Od paru dni bezogoniaści świętują…

Od paru dni bezogoniaści świętują. Nie tu u nas, w schronisku, tylko w całym mieście. Hałas, aż tutaj słychać! I ma potrwać jeszcze kilka dni. Dawno temu wymyślili sobie takiego Doga, któremu dali na imię Bachus. Lubił wlewać w siebie to, co śmierdzi i od czego ma się krowie oczy. I kazał bezogoniastym, by go naśladowali. No to go naśladują. A do tego wyprawiają różności: popisują się, handlują, grają, śpiewają i wydają to, co nie śmierdzi.

Nasi bezogoniaści stwierdzili, że mogliby w takim razie powydawać też trochę na nas, zwierzęta w schronisku i pojechali na to święto. Zabrałam się raz z nimi. Postawili sobie taki daszek z płótna, postawili stoliki, jakieś kartony, nawieszali zdjęć sierściuchów schroniskowych (ciekawe, dlaczego o psach zapomnieli!). I siedzą tam, robią coś, co się nazywa loteria i inne rzeczy, nie zdążyłam zobaczyć, jakie właściwie, bo Hero przyprowadził swoją bezogoniastą.

O Hero pisał parę miesięcy temu Cygan…

                                y

y       y

y                y

y                        ygan!…

Cy

Ale mi tęskno…

            No tak!…

Może pamiętacie. Tu taki młody husky, który nie umiał się dostosować do schroniska i wył dni i noce. Bał się każdego psa. I tęsknił za swoim domem. Potem poszedł do domu zastępczego i strasznie rozrabiał, gdy jego bezogoniaści wychodzili i zostawiali go samego. Zjadł im część framugi, poszarpał meble i jakieś ubrania – szczęście, że mieszkanie było przed remontem. Ale ci bezogoniaści mieli cierpliwość. Nie oddali go, przeciwnie, adoptowali na stałe! Zmienili mu imię na Sałatek[1]! Że taki kruchy niby, delikatny jak listek warzywka… I zaczęli go kochać. Wtedy on pokochał ich jeszcze bardziej. No to oni jego! A on ich! I im bardziej się kochali, tym bardziej Hero nie chciał zostawać sam. I ich mieszkanie coraz bardziej zaczęło nadawać się do remontu, a ich odzież do śmietnika!

Sprawa robiła się coraz poważniejsza. Bezogoniaści wynajęli opiekunkę do Sałat… tfu!… będę jednak używać starego imienia. Żeby zostawała z Hero, gdy oni idą do pracy. No i pies miał niańkę. Doszedł z nią do porozumienia, w każdym razie nie potraktował jej jak kapci. Tylko jak długo tak można?! Bezogoniaści zaczęli szukać rady, co zrobić. Trafił się jeden treser, ponoć wielki jak góra, który chciał zabrać Hero do siebie i oduczyć go fanaberii. Na jego widok Hero zachował się jak Sałatek, czyli posikał się ze strachu. No i bezogoniaści zrezygnowali z tresera.

Zaproponowano im wtedy, by przestali się z psem pieścić. Żadnych rozczuleń przy pożegnaniu, żadnych Siałatku kochany, pańcia juś wlóciła, niech ślićny psio nie płacie!… Tylko zwyczajnie: No, wychodzimy, trzymaj się. I bezogoniaści wychodzą. Na kwadrans. Potem wracają: cześć, jesteśmy! Po pewnym czasie wyjścia mają być dłuższe – takie na pół godziny. I dalej bez zbytnich czułości. Potem jeszcze dłuższe… Ale jak podchodzić chłodno do psa, którego się kocha i który jest unerwiony jak listek sałaty i jak ona ma te nerwy na wierzchu?… Trudno było i im, i jemu.

A czas leciał, co ponoć jest najlepszym lekarstwem. Hero zaczynał się przyzwyczajać. Już nie bał się, że wróci do schroniska, zaczął rozumieć, że ci bezogoniaści go nie zostawią, że wychodzą, bo muszą, ale zawsze wracają. I powolutku sytuacja zaczęła się normować. Na tyle nawet, że Hero zaczął ze swoimi bezogoniastymi odwiedzać schronisko i oswajać się z jego mieszkańcami. Już bez obaw, że tutaj zostanie. Wychodził na spacery, głównie z Perełką. To taka stara suczka, która mieszkała w innym mieście i trafiła do schroniska, gdy zmarł jej bezogoniasty. Śliczna, kudłata, malutka i strasznie smutna. Ale nie posiedziała u nas długo. Znalazła się starsza bezogoniasta, która wzięła ją do swojego domu. Nobliwa pani, dom duży z ogrodem. Będzie Perełka miała dobrze.

Oj, zboczyłam z tematu. O czym to ja… Aha, no to pogadałam trochę z Hero, a potem część naszych bezogoniastych wróciła do schroniska i ja z nimi. Szkoda, bo chciałam zobaczyć, jak będą się przebierać! Przywieźli ze sobą na to święto takie stroje: Lwa, Tygrysa i jakiegoś Czerwonego Kapturka. Mieli się w tych strojach bawić z dziećmi na mieście. Ciekawa byłam tych zabaw, bo jak się nasi bezogoniaści poprzebierali na próbę w schronisku, to wszystkie psy jak jeden się rozszczekały, a sierściuchy powłaziły do kątów i nie chciały wyleźć, póki bezogoniaści chodzili w tych przebraniach.

No, ale nie zobaczyłam, bo musiałam wracać. Może będą o tym opowiadać, to napiszę.

Oj, w stawach mi strzyka. Muszę się położyć.

[1] Rany Doga!!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)