No to jemy!

No to jemy!

Każdy pies na swój sposób, bo każdy ma swoje obyczaje. Najczęściej spotykane przedstawiają się następująco:

O jedzeniu można nieskończenie. W ogólnych zarysach wygląda to u nas tak.

Zwykle jadamy suchą karmę – wszystkie psy tę samą. Raz dziennie, ale za to pełna micha. I o stałej porze – rano. Szczeniaki, oczywiście, jedzą częściej. No i takie psy, które trafiają do schroniska w złym stanie, zabiedzone, wychudzone i trzeba je szybko odkarmić i postawić na nogi. Ale nie głodujemy. Nawet zostaje! Odkąd nastali nasi obecni bezogoniaści, dostajemy taką karmę z wyższej półki[1]. Smakuje? Nie wszystkim, jak to wyżej widać, ale większość nie narzeka.

Mokrą karmę z puszek dostajemy wyjątkowo. Na przykład, jak bezogoniaści widzą, że pies nie ma apetytu, nie je, coś mu widocznie dolega. Wtedy oczywiście wizyta u zjaw a jednocześnie kombinowanie z karmą. Bo psa mogą na przykład boleć zęby czy dziąsła (też nam się trafia, dość często), albo ma kłopoty z trawieniem, albo jakieś inne dolegliwości.

Kiedy już wiadomo, co psu jest, kiedy zjawy postawią diagnozę[2], wtedy pies niekiedy przechodzi na dietę. To takie żarcie, które bezogoniaści przygotowują w kuchni według specjalnych przepisów. Nie zawsze smaczne, niestety. Ale choremu nie ma smakować, ma pomagać!

Osobną grupą pokarmów są frykasy. Te, oczywiście, trafiają się najrzadziej, ale nie aż tak rzadko, byśmy zapomnieli, jak wyglądają i smakują! Zwykle są to froliki. Takie niewielkie brązowe kuleczki. Nie wiem, co w nich jest, ale to coś takiego, że na samą myśl ślinka cieknie z pyska. Powiem nieskromnie, że jako ulubieniec schroniska i najbliżej obcująca z bezogoniastymi, mam do nich najczęstszy dostęp. Ponoć to dzięki nim należę do puszystych. Bezogoniaści odgrażają się, że mnie odstawią od frolików! Nawet próbują, ale chyba mają kłopoty z pamięcią, hihihi… Te przysmaki dostają się nam głównie wtedy, gdy dobrze się zachowujemy na spacerze czy na wybiegu, albo kiedy wykonujemy prośby bezogoniastych (jak nam się chce, oczywiście, ale dlaczego właściwie mielibyśmy robić im przykrości i nie słuchać?).

No i są jeszcze kości! Za szczególne zasługi. Niekiedy też wolontariusze przynoszą je swoim ulubionym psom. Ale zwykle dostają je takie najbardziej energiczne i najgwałtowniejsze psy – niech gryzą gnata i rozładowują energię! Dlatego każdy pies ma czasem ochotę poudawać, że zaraz rozniesie kojec! Tylko że bezogoniaści nie dają się nabierać na takie numery! Znają nas dość dobrze.

I próbują nas tu wychowywać! Wspominałam już o tym, ale jeszcze kiedyś wrócę do tematu, bo jest ciekawy. Cygan też trochę o tym pisał…

No właśnie, Cygan… Już trochę o nim zapominam. A to przecież on zaczął prowadzić tego bloga i…

No tak, właśnie sobie przypomniałam! Nasz blog ma już rok! Kawał czasu. Święto by jakieś… Muszę pomyśleć, jak to uczcić. Z bezogoniastymi warto by też… Oni również przegapili tę rocznicę, a przecież o nich również sporo jest w tym blogu.

Idę, poszczekam trochę do nich, może się zorientują…

[1] Tak mówią bezogoniaści. Nie wiem, co to znaczy. Może to, że ona stoi wysoko, żebym nie dosięgła, kiedy przypadkiem zakradnę się do magazynu. Bo niby grubaśna jestem!

[2] Znowu jakieś niejasne słowo. Rozglądałam się po schronisku, ale nie widziałam żeby takie coś tam stało… Ale może nie bardzo wiem, czego szukać…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)