Ulewa, przeprowadzki i… Ropuch(a)

Laaało tego dnia solidnie… Lało tak, że i sierściucha by się z domu nie wygoniło! Hedar wyjrzał za okno i się drze…

– Buulbaa! rodzina przyjechała!

– jaka rodzina?? co ci do łba strzeliło??

– no takie niskie jak ty i oczy wyłupiaste…

ech, poszłam zobaczyć (trudno, leje czy słońce grzeje – służba nie drużba!) i zaraz miałam ochotę wrócić i nagadać temu Hedarzyskowi! Na placu stała pani Ropucha. Może to i pan Ropuch był, ale nie szło poznać a nie chciałam zaglądać… wiecie…

Wcale nie był mojego wzrostu! i oczy to ja mam ładniejsze! I nie mam takich parchów! Jak przystało jednak na porządnego stróża – musiałam zagadać. Kiepsko było się dogadać, coś tam skrzeczał(a), że u nas tu jakieś baseny czy zalewy powstają i chciał(a)by się dowiedzieć czy znajdzie się miejsce jakieś, czy już są wykupione. Że też ja na szaleńców muszę trafiać! Drugi raz mnie ochota naszła na zbesztanie Hedara za takie wkopanie mnie w dziwne odwiedziny… Udało mi się jakoś wyperfrs… wypewrsa…. w y p e r s w a d o w a ć (O!) temu parchatemu płazowi, że u nas to tylko sierściaści są przyjmowani. Zresztą u nas obroże obowiązują a jak założyć cokolwiek komuś kto ma głowę mniejszą od szyi… No i polazł(a) na szczęście.

Ja natomiast podreptałam czem prędzej zorientować się o czym to skrzeczało… i niech to Tyson ściśnie! Wiaty w wodzie! Psy po kostki stoją w kałużach! Na szczęście nie wszystkie, bo nie byłoby gdzie przenieść, ale kilka musiało się przeprowadzić na jakiś czas.

Herbi przeprowadzał się ostatnio dwa razy. Kiedyś mieszkał blisko wyjścia, ale dla urozmaicenia zmienił lokum na „centrum” wiaty. Szybko się okazało, że to był koszmarny pomysł, bo Herbi za dużo się chwali i na krytykę jest oporny… Za każdym razem jak miał wyjść na spacer to szczekał, że „zaaaraaaz wychooodziii a iiinniii nieeeee”, inne psy się denerwowały, bo wiadomo, że każdy chce wyjść! I potem one na niego ujadały, że jest okropny, bo jak można się tak przechwalać a on im odszczekiwał, że „właśnie, że będzie krzyczał i nikt mu bronił nie będzie!”.

Jak tylko zwolniła się kwatera na początku wiaty, to Herbi przeprowadził się znów. Zamieszkał obok Sierry a jej takie przechwałki spacerowe nie wzruszają, damy się nie denerwują, wiadomo… No i pech był, że zaczęło padać, lać, podtapiać i zalewać. Ten biszkoptowy, wielkonosiasty pies musiał się przenieść w suchsze miejsce.

Razem z nim apartament musiała zmienić Miła, jego współpsialokatorka. Tak prywatnie to ją uwielbiam! Co by się nie działo, to Miła jest zawsze przemiła, przeuśmiechnięta, przezadowolona i właściwie to nigdy ogon jej nie przestaje merdać.

Nic jej nie przeszkadza, właściwie to i w kałużach jej dobrze było, ale tarzanie jest mało komfortowe… Bo Miła zawsze w rubryce „hobby” wpisuje „tarzanko”. Wiele jej nie trzeba. Może być piasek, mech, chodnik, trawa. Każda powierzchnia jest dobra do tego, żeby się rzucić na grzbiet i machać łapami na wszystkie strony i ogonem szorować! Zabawnie to wygląda, bo ta suczka jest dosyć w sobie, taki pocieszny, pluszowy wałeczek dreptający na zgrabnych kończynkach. Miła ma dystans do siebie i do świata, nie obraża się za byle co. No nie lubić jej się nie da!

Przeprowadzić musiały się też psy, które świeżo przyszły do Schroniska! Taki Buber na przykład.

Niby zadowolony na zdjęciu, ale trzeba było zobaczyć jak wyglądał w podtopionym kojcu! On też nie z tych długonogich, jak ja, to go nawet rozumiem… Nam szybciej woda do nosa podejdzie! Co tu dużo gadać, przystooojny jest… i taki długi… i sierść lśniąca… Gdybym była młodsza… No w każdym razie Buber jeszcze niezbyt przekonany jest do swojego nowego „mieszkanka”. Jak każdy… Nie mogłam z nim pogadać, bo akurat nie zdążyłam dobiec, więc nie wiem co robił przed wylądowaniem u nas. Może miał ciepły kąt w fajnym mieszkanku z fajnymi ludźmi, ciężko się w takim przypadku przestawić na schroniskowe warunki. Trudno tak od razu się uśmiechać do każdego i zawsze. Przywyknie… a może zanim będzie musiał przywyknąć to ktoś go weźmie do fajnego mieszkanka, gdzie będzie miał własny kąt…

Jak już sobie pooglądałam zalane kojce i zanotowałam który pies gdzie się przeniósł, polazłam wreszcie do biura rozmówić się z Hedarzyskiem, za tego Ropucha! Czy tę Ropuchę… No w każdym razie tak się nie robi!

Jednak jak wlazłam do biura i Hedar mnie zobaczył, upapraną w błocie po pachy i całą ociekającą deszczówką, tak rozpaczliwie próbował się wcisnąć pod koc…

– Hedziu, no doobraaaa, nie gniewam się… Ale myślisz… myślisz, że naprawdę przyjdzie po mnie rodzina jakaś…? Po nas, myślisz, że przyjdzie…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)