300

Chwalić się nie lubię. Tylko więc szczeknę, że… Albo nie. Jeszcze sobie pomyślicie, że właśnie się chwalę! Już lepiej, żeby Tyson opowiedział, co się ostatnio działo w schronisku…

Trochę się działo, nie za wiele. Nasi bezogoniaści byli w tym takim najważniejszym urzędzie w mieście i opowiadali, jak my tu sobie w schronisku żyjemy. Sporo się nagadali i wszyscy byli zadowoleni. I tam się nasi dowiedzieli, że przyszły wyniki kontroli, co to była w schronisku. Bo była. Parę miesięcy temu. Z tego no… Majka, jak to się nazywa?… Aha, z ministerstwa. Cały miesiąc ta kontrola siedziała i nasi mówili, że sprawdzała wszystko, co się da! A nieprawda! Mnie nie sprawdzali, a dałbym się!…

W każdym razie to ministerstwo napisało, że wszystko jest w porządku, że niczego nie znaleźli… Majka, a czego oni właściwie szukali?… Yyyy… Ale to znowu nieprawda! Bo ja zrobiłem dziurę w całym kocu i oni jej nie znaleźli… No tak, ale u mnie nie szukali…

Dobra, to w sumie mniej ważne. Dla mnie najważniejsze było to, że poszedł do adopcji Mambo. Polubiłem szczeniaka, chociaż siedział u nas krótko.

Kundelek, roczny może, ale jaki mądry! Ile razy mnie widział, to siadał, pyszczek otwierał i zamierał. A jak go po dłuższej chwili odtykało, to piszczał tym swoim cienkim głosikiem: Amstaf!… Amstaf prawdziwy!… Niby szczeniak, a prawdziwego psa poznać potrafi! No to spacerowałem po kojcu w tę i we w tę… Niech sobie mały poogląda.

I przyszli tacy młodzi bezogoniaści, całkiem w porządku z wyglądu, i adoptowali go. Będzie mieszkał w bloku. Może nas tu kiedyś odwiedzi. Chciałbym…

Czekaj, Tyson, teraz ja! Pisz na razie to, co ja dyktuję. Swoje dokończysz potem… Niech no sobie na tej twojej budzie przysiądę wygodnie… Dobra, jedziemy!… No więc, jak wspomniałam, daleka jestem od chwalenia się, ale ostatnio zrobiłam dokładną kontrolę na blogu i…

Ooo, ślicznie! Siedź sobie na tej budzie, gap się na księżyc, natchnienia szukaj i dalej warcz sobie swoje. A póki mi przez ramię nie zaglądasz, ja będę pisał swoje.

Właściwie to na samym początku powinienem o tym napisać. Poszedł do własnego domu Toffin! Nasiedział się, stary, w schronisku parę lat, pisaliśmy tu o nim nieraz… Parę miesięcy temu poszedł na dom tymczasowy i całkiem nieźle tam miał. Ale dom tymczasowy, nawet najlepszy, to jednak nie to, co własny dom i właśni bezogoniaści.

No i trafiło się, że jedni tacy, już w słusznym wieku, postanowili go adoptować. Wcześniej mieli już jagd teriera, podobno podobnego do Toffina, ale odszedł – starutki był. Nawiązali kontakt z naszymi, odwiedzili Toffina i przypadli sobie do gustu. Mieli się spotkać parę razy, ale skończyło się na dwóch. I on, i oni nie mogli się doczekać, żeby razem zamieszkać. Pewnie dobrze mu tam będzie, jak się już przyzwyczai do nowego miejsca.

A właśnie, muszę szczeknąć Majce, żeby skoczyła i zobaczyła, jak mu tam…

I jeszcze Jango znalazł sobie dom. To z kolei kundelek, ale też już starszy – ma z osiem lat. Przyprowadzili go do nas policjanci. Ktoś go na jednym osiedlu przywiązał do drzewa i zwiał.

Bardzo był przestraszony, jak tu siedział. Ledwo się odważał pysk otwierać. No więc niewiele o nim właściwie wiem. Za to do bezogoniastych lgnął. Widać było, że domowy pies. Miał dom, pewnie całe lata. I nagle nie miał już domu… Chyba nawet nie wiedział, dlaczego… Ale teraz ma już nowy. Szczęście, że nie siedział tu długo. Bo schronisko to było nie najlepsze miejsce dla niego…

Nawet nie wiem, kto go adoptował. Akurat ucinałem sobie drzemkę, kiedy go zabrali. Może Hedar albo Imbir będą wiedzieli, ale oni się ostatnio nie pokazują. Chlapa się zrobiła, no to wyłażą z biura tylko na siku i zaraz gonią z powrotem.

W ogóle ostatnio jest dobry czas dla starych psów. Bo poszedł też Falkon. Siedmioletnia włochata przytulanka. Kundel, oczywiście. Tułał się po ulicach, póki go ktoś nie zgłosił i nasi nie przywieźli. Jakieś trzy tygodnie temu.

Też domowy psiak. Jeden z tych, dla których nie ma życia bez bezogoniastych. Jak tylko któryś wszedł do jego kojca, to zaraz tulił się do niego… E tam, tulił! Wciskał się po prostu. I nie chciał się odkleić. Innych psów chyba trochę się bał. Ale na szczęście znaleźli się bezogoniaści, tacy w średnim wieku, i adoptowali go. Będzie mieszkał w domku. I dobrze… Co?…

Nic, pytam, czy nadążasz. Nie za szybko dyktuję?… Dobra. No to podsumowuję: napisaliśmy więc – wpierw, przez pół roku, Cygan, a potem ja – trzysta postów! Ten właśnie jest trzechsetny! Łatwo obliczyć: trzysta postów, po dwa w tygodniu, to daje sto pięćdziesiąt tygodni! Prawie trzy lata pisania. Nie, żebym się chwaliła, ale dobrze, jeśli będziecie wiedzieli.

No, żeby było po sprawiedliwości, to trzeba dodać, że parę postów napisał też Tyson. I że tak właściwie, to od dłuższego czasu to on pod moje dyktando stuka w klawiaturę, bo ja nie mogę. Z wiadomych przyczyn. I czasem jeszcze jeden sierściuch… Ale on nie chce, żeby go wymieniać z imienia. Boi się, że nie znajdzie sobie domu. Kto by chciał wykształconego kota? Podobno dzisiaj wykształconym nie najlepiej się żyje. Można by z tym dyskutować, ale po co. Wolno każdemu mieć własne zdanie.

I to tyle. Jeśli o tym jubileuszu wspominam, to tylko z kronikarskiego obowiązku, naprawdę.

Tyson, kończymy. Wyłącz kompa…

Już, zaraz…

Poleciała. Ta, co się chwalić nie lubi. Ale jak ją chwalą, to lubi, czemu nie! Więc jak ją w komentarzach pochwalicie, to pewnie będzie zadowolona.

No, o mnie też możecie wspomnieć. Co to ja, gorszy?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)