Wciąż trafiają się tu sprawy trudne.

Wciąż trafiają się tu sprawy trudne. I przykre, i wredne…I smutne. A często jest tak, że jak by się nie postąpiło to i tak nie wyjdzie najlepiej…

Pół roku temu ze schroniska pewna kobieta wzięła szczeniaczka. Do bloku. Miał wtedy osiem tygodni. Zapowiadało się na sielankę. Piesek szczęśliwy, rodzina wniebowzięta… Mijały miesiące. I niedawno zadzwoniła do schroniska inna kobieta. Powiedzmy, że mieszka po sąsiedzku i patrzy. I zauważyła, że nasz szczeniaczek mieszka sobie na balkonie. Całe dnie na niewielkim balkoniku, wysoko, często przywiązany do poręczy tego balkonu. Jak skomli czy szczeka, to bywa, że weźmie od pani w łeb! Nawet miski z wodą nie ma na tym balkonie! Przysłała kilka zdjęć z różnych dni. Prosiła, by zainterweniować. No to nasi bezogoniaści pojechali. Pies nie wyglądał źle, ale rzeczywiście siedział na balkonie. Odbyli rozmowę z panią pytając, czy rzeczywiście potrzebny jest jej zwierzak, który całe dnie spędza na balkonie. Pokazali zdjęcia… Pani w płacz! Obiecała, że odtąd będzie obchodzić się z psiakiem należycie, potwierdziła to na piśmie. Pies rzeczywiście zniknął z balkonu. Zastanawialiśmy się tu, czy teraz siedzi w łazience.

Minęły trzy tygodnie i pani zadzwoniła do schroniska z informacją, że chce oddać psa. Dlaczego? Bo jest niegrzeczny! Bo nie słucha! Bo powiedziano jej w schronisku, że jak się go wykastruje, to będzie o wiele spokojniejszy, a wcale tak nie jest. A kiedy go pani wykastrowała? Tydzień temu!!

Jak ma być pies grzeczny, skoro nikt z nim nie pracował, na spacery regularnie nie wyprowadzał, tylko trzymał go na balkonie? Przecież młody zwierzak, gdy już wydostał się z takiej ciasnej klatki, aż rwać się musiał do ruchu, do biegania! I jaki pies tydzień po kastracji uspokaja się?

Powiedziano to pani, na co ona, że za parę dni idzie do szpitala i psem nie będzie się miał kto zająć, bo mąż długo pracuje, a starsza mamusia nie ma siły na takie rozbrykane zwierzę!…

I tak piesek trafił ponownie do nas. Domowy, przyzwyczajony do swojego mieszkania, do swojej rodziny, po której wiele przecież nie oczekiwał. No to pańcia sprawiła mu prezent – powrót do schroniska![1]

Inna pani, tym razem starsza. Wzięła Bojkę do domku, w którym mieszkała z mężem. Po dwóch tygodniach przyprowadziła ją z powrotem do nas. Nie mogła sobie dać z nią rady. Zwierzak ruchliwy, próbował uciekać z posesji, nie chciał słuchać poleceń. Starsi ludzie nie potrafili sobie z nią poradzić.

No dobrze! Czy jest więc sens, by w ogóle brać zwierzaka do domu, zapytali nasi bezogoniaści. Oj, pewnie, że jest! Oni kochają psy i nie śpią po nocach, tak chcą mieć zwierzątko! To może weźmie pani starszego, statecznego psa, który nie będzie sprawiał kłopotu? Oj, tak, właśnie takiego bym chciała.

No i wzięła Dorę. Suczka w podeszłym już wieku, spokojna, rusza się tak, jak seniorce przystało, nie w głowie jej ucieczki i wariactwa.

Po dwóch tygodniach pani zadzwoniła, że chce oddać psa! Bo załatwia się na dywan i nie chce się oduczyć. A jak pani próbowała ją oduczyć? No, wypuszczałam na dwór. I już? I już! To może mu pani podpowiemy, co należy zrobić: otóż… Nie! Ja nie chcę tego psa! Proszę pani, psy to nie zabawki, które oddaje się do sklepu, gdy się znudzą albo przestaną się podobać! Ja go nie chcę, przywiozę go wam z powrotem!…

I przywiozła. Siadła na ławeczce i siedzi. Godzina, druga, ona siedzi. A Dora nie wie, o co chodzi i co ma ze sobą zrobić…

Oczywiście, ostatecznie została u nas.

I co robić?

[1] Z ostatniej chwili – Floyd, bo tak się nazywa, znalazł sobie nowy dom! Oby tym razem szczęśliwie!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)