Jakoś niewiele ciekawego dzieje się ostatnio.

Jakoś niewiele ciekawego dzieje się ostatnio. To może dobry moment, żeby powspominać stare znajome, których już nie ma od dawna w schronisku! Nie pisałam o nich, Cygan też nie…

                          y

y    y

y           y

y                  ygan!…

Cy

… Myślałam, że już mi trochę przeszło, ale dalej tęsknię, ile razy go wspomnę. W dodatku żadnej wieści od niego… W dodatku biodra mi dzisiaj dokuczają, na zmianę pogody idzie, czy co… W dodatku… Oj, nie będę się skarżyć jak stara suka!

Na początku niech będzie o Łatce. Mała kundelka, niestara, biegała po działkach z dwoma psami, chyba jej braćmi z jednego miotu. Ją bezogoniaści chwycili, ich nie. Całkiem dzika była, jak tu ją przywieźli. I oswajała się długo. Ale wreszcie uspokoiła się, polubiła dwoje naszych bezogoniastych, poznała większość psów schroniskowych, a ze mną szczekała chyba najchętniej. Miała o czym opowiadać, a ja słuchałam z ciekawością – sama takich przygód nie przeżyłam.

Aż tu pewnego dnia zjawiły się dwie dojrzałe bezogoniaste i Łatka poszła do nich. Obie zapewniały, że miały już psy, że wiedzą, jak się z nimi obchodzić i w ogóle. I tak się obchodziły z Łatką, że po dwóch tygodniach była już z powrotem w schronisku. Bo na spacerach bała się innych psów, wpadała w histerię, szczekała, wyła, a gdy pańcia brała ja na ręce, to gryzła!… Weźcie sobie tego psa z powrotem! I co powiedzieć takim „doświadczonym” kobietom? Nasi bezogoniaści zabrali Łatkę co prędzej.

I znów przeszło trochę czasu, aż zjawiła się nowa bezogoniasta, starsza, zrównoważona. Chciała małego psa do niewielkiego mieszkania w centrum miasta i wybrała Łatkę. Przez miesiąc trwała idylla. A potem pani zabrała suczkę na spacer na najruchliwszą chyba ulicę w mieście i spuściła ze smyczy! Hałas aut, tłum ludzi… A Łatka znała dotąd działki i schronisko! No i spanikowała, wpadła w pierwszą bramę, jaką mijali, i tyle ją widziano!

Po paru dniach nasi bezogoniaści dostali sygnał, że podobna suczka biega na działkach, tam, skąd Łatka trafiła do nas. Znów była w towarzystwie dwóch psiaków. Pojechali natychmiast, ale nie znaleźli uciekinierki. Pojechali jeszcze raz – z podobnym skutkiem. Uczulili działkowiczów, by natychmiast dawali znać, gdy tylko ją zobaczą i teraz czekamy. Na razie nikt nie dzwoni. Jeszcze ze dwa razy nasi bezogoniaści jechali na te działki, tak na chybił trafił – może akurat… Ale nie. Może już jest na innych działkach? Wiele jest różnych „może”…

Rok temu, jesienią, pod bramą schroniska pojawiła się maleńka suczka, kundelka. Nasi bezogoniaści zaprosili ja do środka, więc weszła. Miskę karmy skonsumowała, czemu nie! Jak dają?… Potem zwinęła się w kłębek w przedsionku kuchni i zasnęła. A gdy się obudziła, wcale nie miała zamiaru odchodzić.

Był kłopot, bo suczka była tak niewielka, że wylazłaby przez każdą kratę, nie było więc kojca, w którym mogłaby zamieszkać. No to została w kuchni. Gospodarzyła tam wtedy bezogoniasta imieniem Iza – malutka, czarnooka, ruchliwa – wypisz, wymaluj jak ta nowa kundelka. Szybko zobaczyliśmy, jakie są do siebie podobne. Bezogoniaści zresztą też. I dlatego nazwali suczkę Izi. Mała ubóstwiała aportować piłeczki, Biegała po schronisku z najmniejszą piłeczką w paszczce i zapraszała każdego do zabawy. Nie było wtedy w schronisku milszego psiaka.

Pewnego dnia pani Iza zwolniła się. Dla Izi to był cios. Oklapła, snuła się smętnie, węszyła i szukała swej ulubionej bezogoniastej. Wszyscy zaczęliśmy się o nią niepokoić, bo marniała w oczach i co chwilę wyła. Wtedy inna z naszych bezogoniastych adoptowała ją i zabrała do domu.

Od tego czasu minęło parę miesięcy. Izi zaakceptowała nowy dom, swoją bezogoniastą i wróciła do formy. Odwiedza nas od czasu do czasu. Mogłaby częściej, ale to nie od niej zależy. Najważniejsze, że dobrze trafiła.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)