O Tigerowej Pani, której staruszkowe mity niestraszne!

Kto jeszcze nie wie?? Niemożliwe zresztą, było tak głośno z radości, że na całym świecie psy o tym pewnie szczekały! No tak, ale dwunożni szczekania nie rozumieją… No nic, to przełożę z psiego na dwunożny!

W schronisku mieszkał od 2006 roku… Sam urodził się niewiele wcześniej… Przez wszystkie lata, kiedy powinien zwiedzać świat, kiedy powinien się bawić, biegać za patolami rzucanymi przez swojego człowieka – on siedział w schronisku. Kiedyś czarno-buro-pręgowany. Później siwo-buro-pręgowany. Krótko przed wyjściem ze schroniska miał sesję zdjęciową i miał zrobiony najpiękniejszy staruszkowy portret, Bulba o tym pisała.

O ten portret chodzi…

…i o tego psa – o Tigera. Nieduży, niepozorny, niemłody, niewidzialny tyle lat… Dużo tych „nie”, ale można też napisać o nim: niegroźny, niegburowaty i zdecydowanie niesmutny, kiedy ludzi widział!

Teraz wyjaśnię, skąd taki tytuł…

Jaki jest mit numer jeden dotyczący psów z długim stażem schroniskowym, w dodatku z dwiema cyferkami w rubryce „wiek”?? Taaak, że się nie przyzwyczają, że się nie nadają do adopcji. Coś o tym wiem, przecież wiele razy to słyszałam od ludzi…. Właśnie głównie z takiego wymyślonego przez niektórych dwunożnych „powodu” siedzę też ja tyle lat. Dziś jednak nie o mnie…

Pewnego dnia, pewna Pani wyprowadziła Tigera na spacer, później przeczytała jego opis na stronie, a tam ktoś pięknie napisał…

„Zapada zmierzch, nastaje cisza w schronisku.
Tiger lubi tę porę dnia, idzie do budki, układa się w słomie, przymyka oczy i… czeka na sen, który tak lubi. Leciutki uśmiech na pyszczku świadczy, że znowu słyszy: „Tiger, Tigerku chodź tu kochanie, czas byś opuścił schronisko. Ciepłe dłonie delikatnie głaszczą po głowie, później przypinają smycz. Tiger wychodzi z kojca, uśmiecha się do mijanych ludzi, sprawdza czy wszyscy widzą, że on idzie ze swoim Panem, że idzie do domu. W mieszkaniu czeka na niego wygodne posłanie i miseczka z pachnącą zawartością, … tak to Pani ugotowała mięsko specjalnie dla niego.”
Tiger oblizuje się, zasypia.”

Ile razy to sobie wyobrażał…?

W każdym razie – w głowie tej Pani zaczęła kiełkować myśl taka… że jeśli przez tyle lat nikt nie chciał spełnić tigerowego marzenia… a można to zrobić, bo przecież nie jest jakieś przesadnie wydumane… to właśnie Ona to zrobi!

I wiecie co… Bo my często słyszymy, że ktoś kogoś weźmie, że przygarnie, że już jutro, że tylko zrobi to i tamto, ale potem wróci… a potem nie wraca… Że nawet jak tutaj byliśmy właściwie PEWNI, że Pani przyjdzie, to wiecie… Tak mimo wszystko cieszyliśmy się tylko po kątach, cichaczem, żeby czegoś nie zepsuć, żeby się nie okazało, że coś się stanie, że trzeba przełożyć, że coś…

…tego NAJWAŻNIEJSZEGO dnia stało się! Weszła do biura Pani i powiedziała „Dzień Dobry, to ja już dzisiaj na pewno podpisuję umowę, Tigerek wychodzi ostatni raz”.

Co będę ściemniać! Poryczałam się po pachy! Hedar udawał, że śpi z łbem do kaloryfera, ale słyszałam, jak siorbał nosem! Wszyscy nasi dwunożni chodzili szczerząc się właściwie do wszystkiego, nie sposób było inaczej, ja też merdania nie mogłam wyłączyć, więc sobie ogon poobijałam za wszystkie czasy, ale nieważne, to wszystko nieważne, popatrzcie:

Tigerowa Pani to ta w okularach. Obok córka, dzięki której Tiger mógł do domu pojechać! A za nimi wszystkimi jest byłe mieszkanko pasiastego psa.

A już najpiękniejszy widok, i to powie KAŻDY niezależnie od ilości posiadanych nóg, jest taki:

Wtedy to już się zryczałam ze szczęścia po same pazury! Należało mu się i tyle. NA-LE-ŻA-ŁO-SIĘ!

Tiger rozpoczął nowe życie, zamienił też kolegów na bardziej… sierściastych i okazało się, że może z psimi nie do końca się potrafił zawsze dogadać, ale za to z kociastymi nie ma problemu! Na razie trwa wielkie przyzwyczajanie, ale już wiadomo, że to tylko kwestia czasu, o:

Ma wszystko o czy marzył… Ma swoją własną miseczkę, ma swoje kocyki do leżenia (legowisko się skurczyło na widok Tigera, więc przyjdzie nowe!), ma swojego ukochanego człowieka, tylko swojego, dla którego jest tym jedynym na świecie… Tiger jest U SIEBIE… wiecie, ile to znaczy dla takiego psiaka…? Gości przyjmuje, wita merdającym ogonem i łepek do głaskania nadstawia. Teraz można już się uśmiechać swobodnie, nie trzeba się szczerzyć do zwichnięcia zawiasów szczęki, żeby ktoś zauważył, żeby wziął do domu… Już nie trzeba, już można swobodnie, zwyczajnie, prawdziwie, szczęśliwie uśmiechać się do SWOICH…

I co? Nie było straszno. Mieszkanie nie było zdemolowane. Koty przeżyły spotkanie. Sufity nie odpadły. Wszyscy przetrwali, a wręcz jakby cieplej się zrobiło…

My, psy z długim stażem schroniskowym, też jesteśmy w stanie pokochać, też tęsknimy za spokojem i ciszą, chociaż niejeden z nas już zapomniał właściwie co to znaczy. Słuchamy opowieści niektórych młodszych psów, jak to miały domy, jak leżały na kanapach albo swoich posłaniach. Trochę to dla nas abstrakcja… ale później trafiamy do takiego domu, widzimy posłanie i już wiemy, już sobie przypominamy te historie, już wiemy do czego to jest, chociaż czasami patrzymy na to z szeroko otwartymi ślipiami, bo nie wierzymy, że to właśnie nam się zdarzyło…

Coś o tym wiem, przecież do biura się przeprowadziłam i doskonale to pamiętam!

Teraz to samo przeżył Tiger. Najpiękniejsze uczucie na świecie…

Dziękuję Tigerowej Pani za niesłuchanie tego, że przecież po co pies, który nie pamięta domu, który przecież tylu ludzi widział, że jeden nie zrobi na nim wrażenia; który w schronisku załatwiał się, gdzie popadnie, więc i w domu będzie… Dziękuję, że uwierzyła w wielkie psie serce, że pokochała akurat ten posiwiały pychol…

Może ktoś dzięki Tigerowej Pani pomyśli „szukamy psa dla siebie, popatrzmy po tych, które siedzą wiele lat, zróbmy coś dobrego!”. U nas czeka Dina, Ekler, Ares, Roksi, Tyson, Ben; czekają 5 lat lub dłużej, a jest wiele innych czekających niewiele krócej…

Daj szansę. Tiger ze swoją Panią pokazują, że WARTO, Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak wiele potrafimy dać w zamian…

—————–

Jak już jesteśmy w temacie wyjść do domu… Ze schroniska codziennie wychodzi jakiś dwunożny ze swoim czworonożnym nowym kumplem albo sierściastą kumpelką, ale o dwóch adopcjach tutaj specjalnie napiszę.

Były kiedyś apele o domy dla tych tych kicurów. Jeden z nich ma białaczkę, a drugi to jego kumpel, który okazał się zdrowy, ale też nikt nie był chętny, żeby go do domu zabrać, więc dwa sobie siedziały u nas, w ciepełku, odizolowane od innych kicurów… Ten biały to Mahad, a ten mniej biały i więcej czarny to Saban, Aż musiałam sprawdzić, bo dalej mi się miesza…

Poszczęściło się sierściuchom! Obu! Chłopaki poszły do domu! Znaczy zostały zaniesione/wywiezione, ale mieszkają już w normalnym, najprawdziwszym domu! Oba na raz w jednym! Ktoś się nie bał kociej białaczki, której jak najbardziej bać się nie należy, bo zaraża tylko inne koty, ludziom i pozostałym gatunkom zupełnie nie zagraża.

O kolejnym wyjściu do domu też MUSZĘ koniecznie napisać, bo o tej suczce było wieeeeeleee raaazy pisane! I w temacie ciasnych łańcuchów na szyi, i w temacie złego traktowania, bo jej właściciel zmarł a ona sama została zamknięta w komórce bez jedzenia i światła, i w temacie uroczych suczek, bo ona była znana na całe schronisko i pół Zielonej Góry z tego, że na widok znajomych macha łapami! Iiii proszę bardzo:

Jedzie do domu! Jej najulubieńszy dwunożny kumpel ją wiózł osobiście wczoraj (więc wiadomość świeżuśka!), bo trzeba było sprawdzić, czy dogada się z psim kumplem. Dogadała się pięknie!

Tak! Sierra wyjechała i będzie mieszkać w domku z ogrodem!

Nie lubiłyśmy się… Oj baaaaardzo… Nie wiem, czy jeszcze jakieś dwa psy się tak nie lubiły jak ja ze Sierrą, ale niech tam – cieszę się, że jej się poszczęściło. Była tak idealnie spokojna, że też powinna już dawno wykopytkować do domu…

Psia Stopa, coraz dłuższe te posty… Muszę się pilnować!

Zatem KONIEC na dziś.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)