Stare otypy!

…jak to tylko Ares usłyszał (po raz drugi…), to poleciał po poduchę, naciąąągnął na Larsi i sam położył się obok, żeby zrobiło się nie tylko cieplej na wierzchu, ale też w środku…

Wierzcie lub nie, ale z tą poduchą to tak było! Bo starszy pies też się przywiązuje! I też może się zakochać i może kochać… I może się tak zmienić, jak Ares, i może się tylu rzeczy uczyć, jak Ares…

Dwunożni lubią jakoś myśleć o starych otypach, a wtedy…

– Dżokej, co ty pleciesz?? Jakie stare otypy, na litości Doską!

– Pfff, taka uczona, a nie wie. Stare otypy to takie coś, co wielu dwunożnych myśli na jakiś temat, a to właśnie, że nieprawda jest potem. Tak jak to, że czarny kot przynosi pecha, czarny pies lubi udziabać, dorosłe sierściuchy się nie bawią, a pies, co żył długo na łańcuchu nie umie żyć w domu. Nie wspomnę o tym, co o dwunożnych niektórych inni myślą, co potem też nieprawdziwe!

– Dżokej… S T E R E O T Y P Y!!! To się nazywa stereotypy!

– No przecież piszę!

I potem mówią, że taki czarny pies to agresor na pewno… Powiedzcie to Raven!

…która jest dobra, łagodna, grzeczna, cudowna! Tylko nieśmiała też, a nieśmiałość sprawia, że prawie nikt jej nie widzi… A wystarczy ją wziąć na spacer, wystarczy pozwolić jej się oswoić, nie zwracać na początku uwagi, jak podchodzi z tyłu i niucha, czy człowiek dobry jest… Ona wyczuje, że dobry.

Albo mówią, że kot, co to już ma lat kilka, nie bawi się, tylko zwija się w kłębek i śpi. Bzdura! Mieszkał u nas jakiś czas Pechu. Kocur miał w sobie to COŚ, bo masę dwunożnych lasek do niego wzdychało… W końcu też wzdechła jedna taka, co go do domu postanowiła zabrać.

Przysłała potem wieści, że kot jest rozbrykany, zwłaszcza wieczorami, i że muszą się przed nim chować wszystkie sznurkowe myszki! I wogóle wszystkie drobne przedmioty muszą się chować przed skarpetkowymi łapkami… I Pechu już nie ma pecha, więc nie jest Pechem, ale Tymim!

Mówią też, że jak pies na łańcuchu mieszka, długo, albo co gorsza – bardzo długo, to się już nie przyzwyczai do życia innego niż podwórkowe. Taaak? To mam kolejną opowiastkę. O Balonie pisała Sonia TUTAJ. Tam też macie stare zdjęcia… Psiur ten był takim typowym, wioskowym, krótkołańcuchowym szczekaczem. Został odebrany, pomieszkał trochę w schronisku, potem wyzdrowiał iiiii został adoptowany. Zamieszkał bynajmniej nie w budzie, nie na łańcuchu, ale w mieszkaniu na piętrze. I co?

Wtopił się. W swoich ludzi się wtopił. Na spacerach gania jak szczeniak, w domu mości się na miękkim, własnym posłaniu. Wpadł w rytm, doskonale wie, kiedy posiłki, doskonale wie, kiedy spacer i którymi ścieżkami. Wie, gdzie zawozi go samochód, ogonem obija siedzenia, kiedy jeździdło zatrzymuje się przed znajomą bramą na wsi – tu będzie ganiał z czteronożnymi kolegami!

Nie będę kłamać, że nic mu nie zostało z tego życia łańcuchowego. Zostało! Umiejętność niezaplątywania się między drzewami, lampami, krzaczorami – sam widzi, że coś tu nie halo jest i maszeruje tą samą drogą z powrotem! Nie ma szans też, żeby się potknął o smycz. Balon nawet nie przerywa niuchania, tylko podnosi odpowiednią łapę do góry i uwalnia sznurek!

Co jeszcze? To:

         Nawyk zwijania się w precelek do spania… Z góry, jak się patrzy, to jest prawie idealne kółko! Widzicie kunsztownie pozawijane łapiszony?? Widzicie tam pod szyją tylną STOPĘ?? W domu ciepło, ale lata marznięcia zrobiły swoje i bez zwinięcia się w precelka spania nie ma!

…ale czy to są wady, żeby zaraz mówić, że pies łańcuchowy w domu mieszkać nie może…?

Wiecie, że nie tylko zwierzaki muszą ze starymi otypami…eee… ze stereotypami się zmagać? Nie tylko czterołapy muszą udowadniać, że właśnie, że nie jest tak, jak wszyscy myślą! Dwunożni też… I daleko szukać nie musiałem…

Pewnego dnia do biura weszła jedna dwunożna laska. Laska, że hej! Szczeny nam poopadały… Znaczy mi i Bidziowi… Bo to za jego czasów było… Mnie zobaczyła, podeszła, ręce wyciągnęła… Zdziwiłem się, bo na końcach palców, na tych, no… pazurach, miała takie kolorowiaste coś, świecące… Nie znam się, facet jestem, ale przyznać muszę, że ktoś się musiał namęczyć… W każdym razie głaskać mnie ta dwunożna zaczęła! I to przyjemne było bardzo… I mówiła do mnie i uśmiechała się… Potem poszła. Ale za kilka dni przyszła znów! Porozmawiała trochę i pobiegła. Nawet wyjrzałem i się okazało, że to wolontariuszka nasza! Pobiegła psy wyprowadzać! …tylko niektórzy dwunożni się za nią oglądali. Nie nasi dwunożni, ale odwiedzający… Bo taka dwunożna laska, i do kojców wchodzi, i nie boi się, jak pies z brudnymi łapami skoczy, i że jak to kolorowe na palcach się złamie, to nie szkodzi, zrobi się nowe! Jakby to nie wystarczało, to jeszcze zaczęła walczyć o dobro zwierzaków! Jeździ w różne miejsca i przekonuje właścicieli, że albo oni zaczną psa traktować jak trzeba, albo inaczej będziemy rozmawiać!

I ta nasza sama przyznaje, że jak powie, że pomaga, że wolontariuje, że walczy w imieniu czterołapów, to nie wszyscy biorą to na poważne… Ci wątpiący nie czują tego, co my. Bo zwierzak kolorów mało rozpoznaje.. I nie obchodzi nas, jakie kto ma barwy na pazurach, albo jak ktoś jest ubrany, czy ma na sobie obcisłą kieckę czy spodnie od piżamy… Skaczemy i brudzimy tak samo hyhyhyhy! My czujemy dobro i ciepło… A ta nasza, jak wszyscy nasi, ma też ogromniaste serce… I niech to widzą ci, którzy się tak oglądają i myślą „co ona tutaj robi i ciekawe jak szybko ucieknie, kiedy pies skoczy z brudnymi łapami!”… Wiemy, że nie ucieknie…

Nie myślcie tak, jak wszyscy… Otwórzcie głowy i serca, sami się przekonujcie, jak jest. Czarny kot nie przynosi pecha, młody nie musi ciągle broić, a stary ciągle spać… Czarny pies może być łagodny jak biały baranek, młody może być oporny na wiedzę, a starszy może łapać komendy zanim zdążysz powiedzieć „siad”… Dwunożni są warci tyle, ile jest w nich miłości do innych i ile pomocy niosą…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)