Kuchenno-biurowe rewolucje

Obudziłam się w nocy, wyczułam, że chyba stróż zaczął kolację szykować… Nie to, że jakiś żarłok jestem! Po prostu muszę czasami sprawdzić, czy aby jedzonko nie trujące, dobrze doprawione, takie tam… wiecie…

Wyłażę spod mojej ławy, dreptam do kuchni, drzwi się uchyliły… Co ja widzę!? Pod stołem Czarek śpi!

Pomyślałam sobie… Skoro Czarek jest pod stołem w kuchni, to Hedar pewnie pokonany! Leży gdzieś ledwo żywy! Biegnę na pomoc!

Wybiegam z kuchni, zaglądam za róg… Leży Hedar! Do góry nogami! Kopyta na ścianie! Głowa na podłodze! ….i chraaapieeee…. Szturcham…

– Hedar! Czarek w kuchni się panoszy, ty śpisz, co tu się wyrabia?

– Chrrr… Hę? Ale o co chodzi…?

– No jak to, Czarek i ty w jednym pomieszczeniu!?

– Oooo jeeeżuuu kolczasty, nooo iiii…?

– Nie strugaj wariata! Się drzecie na siebie przy każdej możliwej okazji!

– Eeeee, przywidziało ci się… Czarek fajny jest… chrrr…

…śnię chyba! Wylazłam z biura, żeby się przewietrzyć, może się obudzę… Ledwo kilka kroków zrobiłam, patrzę – Klajd leci! Z tym krzywym łbem, to i krzywo biegnie, po łuku. Krzyczę do niego, że niech nie lezie do jaskini lwa, tam i Hedar, i Czarek siedzą! Knują coś!

– Eeeee, Bulbka, nie panikuj! Toż chłopaki fajne są, o co ci chodzi?

…na pewno śnię! Zanim polezę do biura i obejrzę tę krwawą jatkę, poopowiadam jak to z tym Klajdem wyszło, zanim dostał miejsce w kuchni (przed nim mieszkała tam Kotencja, ale odleciała do Majki…).

Pewnego dnia do schroniska przyjechała suczka z psem. Razem się szwendali po mieście, dostali imiona Boni i Klajd. Ponoć tak się nazywała jakaś słynna para przestępców… ja tam nie wiem, psy grzeczne są przecież i takiego słowa jak „przestępstwo” nie znają…

Boni to śliczna, czarna suczka. Grzeczna, średniej wielkości, och i ach!

Niestety do Boni przyplątał się pech. Jakiegoś guza miała, trzeba było badania robić… Zgłosił się pewien pan, który pomógł finansowo i mało tego – potem zdecydował się adoptować Boni, chociaż okazało się, że te guzy to są bezczelne czy złośliwe, czy jakoś tak… Boni ma ogromnego pecha, bo mimo młodego wieku jest ciężko chora, ale ma też ogromniaste szczęście, bo ma DOM, prawdziwy dom i ekstra-super opiekuna, przy którym o chorobie można zapomnieć!

Klajd to pies o dość… nienachalnej urodzie…

Ten krzywy łepek to nie tak kokieteryjnie, Klajd po prostu tak ma, jakby ciągle był zdziwiony. Poza tym to straszna przylepa. Agresji nie ma w nim ani ociupinę, za to uwielbienie do bycia głaskanym, mizianym i drapanym aż się z niego wylewa! Przez jakiś czas brał leki wzmacniające, pomieszkiwał wtedy w kuchni, a przez to, że okazał się niezwykle grzeczny i ugodowy – w kuchni już został. Fajna miejscówka! Ciepło, jedzonkiem pachnie, co jakiś czas pewnie coś ze stołu spadnie… I najważniejsze, że jest dużo rąk do poprawiania kocyka…

(tak, te dwa uszka, łypiące oko i kawałek łapy to Klajd…)

Jak już jesteśmy w temacie kuchni – mieszka tam jeszcze jeden lokator. Biiidaaaaa, że strach… Starszy, chuudyyy, wyliniały, znaleziony z pazurami zawijającymi się w kółeczka, ledwo chodził, ledwo stał…

Bywało z nim już kiepsko, trochę się kurował w lecznicy, trochę mieszkał w schronisku, potem znów w lecznicy… Zamieszkał w kuchni, pod kaloryferem. Ma kołderkę, miseczki blisko…

Na spacerki chodzi codziennie, łapa za łapą, powoluśku, niespiesznie. Dokąd ma pędzić? Moooże jakby był CZYJŚ… i do tego KOGOŚ by miał człapać… to pewnie by biegł, ile w zmęczonym psim ciałku by sił było! Cakar jednak nie narzeka. Sam mówi, że nie pamięta, kiedy miał tak dobrze. Brzuch pełny, posłanko mięciutkie, kaloryfer grzeje, pogłaszczą, dobre słowo powiedzą (rozumieć nie trzeba, po co? Da się wyczuć, że dobre…).

I tak to się narobiło, że w kuchni teraz mieszka dwóch starszych, kulturalnych panów.

…ufff, jak już tak naopowiadałam, czas wracać do biura. Kto wie, co tam teraz się wyrabia…

Nie! To jednak mi się śni! Hedar chrapie na pół biura, kopytami wierzga, pewnie biega przez sen, Czarek się bawi ze stróżem, podgryza go i udaje, że atakuje, Klajd na to wszystko patrzy zdziwiony (jak zwykle)! Głowa mnie tylko rozbolała, przecież to jakiś dom psiowariatów, idę spać!

…wstałam rano… Powoli wyłaniam się z szatni… W kuchni pusto…. Dreptam do biura…

UFF, jest Hedziu! Na swoim męskim, różowym posłanku! Nooo to mogłam odetchnąć! Podreptałam więc w stronę wyjścia, co by plac obejść, mijam drugie biuro, kuchnię, mijam róg, skrę……. nie skręciłam, stanęłam jak wryta…

     

No i w biurze też małe rewolucje. Teraz mieszkam JA, najważniejszy pies schroniska, z dwoma ochroniarzami, budzącym respekt Hedarem alias „Ciepłe Kluchy” oraz niepozornym Cezarym alias „Cichy Zabójca – Zaliżę Cię Na Śmierć”.


Drodzy Czytaciele, muszę dopisać sprostowanie… Post pisałam dwa dni temu i wczoraj się odaktualnił… Już stan liczebny biura się nie zgadza, znów mam jednego ochroniarza pooonieeewaaaż…

CZAREK WCZORAJ POJECHAŁ DO DOMU!!!!!

Trzymaliśmy mocno za niego kciuki, bo psisko do dzieci idealne (bardziej do nich biegnie zawsze niż do dorosłych, wiadomo, dzieci niższe, Czarek niziutki…), ogólnie grzeczny jest i pocieszny i tyle czasu szczęścia nie miał.

Będzie mieszkał z dwójką dorosłych, ale co najważniejsze, również z dzieckiem! I to pewnie ono wypełni całe czarusiowe serce…


W poprzednim wpisie prosiłam bardzo o dom lub chociaż wsparcie dla Matii… Nie udało się, nie zdążyliśmy, nie wygrała… Matia odeszła…

Jeśli możecie, zajdźcie do schroniska albo wyszukajcie w internecie jakąś starutką bidę, przygarnijcie… Czasami zostanie tylko kilka miesięcy, czasami rok, czasami miesiąc, tydzień… Nie macie pojęcia, jak piękny to będzie czas…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)