To się nie powinno wydarzyć.

To się nie powinno wydarzyć. Niby niczyja w tym wina, niby wszyscy chcieli dobrze, a wyszło nie najlepiej…

            Łatek jest wilczurkowaty z wyglądu, ale jasny, łaciaty. Ma około sześciu lat. W schronisku siedzi tak dawno, że już nie pamiętam dokładnie, kiedy tu przyszedł. Za to pamiętam, że od samego początku chodził dziwacznie, albo na sztywnych nogach, albo zataczając się z boku na bok, jak gdyby mu się kręciło w głowie. Zjawy, które go oglądały, stwierdziły, że nie można mu pomóc. No i psiak poszedł na boczny tor…

            A potem przyszli nasi obecni bezogoniaści i na nowo się nim zajęli. Spacery, praca z wolontariuszami… Pomagało niewiele, ale zwierzak przynajmniej odzyskał humor. Wreszcie zjawili się bezogoniaści zainteresowani Łatkiem. Byli gotowi go wziąć, jeśli będą mieć pewność, że stan Łatka nie pogorszy się. Nie chcieli brać psa, do którego się przywiążą, a on im szybko odejdzie. No i Łatek poszedł na szczegółowe badania do zjaw. To się nazywa tomograf i sporo kosztuje! Z tych badań wynikło, że kiedyś Łatek miał zapalenie mózgu, a stąd porażenie niektórych nerwów, zaburzenia równowagi i ośrodków ruchu… Zmiany były nieodwracalne. Łatek nigdy nie będzie zdrowy, ale żyć może jeszcze długo!

Bezogoniaści chętni na zabranie go do domu ucieszyli się. Bierzemy!… I zniknęli. Tydzień, drugi, trzeci… Ani znaku. Tymczasem pojawili się inni bezogoniaści gotowi adoptować Łatka. No i pies poszedł do nich. Bohatersko przeżył kąpiel, nauczył się mieszkania, po którym porusza się już swobodnie, nawet ze schodami daje sobie radę. Dobrze mu!

            I wtedy po Łatka przyszli ci pierwsi bezogoniaści! No i tragedia! Psa nie ma! Dlaczego go wydaliście? Mówiliśmy, że wyjeżdżamy na miesiąc, a po powrocie go zabierzemy!…

            Rzecz w tym, że nikt w schronisku nie pamiętał, by takie coś mówiono. Gdy trudny pies znajduje dom, to u nas panuje święto! Nie zapomina się ważnych informacji dotyczących takiego psa! Może więc ci bezogoniaści zaaferowani psem chcieli powiedzieć o wyjeździe, ale ostatecznie nie powiedzieli?…

            Ale może rzeczywiście ktoś tu u nas zapomniał…

            No i ci bezogoniaści poszli sobie z poczuciem krzywdy. Innego psa nie chcieli… Szkoda…

            Łatek jest szczęśliwy, ale gdyby trafił do tych pierwszych bezogoniastych, to ci drudzy pewnie wzięliby innego psa. I dwa zwierzaki byłyby szczęśliwe… I dwie pary bezogoniastych też… Zamiast jednej tylko… Wszystko przez niedogadanie!

            Nie najlepiej to wszystko wyszło…

            Inaczej było z Sziszą. To młoda suczka ciekawie umaszczona: ni to morelowa, ni to ruda… Błąkała się po osiedlach, aż trzy miesiące temu trafiła do schroniska. Wszystkich tu ujęła, bo wesoła, witalna, do bezogoniastych i innych psów przyjaźnie nastawiona… Tylko że straszna demolantka! Pali się jej pod ogonem! Ot, pies dla konsekwentnych i cierpliwych bezogoniastych.

            Zgłosiła się po nią młoda para. Wiedzieli, że Szisza jest trudnym psem, ale nie zlękli się. Było dobrze, tylko że powoli zaczęli tracić garderobę i sprzęty domowe. Szisza zostawiona sama sobie pokazywała, co potrafi. Młodzi poszli na łatwiznę – gdy wychodzili, zamykali ja na balkonie. A wychodzili na długo!… W końcu zbuntowali się mieszkający niżej sąsiedzi, bo im ciekło z góry! No i para przyszła oddać Sziszę. Zrobiło się nieprzyjemnie…

            Ostatecznie Szisza znów znalazła się wśród nas.

            Nie na długo. Znaleźli się inni bezogoniaści, dojrzalsi, tacy z dorastającym synem. Obiecali, że Szisza będzie miała dużo ruchu, bo oni dbają o zdrowie i codziennie biegają po lesie, że popracują z behawiorystą, słowem – że nie zostawią psa samemu sobie.

            No i chyba się jakoś z Sziszą dogadali. Trochę czasu jej poświęcili, nauczyli się, czego jej potrzeba. A ona postarała się zaspokoić ich oczekiwania. Nawet behawiorysty nie było trzeba. Jak jest dobra wola i chęci, to z każdym psem bezogoniasty się dogada. I odwrotnie! Bo zrozumienie to grunt – i wszyscy są szczęśliwi! Popatrzcie[1]!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)