Nazwaliśmy ją tutaj Ivette…

Nazwaliśmy ją tutaj Ivette, roczną czarną kotkę z białymi dodatkami. Dzika, mieszkała sobie na działkach i stamtąd przyniósł ją jeden bezogoniasty ogródkowicz, który systematycznie dokarmia sierściuchy. Miała strzaskane kości nogi i biodra. Jakiś inny działkowicz musiał ją poczęstować łopatą.  Pojechała od razu do zjaw, którzy połączyli złamane kości metalowymi szpilami. Poobserwowali i odesłali do nas. Posiedziała niedługo i trafiła do domu tymczasowego.

              

Po miesiącu już chodziła. Sztywno, utykając, ale chodziła. I nabierała coraz większej chęci do życia. Istniały obawy, że metalowe łączenia kości mogą się poprzesuwać, przebić tkanki i wyjść na wierzch, ale jakoś się skończyło na strachu. Póki co. Bo takie zagrożenie wciąż istnieje. Ivette nie może już mieszkać na swobodzie, musi mieć dom i uważnych bezogoniastych opiekunów.

            No i znaleźli się tacy. Z domu tymczasowego poszła na stałą kwaterę. Ku zadowoleniu wszystkich. Nieźle trafiła. Wesołych Świąt, bezogoniaści!

            W ogóle, jeśli chodzi o sierściuchy, to ostatnio miały wzięcie. Przestronnie się zrobiło w kociarni, bo kilka miauczurów poszło do nowych domów i nowych bezogoniastych. Całkiem udanych, sądząc po zachowaniu i zapachu. Będą mieć udane święta.

            No to Wesołych Świąt, bezogoniaści!

            A co u psów? Na przykład Dela, rudożółta jamniczka, stara, trochę sztywna w stawach, niedosłyszy… Można wrzeszczeć – nie zareaguje, musi zobaczyć. A gdy już zobaczy, jest bardzo miła.

Trafiła do schroniska dobre cztery tygodnie temu. Znaleziona na parkingu, ledwo żywa ze zmęczenia. Musiała się zdrowo nachodzić, a to dla niej niełatwe, bo spasiona mocno. Widać, że domowa i że rzadko wychodziła na spacery. Jej fotka była w gazecie i jakaś bezogoniasta zadzwoniła mówiąc, że to jej pies i że go odbierze. Nie spieszyła się zbytnio z tym odbieraniem, a kiedy przyszła, okazało się, że to jednak nie jej jamniczka. Podobna, ale to nie ona. Hm…

            Miała jednak suczka szczęście – trafili się inni bezogoniaści gotowi wziąć ją do domu. No i spędzi święta na własnych, nowych śmieciach. Wśród nowych bezogoniastych – im także Wesołych świąt!

            Z kolei Misty to rasowa foxterierka. Oj, niemłoda już. I niewidoma. Bezogoniaści znaleźli ją za miastem i najpierw zawieźli do zjaw. Tam ją odrobaczyli, dali zastrzyki wzmacniające i trafiła do nas. Leży w szpitaliku i nie mamy do niej dostępu. Bezogoniaści opowiadają, że jest łagodna, przemiła, czuje się coraz lepiej, wraca jej apetyt. Ale wciąż jest strasznie chuda – zjawy podejrzewają, że może mieć nowotwór. Jak już bardziej dojdzie do siebie, trzeba jej będzie zrobić dokładne badania.

Tak tu siedzimy i zastanawiamy się. Ślepa suczka nie dożyłaby starości, gdyby nie miała domu. I ślepy zwierz raczej z domu nie ucieka. Więc co? Nie pasowała do nowego dywanu kupionego na święta? A może leczenie było zbyt drogie? Jak by nie było – Wesołych Świąt, bezogoniaści!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)