Różne różności! Tyle dni i tyle wrażeń!

Słuchajcie… znaczyyy czytajcie. Tyle się działo ostatnio, że nie wiedziałem co wybrać. Nie wiedziałem i koniec, tyle się działo. Postanowiłem więc, że moooże będzie trochę miszmaszowato, ale za to opowiem o wszystkim na raz, co chciałem!

Zacznę od piątku. W piąąąteeek małe stadko dwunożnych nazwanych Grupa Drewno zorganizowało śpiewy w Galerii w centrum miasta. Jedna z Drewnianych jest jednocześnie nasza! Puszczali mi, ale moje uszka tylko wyglądają, one nie są do słuchania. Dodają mi uroku, ale poza tym zupełnie nie działają. Może ktoś z czytacieli był, ale jak nie – to proszę bardzo, oto Grupa Drewno:

Dżokej słuchał i mówił, że fajne. On mi przekłada to na język psiomigowy, dużo rzeczy mi przekłada, dlatego dużo rzeczy wiem. I ta Grupa zrobiła ten koncert specjalnie dla nas – zwierzaków ze schroniska.

Prosili wszystkich, żeby wzięli ze sobą różniaste woreczki z jedzonkiem, kocyki, ręczniczki, co się da! Jak ktoś nie miał kiedy kupić czy coś, to stała też puszka na banknotki i monetki. Mam też podsumowanie! Otóż… zebrało się: ponad 360zł, 35kg karmy dla szczekaczy i 8kg karmy dla miałkaczy, do tego 19 miękkich rzeczy do leżenia i inne różności!

Kołderkę testowałem. Bardzo testowałem nawet! Patrzajcie:

Miętkość i wygoda!


Dalej była sobota, aaa w sooboootę testowałem kogoś na jednego z naszych. Znaczy osoba kandydująca była już schroniskowo-nasza od dawna, ale od soboty jest jeszcze bardziej nasza, bo stowarzyszeniowa! A to znaczy, że może jeździć i walczyć o zwierzaki! I ja robiłem test ostateczny! Wyglądało to tak:

hyhyhy, trochę może i ściemniłem, że trzeba to przejść, ale nie zaszkodzi porządne masowanko i drapanko po klacie! Żeby jednak nie było, że to tylko dla picu, podreptałem do Kiera i mrugnąłem, że wszystko ok, można przyjmować do grona IDeZetowców, a co!


Kolejna rzecz do opisania też w sobotę się zdarzyła! W naszym mieście jest taki klub, co się nazywa OneLove. Jakiś czas temu adoptowali wirtualnie naszego Dibo, ale nie spoczęli na trawie (czy jak to się tam mówi)! Później przyszli do schroniska, żeby nakręcić film i zachęcić do pomocy. Jak ktoś nigdy u nas nie był, to się przejdzie razem z nimi:

Dwunożni z OneLove wpadli później na to, żeby zorganizować w klubie koncert, a cały dochód ze sprzedaży biletów przeznaczyć na lekarstwa dla nas – zwierzaków! Jak postanowili – tak zrobili, właśnie w sobotę! Ludziska nie zawiedli, bo ponad 3 tysiaki zebrali i 80kg żarełka dla czterołapów! Niemały klub, to i niemało zebrali, psiekstra po prostu!


Iiiii teraz o imprezie dwudniowej! W sobotę i w niedzielę trwało budowanie domków dla sierściuchów miastowych. Czyli tych, no… wolno bytujących. Nie wiem, dlaczego wolno, przecież one całkiem szybkie… W każdym razie – budki zaplanowali budować koordynatorzy szkolni klubu żużlowego Falubaz. Bardzo to znany klub jest i bardzo znany żużel! A jak to i to jest znane, to i stadion ohohohooo jaki znany! Wiecie, że byłem, bo już o tym pisałem w poprzednim poście. Kto nie pamięta, albo co gorsze, nie czytał, ten niech się wstydzi i niechże się cofnie o jeden wpis, na dole jest zdjęcie z rundy honorowej.

Wracając do budowania budek – budowaaaliii aż im materiałów zabrakło! Zakończyli z imponującym wynikiem:

24 budki! Musiałem palce od Dżokeja pożyczyć! Superanckie wyszły, a jeszcze ponoć zostały pomalowane w falubazowe barwy, tylko ja jeszcze nie widziałem… Ale na pewno wyglądają psiekstra!


Dalej był poniedziałek i też całkiem niezła przygoda. Otóż… trafił do nas pies. Nieduży, niemały, taki w sam raz. O:

Pies miał wszczepioną taką fasolkę pod skórę, się to CZIP nazywa i dzięki temu dowiedzieli się, że zwierz ma na imię Kajtek, ma lat dziesięć, a jego właściciel mieszka 25 kilometrów od schroniska. Numeru telefonu nie było, więc poogłaszali na stronie i poprosili jedną z naszych, która mieszka też 25km od schroniska, w tym samym mieście, żeby zajrzała pod ten adres…

W tak zwanym międzyczasie, między ogłoszeniem a odwiedzinami napisał ktoś, że kojarzy tego psa, że chyba zna właścicieli, że tacy są… niemili… i kilka informacji tam jeszcze było, że ta nasza się nawet trochę zlękła na samą myśl, że tam pojedzie z wieściami o psie. Nasi mieli różne scenariusze – a to, że psiaka specjalnie się ktoś pozbył kilkanaście kilometrów od domu; a to, że nie będą go chcieli z powrotem; a to, że różnie w ogóle może być… Trzeba było się na wszystko przygotować, ale na to, co się stało, nie sposób było nijak i tego scenariusza nie przewidzieli…

Nasza się zebrała w sobie i pojechała… Poszła pod drzwi, zapukała… Otworzył pan. Właściwie można go nazywać bardzo-duży-pan. Wysoki (a że ta nasza niebardzo odrosła od ziemi, to wogóle to był dla niej bardzo-bardzo-duży-pan…) i dość szeroki, ale to też z racji wzrostu… I zapytał się dość grubym głosem „O CO CHODZI??” …o psa… „NO SŁUCHAM??” …ma pan psa?… „TAK, ALE się zgubił, właśnie ogłaszam…”. No to nasza mówi, że pies się odnalazł i…. nie dokończyła…

Bardzo-duży-pan się rzucił na tą naszą niewysoką! …do ściskania się rzucił… a kiedy się oderwał, okazało się, że oczy ma mokre, policzki czerwone i mówi, że życie ma uratowane, że jego pieseczek, że tyle się naszukał… CHLIP… Nasza zdjęcie pokazała, czy to na pewno ten pies…?

No tak! I pan znów przytulać zaczął i krzyczeć, że jego Kajtuś, że przecież on 10-letni, że to cały świat jego jest, że w lesie byli i pies się zapodział… Ta nasza już też poczuła, że zaraz się rozklei z tego wszystkiego, chyba tylko szok jej na to nie pozwalał! Takiego czegoś nie przewidzieli! Szybko wytłumaczyła, gdzie trzeba jechać, co trzeba mieć ze sobą…

…i dalej się działo w schronisku. Pan przyjechał, porozmawiał w biurze i kiedy wszystko było załatwione, poszli po psa na wiaty… I tym razem z kolei ta nasza biurowa o mało co się nie rozbeczała, bo ten bardzo-duży-pan wynosił swojego Kajtka na rękach, a łzy jak grochy po polikach mu ciekły…

…i nie mogłoby tak być z każdym znalezionym gdzieś przy drodze zwierzem…?


Uffff, i tak doszliśmy do wtorku! Czyli do wczoraj, bo to noc już. Wczoraj to się dopieeeero dziaaało! Miałem operację! Poważną bardzo! Ale po kolei…

Najpierw to się wybrałem do miasta ohohoooo jak daleko od naszego schroniska! O, tutaj robimy sobie słitfocię w samochodzie:

…jak dojechaliśmy na miejsce, zażądałem chwili relaksu… Należał mi się przecież po długiej podróży:

…a potem przyszedł ktoś i mi poczarował, poczarował, zrobił KUJ i jakoś potem zupełnie przypadkiem zrobiło się seeennnieeeee……..

…potem było długo, długo nic, ale słyszałem po wszystkim, że naprawiali mi uszy. Nie wiem, czy będę słyszał, ale głównie chodziło o to, że mam cośtam w środku skostniałe i coś się przytyka, i coś się tam dzieje takiego, że bakterie założyły w moich uszach całą kolonię i już nawet wynajdują koło i zaczynają toczyć wojny między plemionami… I dzięki tej operacji może wreszcie uda się wysiedlić te żyjątka raz na zawsze i będzie mi lżej o wiele!

W każdym razie, po dłuższym czasie wreszcie wylazłem… Przypominając bardziej lampę niż Bidka…

…łapki mi się trochę rozjeżdżały, ale jechałem z dwoma dwunożnymi, więc nie mieli problemu, żeby mnie wtarabanić do samochodu…

 

…uffff, męcząca to była przygoda… Wieczorem znów byłem na swoim posłanku, na kołderce, przy kaloryferku i kumplu-piesku pluszowym… i w abażurze…


A teraz, na zakończenie: PODZIĘKOWANIA.

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, którzy przyczynili się do tylu pozytywnych spraw w te kilka dni! Dziękuję Grupie Drewno i Galerii U Jadźki, gdzie odbyły się śpiewy, dziękuję ludziom, którzy przynieśli wszystkie dary… Dziękuję klubowi OneLove za organizację koncertu, dziękuję zespołom grającym i maaaaasie luuudzi, którzy przyłożyli się do wyników zbiórki! Dziękuję wszystkim, którzy budowali z Falubazem budki dla sierściuchów… Dziękuję właścicielowi Kajtka za pokazanie, że miłości do zwierzaka nie należy się wstydzić w żadnej sytuacji! Dziękuję panu psiowetowi, który naprawił moje uszka i naszym, którzy mnie zawieźli tyle kilometrów!

I wiecie, co jeszcze…? Ja mam opiekunów wirtualnych… Dużo ich mam, bo są nimi uczniowie z klasy 5 ze szkoły podstawowej w naszym mieście… I wiecie co… Oni jak się dowiedzieli, że muszę mieć operację, to uzbierali specjalnie dla mnie baaaaardzo dużo złotówek…. Uzbierali tyle, że właściwie starczyło prawie całkiem na opłacenie jej, a to naprawdę było baaaaaardzo drogie! Takie złote dzieciaki… Wzruszyć się tylko… chlip… Ogromniaście jestem wdzięczny, że pomyśleli tak o mnie…

DZIĘKUJĘ!

Wasz Bidek, Jego Łyse Uszy i… Klosz…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)