…a między uszkami ma ukryte różki…

– oooo, Bulbusiu, będziesz pisać o sobie??

– Hę? Nie, a dlaczego?

– No jak to nie, diablica z ciebie, że drugiej takiej ze świecą!

– Wcale nie! Ja tylko muszę porządnie pilnować! Wczoraj przecież sama nawet podeszłam do wolontariuszki na mizianko!

– Aaa tak, faktycznie. Nawet zaczęłaś stepować, jak cię po boku zaczęła drapać. Ale jak już do ciebie później wlazła, to szczerzyłaś paszczę, aż z daleka było słychać!

– To było po to, żeby nie psuć swojego imażu! Nie mogę być nagle taka ciepła klucha! Z pracownikami za to do każdego posiłku siadam kulturalnie i na nich się nie szczerzę.

– Jeśli wybierać między skapnięciem kawałka kolacji a nie skapnięciem, to wiadomo, że wybór prosty… Wracaj jednak do tematu, bo my jak zwykle gadu-gadu, a noc się kiedyś skończy i znów będziesz marudzić, że zaraz pracownicy przyjdą, a post nienapisany! I będzie na mnie…

PFFF, oczywiście, że na Hedara, bo gdyby mnie nie zagadał, to bym zaczęła od razu!

Byłoby pięknie, gdyby wszystkie zwierzaki w schronisku były przytulaśne dla każdego, milusińskie, chętne do spacerów, czesania. Bywa jednak, że psiurowi różki wyrosły kiedyś między uszami i teraz coś w głowie mu powtarza „nie merdaj tyle! pokaż, że można się ciebie bać! nie bądź ciepła klucha!”. Zwykle to człowiek jest winny… Bo nie wychowa jak trzeba, bo nauczy agresji albo nie zapanuje nad nią na początku samym, nie będzie szukał pomocy, jeśli będzie coś nie tak. Później taki psiak trafia w nowe miejsce, ma wokół siebie nowych ludzi, nie może sobie z tym poradzić albo po prostu musi dłużej kogoś poznawać…

Przejdźmy do konkretów!

Luger.

Luger łatwym psem nie był. Ooooj nie. Ja nie pamiętam, kiedy go przyjęli, mnie wtedy jeszcze w schronisku nie było, ale tak powiadają na wiatach. Szczególnie za pełcią piękną nie przepadał, że tak poetycko napiszę. Wolontariusza mógł znieść, wolontariuszkę wcale. Nie i koniec! Nie wiadomo, co mu kiedyś jakaś kobitka zrobiła, ale musiało to być straszne… Udało się Lugera na szczęście przekonać, że każdy człowiek jest fajny i tak samo potrafi głaskać. Spacery z żeńską częścia wolontariatu wcale nie są gorsze! Jedno jednak zostało u tego psa i każdy, kto chce z Lugerem na spacer wyjść musi o tym wiedzieć – on nie znosi, kiedy człowiek zbliża zbytnio twarz do jego pyska. Zwłaszcza oczywiście chodzi o twarze kobiece… Nie znosi i to jest silniejsze od niego, co mu wtedy każe reagować tak, jak zdecydowanie nie przystało na porządnego psa… Bynajmniej nie rzuca się wtedy z językiem do oblizywania policzków…

Czy dawne doświadczenia jednak mają go skreślić z listy psów, które byłyby super przyjaciółmi? Skąd! Po prostu ktoś musi być świadomy tego problemu. Jeśli ktoś nie będzie chciał Lugera zaraz całować po pysku albo robić sobie z nim „słitfocię”, to Luger będzie super przyjacielem i kompanem do spacerów! Po prostu musi mieć on swoją przestrzeń osobistą zachowaną i już!

Świdro.

Świdro ma urok. Trzeba mu to przyznać. Uroku ma dużo, ze dwa wiadra! Te kudełki dłuższe, ten kolor, jak lody karmelowo-śmietankowe. Cudo. Świdro między swoimi pięknymi, mięciutkimi uszkami ma też twarde, diabelskie różki… Nowo poznani ludzie nie ma mają z nim łatwo. On musi pokazać, że nie jest taki mięciutki w środku jak na zewnątrz. Po prostu musi spróbować porządzić i ustawić się najwyżej w hierarchii człowiek-pies. Wolontariusz zresztą też mu tak od razu nie może pokazać, że się nie da, bo Świdro się w sobie zamknie! Trzeba wszystko na spokojnie i sposobem. Wolontariusze sposób mają i kilkoro radzi sobie z tym kudłaczem wyśmienicie! Tak sobie radzą, że Świdro nawet sam nie wie kiedy uznaje człowieka jako tego przewodnika stada! Osoby, które z nim wychodzą obserwują go tylko uważnie, wyłapują każde najmniejsze, negatywne zachowanie i zaraz przywołują psiura do porządku.

Psisko może być kochanym kanapowcem, nawet posłankowcem, jeśli nie będzie mógł na kanapę wchodzić. Tylko przyszły właściciel musi go dobrze poznać, muszą sobie nawzajem zaufać i poustawiać odpowiednio relacje… Da się!

Hagi.

Hagi do schroniska trafił przez właściciela, który psu zapewniał tylko łańcuch pod chmurką. Za nic w świecie nie chciał poprawić czegokolwiek w życiu własnego czworonoga…. Taki uparty był… Takich wielu jest… Przy takich rzuca się mięsem… Wracając do Hagiego. On nie wygląda na takiego z różkami, ale szybko okazało się, że je ma. Boleśnie można było się przekonać… Wolontariuszom jednak nie straszne są takie przeszkody! Uzbrajają się w cierpliwość i ruszają przekonywać psa, że u nas nie opłaca się zębów szczerzyć, bo na spacer się każdy będzie bał brać!

Hagi zresztą zdobył nawet swojego najlepszego, dwunożnego, wolontariuszowego kumpla! Wolontariusz z tych z niewysokim stażem, ale nie boi się wyzwań. Poznał się na spacerze z Hagim, potem raz poszedł do kojca z kimś, potem już sam… Dogadał się, wiedział, że psiur ciągnięcia za obrożę sobie wyprasza, więc na to uważał szczególnie i… już! Cierpliwość (na początku z ostrożnością), duża dawka czystego kumpelstwa i WŁALA! Hagi kupiony! Znajdzie swojego przyjaciela na zawsze. Tylko ten ktoś musi go traktować jak towarzysza, kompana, członka stada. Patyk rzuci, przebiegnie się, poklepie po grzbiecie, podrapie po policzku. Tego psu trzeba. Zbyt wiele…?

Jeśli chodzi o naszych Wolontariuszy, to trzeba pisać nazwę przez wielkie Wu. To, co oni robią u nas i z nami, z psami, kotami, to jest coś najniesamowitszego! Czy ktoś lubi wychodzić z małymi psami, czy z łagodnymi, czy lubi wyzwania, czy lubi biegać, czy woli z kotami się wymiziać… Każdy taki, który poświęca czas zwierzakom powinien być z siebie ogromniaście DUMNY!

I te psy, o których pisałam wyżej. Przecież to głównie Wolontariusze sprawiają, że tym psom piłują się różki… U niektórych znikają całkiem…

DZIĘKUJĘ, Piłowaciele Psich Różków!!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)