, kiedy zacząłem pisać pod nowym adresem www. Dzięki! Nie tylko czytać, ale i pisać potrafisz. Co dzisiaj nie jest takie oczywiste[1]. W dodatku prawidłowo odpowiedziałaś na zagadkę, którą zamieściłem w jednym z poprzednich wpisów. Słowo się rzekło – a psie słowo droższe tych, co nie śmierdzą! – masz moją fotkę. Oto ona, tylko Twoja.

A co z nowości? Ano, w parku botanicznym była II Wystawa Kotów[2] organizowana przez jedną z naszych zaprzyjaźnionych organizacji. Wzięliśmy w niej udział, a jakże! Uzgodniliśmy jednak, że zwierzęta tam nie pojadą i nie będą się męczyć (upał, tłum itp.). Pojechały więc fotki naszych sierściuchów schroniskowych. W towarzystwie jednego tylko kota, a właściwie kotki, Fifi. Przypięte do tablic podobizny naszych mlekopijów nieźle się prezentowały. Można je oglądać tutaj – Wystawa zdjęć kotów na wystawie kotów. – Nie każdy lubi miauczury, ale jedno im przyznać trzeba – fotogeniczne to one są! W rzeczywistości też nieźle się prezentują. Byle im nikt na ogon nie próbował nadepnąć – dosłownie i w przenośni. Fifi stała sobie spokojnie na twarzowej smyczce trzymanej przez naszego bezogoniastego. Sprawdziła jakość ekspozycji, zaakceptowała i zaczęła oglądać bezogoniastych sprowadzonych na wystawę. Podeszła do niej jakaś kotka, rasowa do niemożliwości i próbowała się bezczelnie chwalić swoją bezogoniastą[3]. No to Fifi ją łapkami, raz z lewej, raz z prawej, wrzask, jazgot i rasowa leży! Jakiś kocur przybiegł popatrzeć i z rozpędu zarobił też! I tak Fifi zyskała autorytet wśród kotów, lecz straciła humor, szybko więc zabrała naszego bezogoniastego i wrócili do schroniska. Wszędzie dobrze…

A o to, żeby było jeszcze lepiej, starają się wolontariusze. Większość z dobrego serca. Ale niektórzy z wyroku. Pojawiali się tu tacy od czasu do czasu, ostatnio jednak są regularnie. Dziwny to wolontariat. Są tacy bezogoniaści, którzy narozrabiali nieco więcej niż Fifi na wystawie. I za to, na przykład, że dali komuś po uszach, albo nie wpłacili tego, co nie śmierdzi do Urzędu Dodatkowego, czy jakoś tak, albo za to, że nie dawali na utrzymanie swoich bezogoniastych szczeniaczków, dostali wyroki: obowiązkowe prace na rzecz społeczeństwa – 20 godzin w miesiącu[4]. Ci, którzy przychodzą do nas, rąbią drewno na opał, malują bramy czy ogrodzenie, naprawiają stare budy itp. prace. No i jednym takim przymusowym wolontariuszom się chce i robią dobrze. A inni się migają. I nasza bezogoniasta, która za nich odpowiada, zwraca im uwagę. A gdy sobie pójdzie, to słyszymy, co ci wolontariusze o niej myślą. Różne rzeczy sobie myślą. Niektórych nie potrafię sobie nawet wyobrazić.

No, starczy! Idę na spacer, a później posiedzę trochę nad odcyfrowywaniem ze starej kości kolejnego mitu. Śliczny jest! Niedługo go wam zaprezentuję. Na razie!

[1] Znacie dane? Według najnowszych badań Polsce grozi realny powrót analfabetyzmu. Raport przygotowany wspólnie przez Bibliotekę Narodową i TNS OBOP wskazuje, iż w 56% bezogoniastych Polaków oficjalnie przyznaje się, iż nie czyta książek, zaś 46% nawet krótkich artykułów [więc i moich wpisów – uzup. Wrrred. Cyg.]. Są to wyniki oficjalne, a więc można spokojnie domniemywać, iż liczba ta jest znacznie większa. A jak się nie czyta, to pewnie się i nie pisze.

[2] Nazwa wystawy, jak rozumiecie, jest umowna i zależy od punktu widzenia: dla nas jest to II Wystawa Bezogoniastych.

[3] Nie wiem, czy było czym się chwalić – sprawę znam tylko ze słyszenia.

[4] Są tacy, którzy dostali po 20 godzin przez dwa a nawet i trzy miesiące.

 

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)