Nadrabiamy! Czyli każdy ma swoją historię.

Przeglądam sobie bloga czasami. Czytam wpisy te stare, starutkie, kiedyś przecież nie miałam okazji przejrzeć! Teraz też nie zawsze mam czas, bo głównie muszę sama napisać to i owo. Zajmuje to zwykle sporo czasu, bo mi albo Hedar przeszkadza, albo stróż się kręci (ten dwunożny, bo wiadomo, że jedynym czworonożnym jestem JA), albo krzesełko mi się odsuwa od biurka i muszę budzić tego hedarzystego śpiocha, żeby mnie jednak przysunął…

– Buulbaa… ale czytasz, czytasz I CO!? Bo narzekanie na mnie zawsze ci najłatwiej wychodzi… Na krótkie girki swoje ponarzekaj, to przez to nie możesz się sama przysunąć do klawiatury!

– Ty za to paluchy masz za wielkie! Może i byś się przysunął, ale co by ci wyszło?!

– No co! No co!? Czekaj…

hucdjuidwa nbrftnhjki………

– Poszedł mi stąd! Zobacz, która godzina, jak tak dalej pójdzie, to nic mi nie wyjdzie… Zabieraj się z tymi niezgrabnymi paluchami! …tylko mi krzesełko dosuń…

Noooo iiii tak przeglądam sobie… Wiadomo, że o większości psów nie było ani pół zdania, zwykle szły do domu zanim byłaby okazja je opisać. Bardzo dobrze! Mogłabym pisać przez dwa miesiące tylko o tym, że się zwierzaki na prawo i lewo rozjeżdżały! Potem schronisko stałoby się puste, wszyscy właściciele byliby super-ekstra-w dechę, a historie pisaliby teraźniejsi opiekunowie „naszych” zwierzaków opisując ich wspólne życie!

Niektóre psy jednak nie zostały opisane do tej pory, chociaż już niejeden kilometr w lesie przebiegły, niejednego wolontariusza zmęczyły na wybiegu, niejedno lato spędziły w schroniskowym kojcu. Tak jakoś wyszło, jakby były nijakie… U nas psów nijakich nie ma! Nadrabiamy, bo warto!

Na pierwszy ogień idzie Roksi! Pies nie do zdarcia i świetny przykład, że w schronisku są psy ułożone i grzeczne; i na spacer, i do biegania, i dla starszych, i dla dzieci! Przyjęty ponad 4 lata temu…

 Prawda, że piękny…? Ten uśmiech…

– Buulbaa, toż ty go masz przyklejonego na ścianie przy posłaniu! Teraz poznaję!

– CCCIIIICHOOOOOOO, Hedar! Przysuń mi krzesełko i IDŹ gwiazdy liczyć…

…piękny uśmiech ma Roksi, jakim cudem jeszcze nikt z odwiedzających go nie zauważył?! Takie wyszczerzone z radości zęby widać od razu, resztę można poznać, kiedy się Roksiego weźmie na spacer. On doskonale wie, jak należy się na smyczy zachować, nie ciągnie, jest grzeczny, usłuchany, same ochy i achy! Kiedy jednak się go wypuści na wybieg, dorwie pierwszą lepszą maskotkę i zaraz namawia do zabawy!

Bawić też się Roksi umie, nie jest samolubny ani nie bawi się w „dam zabawkę… hahaha, żartowałem, nie dam!”, jak niektóre psy. Potrafi też wyhamować przed człowiekiem, a nie „uwaaażaj, leeecęęęę… BUM” i wolontariusz leży… Roksi do każdego potrafi kulturalnie podbiec, oddaje zabawkę, czeka na kolejne biegi!

Pies do spokojnych spacerów i szaleństwa w ogrodzie czy lesie. Jak się nie zakochać…?

– Buulbaa, hłe hłe, przestań te serduszka malować na podkładce, bo się ktoś zorientuje rano!

– grrgrrrrrrgrrgrrrrr… odpsij sie z łaski swojej…! O tobie było już wiele razy napisane, nie przeszkadzaj!

Kolejny na liście psów nigdy-niewspomnianych jest Famik. Niższy od owczarka i mniej sierściasty niż owczarek niemiecki. Ot – taki owczarek zielonogórski.

  

Famik jest bardzo sympatyczny! Ludzi baaardzo lubi, niestety za psami baaaardzo nie przepada; spacery i bieganie wręcz uwielbia. Jego „problemem” jest nadmiar energii. To jest psiak, który nudzić się nie zamierza, nie lubi, nie umie! Nawet na spacerach musi mieć co robić, bo inaczej smycz targa na wszystkie strony. Nie jego wina, że go tak roznosi… Może nikt nie czuje się na siłach, żeby temu sprostać? Są jednak ludzie aktywni, mają ogródki, mogą sznurki rzucać, biegać z Famikiem, przedreptywać wszystkie ścieżki w lesie, do upadłego. Takie niesiedzenie w domu jest zdrowe! I Famik byłby idealny dla kogoś, kto też nie wie, co zrobić z taką wylewającą się energią!

Ostatni pies na dziś. Suka znaczy. Na początku (już ponad dwa lata temu…) była wpisana na listę schroniskową jako Fido… Potem się okazało, że trzeba zmienić imię na Fida… No zdarza się, ale jak ktoś jej nie zna, to naprawdę się myli…

 Fida jest kudłaczem do potęgi i czasami zarasta solidnie. Wtedy idzie w ruch grzebień, trymer, czasami już nawet nożyczki i golarka, bo jak to, suczka i taka… niesuczkowa się robi… Fida na spacerze zmienia się w kudłaty parowóz, potrafi pociągnąć zdrowo po lesie! Była jednak kilka razy na marszu w mieście i wtedy jest całkiem grzeczna. Owszem, maszeruje dziarsko i dumnie na przedzie, ale wolontariusz nie wraca zmachany jakby właśnie tonę węgla wrzucił do piwnicy. Kiedy trafiła do schroniska, była właściwie częściowo dzika. Czasami jeszcze widać, że czuje się niepewnie, ale jest dzielna, szybko przezwycięża strach i idzie noga w nogę z człowiekiem. Trzymamy z Hedziem sobie nawzajem kciuki, żeby znalazła swoje miejsce w czyimś domu i będzie ukochaną, wyczesaną, wymizianą Fidunią!

 Nie ma u nas psów nijakich. Każdy ma swoją historię wartą opisania. Każda powinna mieć też ciąg dalszy, jak ten: „Pamiętacie, jak pisałam o Juniorze i Mili? Kilka dni temu poszły do domu” (i to akurat prawda!!!).

Czasami mi się śni, że ogłaszam pójście do domu jakiegoś długostażowego psa… Czasami sny się spełniają…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)