Łapy bolą, w stawach skrzypi, ech…

Łapy bolą, w stawach skrzypi, ech… Wysiedzieć trudno…

Ale łazić też nie najlepiej, bo zaraz mnie zadyszki łapią.

Nasi bezogoniaści dają mi leki, ale co ja się przy tym nasłucham – szczekać szkoda! Że niby ledwo dyszę dlatego, że się spasłam jak prosiak! I że jak się nie przestanę obżerać, to będzie coraz gorzej!

Fakt, pojeść lubię. Co w tym dziwnego? Niby jem to, co inne psy. Ale one siedzą w wiatach, a ja sobie łażę swobodnie, miedzy bezogoniastymi. No to tu froliczek, tam froliczek…[1] Czasem w kuchni coś spadnie, a ja zawsze jestem wtedy na miejscu…

A poza tym odwiedzający schronisko! Coraz ich więcej, czasami brama się nie zamyka, zwłaszcza w weekendy. I co drugi przynosi z sobą jakieś smakołyki, no bo jak tu nie dać czegoś dobrego biednym schroniskowym pieskom, prawda? Nasi bezogoniaści proszą, błagają, żeby nas nie dokarmiać, że mamy co jeść, że jeśli ktoś już przyniósł jakieś żarcie, to niech je zostawi w biurze i przy karmieniu to się pomiędzy nas rozdzieli… Gdzie tam! Nie upilnujesz!

No a jak ci odwiedzający przychodzą, to tak się jakoś składa, że ja jestem w pobliżu, robię tę swoją słynną minę i macham wesoło ogonem[2]!…

No i jak tu nie utyć?…

Auuu… Co tu zrobić, żeby… Wiem, popatrzę sobie. Powybierałam zdjęcia naszych najbardziej znanych gości i zrobiłam swój własny album. Czasem go przeglądam i od razu lepiej mi się robi. Bo co oni się sfotografują z którymś z naszych psów czy sierściuchów, to zaraz taki znajduje sobie dom… No, przesadziłam. Nie każdy, ale wielu! A poza tym z każdym z tych gości jestem po imieniu! Więcej ich zdjęć jest gdzieś na stronie internetowej Schroniska, ale ja wzięłam sobie te najlepsze.

Też sobie popatrzcie, a ja poczłapię do kuchni. Może mi tam coś… znaczy, chciałam powiedzieć – może mi jakąś tabletkę dadzą, o!…

Na razie!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)