Ciekawość – pierwszy stopień do basenu.

Ciekawość – pierwszy stopień do basenu. Mieliśmy tu, niedługo, Amigo. Taki terierowaty psiak, który musiał wszędzie wsadzić nos. Że nie wpadł gdzieś pod auto, aż dziw bierze.

Ale pewnego dnia, w środku miasta, zobaczył basen. Taki przeciwpożarowy. Stanął na krawędzi, zagapił się w wodę i zsunął się w dół. No i pływał, bo wyjść nie mógł, za stromo i za wysoko było do krawędzi basenu. Skończyłoby się kiepsko, gdyby nie zauważył go jakich przechodzący obok bezogoniasty. Sam się trochę skąpał, ale wyłowił Amigo. I przywiózł go do nas.
Potem psiak trafił do nowego domu.

Albo Tomos. Ktoś go podrzucił do schroniska. Szczeniak jeszcze, miał może ze dwa miesiące. Żywy, wesoły, z diablikami w ślepkach. Wpadał w oczy bezogoniastym. Zaraz więc znalazła się na niego chętna i zabrała do domu.

Po trzech dniach maluch był z powrotem u nas. Okazało się, że bezogoniasta miała alergię na psią sierść. Szczęście, że Tomos nie zdążył się do niej zbytnio przyzwyczaić. Ale i tak lamentował cały dzień, gdy znów trafił do kojca. Na niedługo. Ponownie poszedł do nowego domu. Tym razem obyło się bez problemów.

No i suczka, która nawet nie dostała u nas imienia, bo była raptem parę godzin. Przyprowadzili ją do schroniska młodzi, zakapturzeni bezogoniaści. Stanęli pod bramą i stoją. Suczka na smyczy szczeka. Nasi bezogoniaści patrzą… Trwało chwilę, wreszcie podeszli do bramy i pytają, o co chodzi. Ano, znaleźli na osiedlu 1) , błąkała się, więc przyprowadzili…
A dzień wcześniej dzwonił jakiś bezogoniasty, że jego suczka poszła sobie samowolnie na spacer z jakimś obcym psem. Pies potem wrócił, a jego suczka nie. Z opisu wynikało, że to właśnie ta suczka. No to przyjechał i zabrał sunię.
A w schronisku bezogoniaści rozmawiali o tym wydarzeniu i dziwowali się. Ci młodzi w kapturach wyglądali raczej na takich, co psinę zeżrą, a nie przyprowadzą. Jak to się można pomylić. To znaczy – bezogoniaści się mogą pomylić. Bo ja od razu wiedziała, że to w porządku bezogoniaści. Dobrze im z oczu patrz… tfu!, dobrze im z kapturów pachniało!

A to jest Alice. Ni to labrador, ni to owczarek niemiecki, ma chyba coś z wyżła… Bogaty rodowód! Taka dorosła suczka. Siedzi w szpitaliku i czeka…
Przyprowadził ją do nas przed świętami ponury bezogoniasty, który zażądał weterynarza! Nie ma u nas takiego, ale nasi zaproponowali, że go podwiozą do zjaw, bo właśnie jadą w tamtym kierunku. Wsiedli do samochodu i pojechali. Po drodze bezogoniasty stwierdził, że nie ma pieniędzy, więc rezygnuje. I na drugi dzień sam pójdzie z psem do weterynarza. I wysiadł!
A na drugi dzień ktoś zgłosił psa błąkającego się przy dworcu. Nasi pojechali i znaleźli Alice.

Zjawy, leki, kwarantanna, jak zawsze, a potem fotka suczki na stronę www. i do gazet przy okazji. No i po paru dniach przyjechał do nas pewien bezogoniasty. O Alice spytał, popatrzył, głową kiwnął i tłumaczy:
Ma sąsiadkę, która miała Alice. I miała jeszcze syna trochę nie tego… I ta sąsiadka zachorowała. W międzyczasie zachorowała również Alice. No to ten syn wziął Alice i wywiózł. Gdy wrócił, powiedział, że ją uśpił u zjaw!… Traf chciał, że ten sąsiad oglądał gazety i natknął się na zdjęcie Alice. Pogadał z sąsiadką, a że ona chora, to przyjechał w jej imieniu, żeby sprawdzić. I teraz już wie, że to ona, znaczy – Alice. I jak sąsiadka wyzdrowieje, to przyjedzie i Alice odbierze.
Ot i taka historia… Pokręcone, nie?

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)