Pac- pac, kto tu teraz mieszka?

– PAC PAC PAC! Pssst, to ja, Tysiak… mogę wejść…? Ech, śpią!

Niech śpią, a ja sobie myk-myk-myk, do skrzyneczki z blogiem popędzę…

Wiedziałem, że prędzej, czy później to nastąpi, że w końcu ktoś w biurze się pojawi, wiedziałem! Taka pustka w ciepełku, między ludźmi jest nie do pomyślenia! Nawet lepiej, od razu milej się dwunożnym robi, jak im coś zamerda przy wejściu, jak czasami sierść przed oczami polata i co prawda nie chcą się przyznać, ale na pewno kochają ten poranny (czasami popołudniowy i wieczorny) rytuał zamiatania psich kudełków!

Co prawda nasz Kiero miał zupełnie inne plany co do dołożenia łap do biura, ale że tak to napiszę… Przyszedł do pracy i już go jedne cztery łapy przywitały hyhyhyhy! A jak już były to nie wygoni, prawda??

Tak oto do biura zawitał Fili.

Mniejszy ode mnie (serio!), drobniejszy (serio, serio!). Jeszcze jedno nas różni. Ja się trochę zamykam w sobie, kiedy obcy do mnie podchodzą, a Fili najchętniej zamknąłby się w czyichś objęciach. Włazi to bezwstydnie na kolana, na ręce, na co się da! Na przypadkowo położone kołdry też..

Właściwie to o mało do domu nie poszedł pierwszego dnia! Przyszli państwo, a Fili na kolanka, tak na bezczelnego! To może jednak wezmą… Filiemu jednak się dwunożni spodobali, owszem, ale tylko dorośli… Jakoś się dziwnie uśmiechał półpaszczą do najmłodszego dwunożnego i lepiej było jednak nie ryzykować… Niemądry! A miałby już własne, prywatne kolana!

Na zdjęciach nie widać, ale Fili ma łapki. Niedługie i jak biegnie, to ich właściwie nie widać, ale ma:

Jak to małe, pchające się na kolana chuchro wkrótce nie wyfrunie do domu, to niech mi na łapie kolejna narośl… znaczy ten… kaktus wyrośnie!

Tak oto wygląda jeden psi biurownik. Kto jest drugim szczęśliwcem? A bardzo proszę:

Kto rozpoznał?? Pewnie niewielu, o tym psie jeszcze chyba nigdy nie było na blogu… A miało być! To przeznaczenie! Nawet gdyby nie przeprowadził się pod dach, to i tak był opisany. To jakiś znak! Mam moc! Jjjaaaaa!

Na zdjęciu jest Dżokej. Tak wygląda wśród traw ździebełek:

Nie wypada mi pisać, że całkiem ten Dżokej przystojny… ale umaszczenie ma całkiem jednak ładne, trzeba przyznać.

O Dżokeju się mówiło zawsze, że nieśmiały jest, że woli budę niż powitanie człowieka, że ogonek to mu zaczyna chodzić dopiero po piętnastym spotkaniu z tym konkretnym wolontariuszem… Oczy mu powoli zachodzą mgłą, może dlatego tak… To dopiero początek i ma u nas reluga… legura… r e g u l a r n i e  zakrapiane oczy, ale to takie paskudztwo, że mogą oczy całkiem przestać podziwiać świat, tylko oby jak najpóźniej to nastąpiło!

Szkoda tego Dżokeja, bo taki niezauważany zupełnie, więc nasz Kiero postanowił, że może jak się go do biura weźmie, to szybciej ktoś go wypatrzy.

Okazało się, że wśród ludzi psisko wcale nie jest takie „schowam się pod ławą i żegnam się z państwem”, jak Bulba zwykła to robić. Dżokej może nie biegnie z merdającym ogonkiem do każdego, ale owszem, podejdzie spokojnie, pogłaskać się da, jak się przestanie, to te pół kroku podejdzie, czyli jednak jakby mu się to podobało, ale wstydzi się jeszcze przyznać.

Za to nie wstydzi się powiedzieć, a raczej wyburczeć, kiedy mu się coś nie podoba. Na przykład nie spodobała mu się ostatnio wizyta psioweta. Nie oszukujmy się, tego akurat psioweta to nie lubi trzy czwarte schroniska! Z daleka wiedzą, że przybył, rozchodzi się to jak faaalaaaa! I ten akurat psiowet chciał sobie Dżokeja obejrzeć. Nie wiem w końcu, czy dojrzał, co chciał, ale na pewno cały zestaw dżokejowych zębisk mógł dokładnie przestudiować, chociaż z daleka, bo psisko pokopytkowało za fotel naszej fotografki i stamtąd burczało…

Jest też jeden współpsiobiurownik na dochodne. Z Albertem było ostatnio kiepskawo… Dalej nie jest rewelacyjnie, ale już nie będe tak na czarno pisać. Albert pomieszkał niedawno w lecznicy…

Oj niewesoło było, nawet pisać nie będę!

Niedawno wrócił z powrotem do schroniska, ale kroplówki dalej musi dostawać, więc na ten czas przychodzi do biura.

Pilnuje go wtedy zwykle ktoś z naszych, a jeszcze teraz ma pełną obstawę!

 

Bez obaw więc, biuro znów jest sierściaste w części! Znów jest wes…

– …a zastukaj jeszcze raz w ten guziczek, a ja ci zaraz pokażę, co to znaczy wesołe biuro!

– Ale Fili, to ja, Tysia….

– Może być Tysiak, Seciak czy Milioniak, co to za szwędanie się po MOIM terenie?? Kto to wi…

– Kiler! Znaczy… Fili! Co to za szczeki w środku nocy??

– Patrz! Patrz, Dżokej, taki tutaj ten… Seciak się panoszy!

– Tysiak…

– Tysiak się panoszy!

– Na Doga! Spoookóój… Wyjaśnienia teraz, na spokojnie, proszszsz…

– Bo bloga ma schronisko i trzeba pisać. Dwa razy w tygodniu posty. Zwykle pisał mieszkaniec biura, ale tutaj było jakiś czas pusto, to…

– HA! Teraz JA mieszkam! JA powinienem pisać! Dżookeej, poowiedz muu coooś…

– Spaliście obaj, miałem budzić?? Dooobra, więcej nie przyjdę, ale piszcie posty, cooo…?

– Pokaż, co żeś tu naskrobał… mhmhmhm… mhmhmhmmm… oooo o mnie jest, mmhmhmhm…. mmm… Eeee, nie jest źle. Kiler! Znaczy… Fili, spać idź i nie marudź, Tysiak do siebie, to publikujemy, a potem się zobaczy. No! Spać! 

Dobranoc i Dzień Dobry Czytacielom!

Dżokej, Fili i Tysiak.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)