No to co jeszcze robiliśmy w kończącym się roku?

No to co jeszcze robiliśmy w kończącym się roku?

           Braliśmy udział w takich sprawach, które rozpoczęli inni, a my się przyłączyliśmy. Na przykład (chyba Cygan pisał o tym…) pewien bezogoniasty chce otworzyć w naszym mieście grobowisko dla zwierząt. Ale nie wszystkim się to podoba i miał z tym trudności. No to zwrócił się do nas i nasi wolontariusze wyszli na miasto. I przez kilkanaście dni zbierali podpisy mieszkańców pod petycją[1], że takie miejsce jest bardzo potrzebne. Z tego, co wiem, pomogliśmy. Grobowisko będzie!

  Albo inna akcja. Zbieranie podpisów w sprawie poparcia dla nowej ustawy o ochronie zwierząt. W całym kraju te podpisy zbierano. Tu też spisali się nasi wolontariusze i w sierpniu zebrali sporo podpisów. No i ustawa jest.

Potem przyszli do naszego schroniska młodzi bezogoniaści z Niemiec. Brali udział w akcji „Młodzież na zielonym szlaku”. Organizowali to bezogoniaści z OHP (to coś znaczy, ale nie wiem, co, może wy wiecie…). Najpierw dwa dni pracowali, porządkowali teren i malowali budy psie i kocie, a potem wyszli na miasto i zrobili taki pokaz (to się nazywa performans). Było o tym, że psy na spacerach coś tam po sobie zostawiają. A bezogoniaści, którzy z tymi psami wychodzą, powinni to zbierać do woreczków i wywalać do koszy. Była, oglądałam – fajne było, takie do śmiechu.

Chyba wcześniej trochę nasi bezogoniaści zaczęli mówić o jakiejś akcji przeciwko kolczatkom, czyli takim obrożom z kolcami. Sporo psów w mieście w takich chodzi. Bez sensu, tylko rani zwierzęta. Z psem trzeba się dogadać, a nie wkładać mu kłujące kajdany! Oczywiście wyszczekaliśmy swoje wyrazy poparcia i darliśmy się tak długo, aż akcja doszła do skutku. Nazywała się „Kolczatki na drzewo”. Kto chciał, mógł przynieść do schroniska taką kolczatkę i zawiesić ją na suchym drzewie, które stoi przed biurem. Nazbierało się tych paskudztw kilkadziesiąt. Wiszą teraz tam ku przestrodze!

           Potem jeszcze w czasie miejskiego święta wina nasi bezogoniaści i my byliśmy w mieście parę dni. Mieliśmy tam swój namiocik i promowaliśmy schronisko. Pisałam o tym szerzej parę miesięcy temu…

Co jeszcze?…

           Aha! Przynajmniej raz w miesiącu któryś z naszych bezogoniastych idzie do radia i w specjalnej audycji godzinę rozmawia z ludźmi, którzy w tym czasie dzwonią do rozgłośni[2]. I odpowiada na różne pytania. I opowiada różne rzeczy o psach i o schronisku. I doskonale – coraz więcej bezogoniastych wie o nas i odwiedza nas.

           I telewizje przyjeżdżają, i robią filmy.

           I w gazetach od czasu do czasu coś napiszą. Nieraz nawet z naszymi zdjęciami… To pomaga przy adopcjach…

 

Jedno trochę nie wyszło. W tamtym roku nasi bezogoniaści postanowili pomagać kotom, które dziko żyją w mieście, by jakoś przetrwały zimę. Dokarmianie to jedna sprawa. A druga to domki dla tych kotów. Takie z grubego kartonu, ocieplane styropianem. Łatwe do zrobienia. No i wymyślili jeszcze, że pojadą do szkół i poproszą nauczycieli i uczniów, by takie domki porobili. Nakupowali kartonów i styropianu, taśmy klejącej i pojechali. W szkołach (kilka ich było na początek), materiały wzięli, ale o ile nam wiadomo, żaden domek nie powstał… Szkoda… W tym roku trzeba będzie zorganizować to trochę inaczej. Właśnie nasi myślą o tym…

A poza tymi wszystkimi akcjami jest codzienność i nasi bezogoniaści w swoich zwykłych rolach. O, takich:

Polezę im pomóc…

Uwaga, uwaga, dzisiaj nie ma kolejnego odcinka powieści. Jest komiks. Tam, gdzie będzie komiks, nie będzie powieści – wtedy przygotowujemy do zamieszczenia kolejne odcinki.

[1] Petycja – zapamiętałam to słowo, bo ma na początku „pet”… A ja lubię peta. Chociaż to puszkowe żarcie!

[2] Performans, rozgłośnia, audycja, promocja… Rozwijam się, nie? Takie słowa! (Petycja zresztą też!)4

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)