Wsadźcie sobie te kolczatki w…! …kieszeń…

– Hedziu! Miałes kiedyś kolczatkę?

– Nie pamiętam… ale duży jestem, silny… byłem… To może miałem? Nie pamiętam.

– Przecież to jest jakieś NIENORMALNE! Ja nie rozumiem, w głowie mi się nie mieści (chociaż małą mam), jak można skazywać zwierzaki na takie coś!

Bo co? Bo pies wielki? A to się nie widziało, jakiego się bierze do domu?
Bo ciągnie? A to nie łaska uczyć, że nie wolno?
Bo nieposłuszny? Jakby się od początku pokazywało, kto kogo ma słuchać, to by nie było problemu.
Bo dorosłego się nie nauczy? Bzdura jakaś, młody załapie, dorosły załapie, tylko CHCIEĆ trzeba mu pokazać!

Nie łaska iść do psiego przedszkola czy szkoły? Łatwiej psu kolce założyć i co, i ma być super, tak? Nagle piesek się słucha, tak?? A że z jego szyją dzieją się rzeczy takie, że strach myśleć, to już nieważne, PRAWDA???

– Bulbusiu… Oddychaj… Powietrza nałap w płucka i na spokojnie… 

– PUFF PUFF pufff…. doobrze, na spokoojnie… Zacznę od innych przykładów najpierw tego szyjnego barbarzyństwa.

ŁAŃCUCH. Pies na łańcuchy może być. Niestety, ale tak ktoś kiedyś wymyślił, tak zostało zapisane i z tym się nie wygra. Jest napisane co prawda, że taki łańcuch, sznurek, linka czy cokolwiek (bo ogólnie się to UWIĘŹ nazywa) ma mieć minimum 3m. Tyle chociaż dobrego dla tych łańcuchowców… Nigdzie jednak nie jest napisane do czego ten łańcuch ma być przyczepiony. Znaczy za co. Znaczy co ma być między łańcuchem a psem. Czasami nie chce się szukać chociaż parcianego paska, więc koniec łańcucha jest opleciony wokół szyi i po prostu przypięty do któregośtam ogniwka. Jak pies młody, to tych ogniwek na szyi mniej, ale jak pies rośnie… Nie, niektórzy nie widzą powodu, żeby ogniwka dokładać…

Tak, na zdjęciu jest szyja. Wiem, czyja! Miśka IV. Sierść się wytarła, skóra niebawem by się zaczęła też przecierać. Zwłaszcza, że psisko młode i żywotne! A w zimie jak musiało mrozić… Nie dość, że wiało w łysą skórę, to jeszcze zamrożone żelastwo się tam przesuwało!

Tak, to ten sam Misiek! Błyszczący, sierść odrosła, szyja pokryła się tłuszczykiem… Psiak nadal żywy, nadal młody, nadal w schronisku…

Lecimy dalej!

To też psisko od nas. Znaczy suczka. Zmarł jej właściciel, więc żeby nie sprawiała kłopotu, przypięli ją do łańcucha i zamknęli w komórce. Łańcuch ciasny, sierść pod nim już odbarwiona, co za ulga, kiedy wreszcie udało się ogniwa przeciąć…

To jest ta sama suczka, Sierra. Słynna u nas przez to machanie! Sierść na szyi pięknie odrosła, wszędzie indziej też! Kto ją poznaje – nadziwić się nie może, że wciąż czeka na swojego jedynego człowieka… Jest duża, może odstraszać na spacerach, warknie czasami nawet na obcych, czasami poważna, czasami radosna jak szczeniak. Czeka cierpliwie…

O kolczatkach mieliśmy…

Widzicie?? Tam, między kudełkami, takie ledwo coś widać, metalowe… No, to jest właśnie kolczatka. Nikt jej nie zdejmował, bo po co? Łatek (bo to on jest na zdjęciu) nigdzie się nie wybierał bez niej, ani do spania, ani na spacer. Zresztą, jaki spacer… Pilnować miał i koniec… Była buda… znaczy barak bez ściany, w środku (chociaż prawie na zewnątrz) był brudny, mokry materac. Gdzieś tam było przypięty jeden koniec łańcucha, drugi koniec przypięty był do kolczatki, która wplątała się na stałe w Łatkową szyję… Fajnie, jak tak drapie ciągle, kłuje, przeszkadza? Szyi nie można położyć na ziemi, bo wtedy już całkiem można dostać fioła!

Pierwsze co nasi robią przy takich obrożach, to albo ją odwracają albo zdejmują. Łatkowi już szyja dawno odpoczęła, kudełki już dawno wybielały w tamtym miejscu. Psisko już dawno doszło do siebie… Wciąż jednak nie może się doczłapać do domu… Wciąż nikt go nie chce tam zaprowadzić…

A teraz powód mojego początkowego zdenerwowania. Zwolenniku kolczatek, osobo, która zakłada ją „tylko na chwilę, na spacer, bo nie mogę utrzymać psa”, spójrz. Spójrz na Walentynkę i powiedz, że kolczatki są potrzebne.

Tak, to właśnie zrobiła kolczatka. Ile czasu nie była zdejmowana? Ile czasu minęło od powstania pierwszego przetarcia do krwi do czasu, kiedy suczka została znaleziona? Ile czasu bolało i piekło??

Spójrz na nią i powiedz, że jest przecież psem w typie husky! Jest żywiołowa i dużo biega, a ile można się szarpać? Powiedz, że dobrze jej tak, bo nie słuchała!

Nie, to człowiek jest winny. Zawsze.

Bo nie dostosuje rasy, wielkości i charakteru do siebie.
Bo stwierdzi, że szczeniaczek jest za młody, żeby zacząć go szkolić.
Bo uzna, że dorosłego psa już szkolić nie warto, bo się nie nauczy.
Bo założy psu kolczatkę i stwierdzi, że problem rozwiązany.

Uwierał kiedyś kogoś malutki kamyczek w bucie?
Skrobała po plecach metka?
Gryzł wełniany sweter?

Pomyśl, że możesz się od tego uwolnić… Możesz kamyczek wyrzucić, metkę obciąć, sweter ściągnąć… Psiak kolczatki nie zdejmie… Zacznie się tylko denerwować, bo ciągle coś mu przeszkadza. Pojawi się frustracja, bo ciągle coś kłuje. Ale człowiek pomyśli, że pies nie chce słuchać, że jest oporny! No to SZARP za kolczatkę mocniej!

Ktoś powie „ale ja nie szarpię, to ma tylko sprawiać, żeby nie ciągnął”. Psiekstra… Wystarczy założyć sobie kolaczatkę na rękę chociażby, przebiec się, pochodzić, poskakać. Boli? Niewygodnie? No właśnie…

Nie ma innych rozwiązań na żywego psa? Są! Sama słyszałam opowieści wolontariuszy czy odwiedzających. Oczywiście, że też mają takie problemy, ale kochają swoje psy (i nasze, bo nasze też uczą!) i poświęcają im czas, są konsekwentni, współpracują z psimi nauczycielami… Da się…

Jedno napiszę, ostatnie. Każdemu, kto nie chce pozytywnie szkolić psa, kto uważa, że kolczatka to jest jedyne lekarstwo, bo to przecież TYLKO szyja i TYLKO pies i to jego wina…

Wsadźcie sobie te kolczatki w…

– BULBA!

– oj wiem, Hedziu… …w kieszeń…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)