Każdy kudłacz swoje kudełki chwali!

Oj, jak ja lubię kudłaczy! Też bym chciała mieć takie kudełki, z których by można było loczki zrobić albo one same by mi się w loczki układały… Mogłabym robić takie zalotne pffu jakby mi kudełek spadał na oczy i on by mi wracał na czoło, a potem znów by opadał i znów bym dmuchnęła PFFU na czoło… Nie, żebym tam jakaś zazdrosna była czy coś… ale to i poczochrać można i na wietrze tak się rozwiewa poetycko…

Tak jak rozwiewa Borysowi. Wieelki jest, a fryzura jeszcze mu centymetrów dodaje i w górę, i w szerz.

Piękny, prawda? Mieszkał w domu, miał właściciela, tylko się jakoś tam wszystko skomplikowało i niestety Borys musiał zamieszkać u nas. Czasami ludzie się pytają, czy jakiś pies był domowy albo jak się zachowuje, kiedy sam zostaje. Zwykle nasi nie mają o tym pojęcia, bo skąd? W przypadku Borysa wszystko wiadomo! Dzieci lubi, z psiolaskami się dogaduje, z psami niekoniecznie. Taki kanapowiec/dywanowiec/podłogowiec nie nadaje się do mieszkania na zewnątrz, w budzie, w kojcu. Borys szuka miejsca w czyimś pokoju…

Kudłacze lubią te swoje kudełki. Zwykle je trzeba czesać. Czasami częściej, czasami rzadziej, ale jednak trzeba pamiętać. Jak się zapomni na zbyt długi czas, albo jak się kudłacz zgubi i nie ma komu, to jest tragedia! Kudełki nie wiedzą, że mają nie rosnąć, bo się nie ma kto nimi zająć…

Tak było z Kapralem. Trafił do nas zakudełkowany może nie jakoś okropnie, ale jednak posklejany nieco i brudny…

Taka posklejana sierść to nic fajnego. Wiecie, jak to swędzi?? Psy lubią być czasem brudne, to prawda, ale bez przesady… Kapral szybciuchno pojechał do takiego salonu, gdzie miłe panie machają nożyczkami i golarkami, i jakoś tak wiedzą gdzie zostawić kudełek a gdzie uciąć i potem psiak wychodzi całkiem zgrabny! Taki też wyszedł Kapral.

Też musiał być domowy. Pani, która go strzygła przyznała, że grzeczny jest i umiał się zachować. Tak jakby bywał już takich salonach wcześniej. Może się właściciel zgłosi…

Kudłacza cieszy, kiedy mu kudełki odrastają. Pięknieje wtedy i jak kłaczki zadbane, to się każdemu spodobają!

Homer się tak nie mógł doczekać. Trafił do nas z poważną chorobą skóry. Super zaraźliwe to było, ale na szczęście się nie rozniosło… Wyglądał nieszczególnie…

Wyłysiały był tu i ówdzie, plackami… Różowa ta skóra była, swędziała na pewno potwornie i łatwo było rozdrapać… Nasi się ubierali w takie specjalnie białe wdzianka, od stóp po czubki głów byli zakryci! Wszystko prócz oczu, bo z zasłoniętymi to ciężko by się myło. I tak szorowali co jakiś czas Homera, aż wyszorowali mu wszystkie żyjątka, które na nim żyły i teraz Homer jest zdrowy! Wygląda też pięknie, o tak:

Piękny! I pocieszny wciąż tak samo, bo on już do nas trafił radosny jak szczenior. Aż przyjemnie się na niego patrzy, kiedy jest już taki kudłaty i mięciuchny. Zasługuje na najlepszy dom pod słońcem i mam ogromną nadzieję, że w takim zamieszka już niedługo…

Przyznać się, kto lubi rękę włożyć w gęstą sierść? Kto lubi przytulić się do takiego ciepłego misia? Tylko pamiętać trzeba, że to trzeba czesać, czasami przystrzyc, pilnować, żeby się kołtuny nie robiły… Kiedy jednak potem widzi się efekt – uśmiechniętego i merdającego lśniącego kudłacza, to tylko się cieszyć i ruszać na spacer, oglądać słońce odbijające się w kudełkach i zazdrość malującą się na twarzach innych ludzi!

Komu kudłacza, komu…?


Iiii słuchaajcie… Znaczy czytajcie! Nasz biurowy gang został rozbity! Bynajmniej to straszne nie jest, boooo KLAJD POJECHAŁ DO DOMU!!!

No jakże można było się nie zakochać?

     No właśnie…

Mamy nadzieję, że przyśle chociaż pocztówkę! Powodzenia!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)