Jest ich cała wiatka.

Jest ich cała wiatka. O, taka:

Współczuję im. Jako rasie i każdemu z osobna. Parę lat temu zapanowała moda na husky i skończyła się. No i co parę tygodni trafia do schroniska któryś z nich. Zabawka, która przestała się podobać. Ale że to ładne psy, trafiają się jeszcze bezogoniaści, którzy je adoptują. Oby na stałe.

Obecnie jest ich u nas sześć czy siedem. Większość ma jakieś szanse na nowy dom, ale nie wszystkie, niestety.

Najdłużej w schronisku siedzi Grey. Od dobrych czterech lat.

Może by wcześniej, gdy był młodszy (bo teraz ma już osiem wiosen), znalazł sobie dom, ale ma uszkodzone oko. Jakieś takie zapadnięte, nie widzi na nie. A bezogoniaści od razu ten feler dostrzegają. I pewnie dlatego nikt go nie chce. Spokojny, przyjacielski, ale samotny. Nie związał się z bezogoniastymi. Pewnie i nie miał powodów. Wygląda na takiego, który niewiele od nich chce. Owszem, w oczy popatrzy, na spacer wyjdzie chętnie. Ale gdy inne husky na wybiegu ganiają za bezogoniastymi, chcą się bawić, o tyle on zaraz odchodzi – woli zapolować na jakiegoś Wędrowca długoogoniastego, bo one tam się trafiają. Może gdyby miał pana, który o niego by dbał, to coś by się zmieniło, ale tak…

Następny jest staruszek Innuk. Zaraz strzeli mu dziesięć lat. Zęby ma już zjechane, chociaż jak by mu dać jakąś zdrową kość, to jeszcze by sobie z nią poradził – stary ale jary.

Ale dożywocie w schronisku ma raczej pewne. Przyjechał do nas z jednego dzikiego przytuliska dla zwierząt, gdzie był trzymany na łańcuchu. Licho wie, jak długo, sam już nie pamięta. Bardzo przyjazny zwierzak, wesoły, radosny… Bezogoniastych kocha, inne psy też. I ucierpiał na tym, bo początkowo bezogoniaści próbowali mu dać towarzystwo, jedną a potem druga suczkę. Ale te się od razy zorientowały, z kim mają do czynienia, i zaczęły mu na łeb włazić, ustawiać go. A on nie umiał zaprotestować. W efekcie ma teraz pokancerowane uszy. I siedzi sobie sam w kojcu.

            Od kilku miesięcy w schronisku jest Daisy. Niby husky, ale z domieszką malamuta. Śliczna, młoda bestyjka.

Przyjechała z jakiejś gminy, ale nie od razu. Wpierw trafiła do hoteliku dla zwierząt w Stożnym i czekała na miejsce u nas. Jak ją przywieźli, była zaniedbana i brudna. Ale nasi bezogoniaści zawieźli ją do salonu piękności i teraz jest jak odmieniona. Tylko że jakoś nikt się nią nie interesuje. Dziwne, nieraz zastanawialiśmy się, dlaczego. Młoda, ma nie więcej niż dwa lata, ułożona, wesoła, z chochlikami w ślepiach i… nic. Pecha ma, czy co?

            No i Kermit.

            Jest w schronisku od dwóch czy trzech miesięcy. Też młodziak, półtoraroczny. Bezproblemowy psiak. Ale jakiś taki… czy ja wiem… Nijaki. Jeszcze się nie przystosował. Owszem, przywita się, ogonem merdnie, ale nic ponadto. Gadać też nie chce, wykręca się. Muszę mu śrubę przykręcić, bo nie mam o nim nic do powiedzenia…

            Troszkę wcześniej przywieziono Letę. Rówieśniczkę Kermita.

Też miała problemy z adaptacją. Bała się, nigdy jeszcze tylu psów w jednym miejscu nie widziała. Wycofywała się i najchętniej nie wyłaziłaby z budy. U huskych jest tak, że jak się boją, to zaraz im się to na zdrowiu odbija – biegunki, depresje. I u niej też. Trwało to trochę, ale dziś jest już o wiele lepiej. A że Leta jest śliczna i niewielka jak na suczkę tej rasy, to pewnie znajdzie sobie dobry dom. I będzie już zupełnie dobrze.

Harry natomiast to jej przeciwieństwo. Ma ze trzy, cztery lata i w schronisku jest od dwóch miesięcy.

Jak tu trafił, był, powiedzmy sobie, dzikawy. Masywny, grubokościsty kawał psa. Na bezogoniastych się stroszył, groził, brał się do gryzienia. No więc nie wszyscy do niego się zbliżali. Do dzisiaj tak jest, chociaż Harry złagodniał. Zaczyna szukać kontaktów z bezogoniastymi. Jeśli grozi, to tylko tak dla zasady. Jedna nasza bezogoniasta stale wyciąga do niego rękę, a on ją łapie w pysk i udaje, że gryzie. I tyle. Nie chce jeszcze słuchać wszystkich poleceń i jak jest na wybiegu, to nie zwraca uwagi na polecenia, żeby wracał do kojca. No i trzeba go trochę ganiać. Pewnie w końcu zacznie słuchać, ale nie od razu – musi pokazać niezależny charakter, a tego mu nie brakuje. Słyszałam, że na dniach pójdzie do fryzjera, bo nie wygląda najlepiej. No i zobaczymy.

            Wreszcie Fin. Mieszaniec: husky z czymś tam, licho wie. Miniaturka. Kończy kwarantannę.

Latał sobie po mieście, ktoś go zgłosił no i nasi bezogoniaści wyprawili się po niego. I jest. Śliczny, szczuplutki, z pyska do lisa trochę podobny. I po lisiemu ruchliwy. Ledwo może wysiedzieć w kojcu. Ano, młodość ma swoje prawa. Spróbuję go lepiej poznać, bo chyba warto.

            Z tymi wszystkimi husky siedzi w wiacie Ares. To z kolei owczarek. Trudny pies, o takich mówi się niesłusznie, że są groźne[1].

Ale o takich psach następnym razem. Teraz muszę poszukać jakiegoś krzaczka pod płotem…

… … …

Wróciłam spod krzaczka. O matko suczko!… Stoję ja sobie, sikam na drucianą siatkę, aż szumi, po drugiej stronie stoją sobie drzewa i też szumią… I nagle z jednego drzewa wynurzyła się postać ubrana na biało, siwobroda, z różdżką w ręce… I mówi do mnie, że pochodzi z ludu Celtów i że jest drutem, czy jakoś tak… Rzeczywiście, chudy był jak drut! I podyktował mi mit! Machał przy tym nade mną tą swoją różdżką, widocznie po to, żebym zapamiętała… I rzeczywiście zapamiętałam! A potem ten cały drut wlazł z powrotem w drzewo!!

Zwiałam do biura i obiecałam sobie nigdy więcej nie sikać na drucianą siatkę!

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)