Kurdupsielki!

Dzisiaj tak po prostu o kurdupsielkach. A co! Nie wolno? Nie wolno tak po prostu wymyśleć sobie tematu i pociągnąć? Oczywiście, że można! JA mogę, jestem wrredaktorem i mi wolno wszystko. HA!

(…a wiecie, że któregoś dnia nasi dostali pocztę z poleceniem, żeby podać temu, co pisał, ile bierzemy za nospon… sporson… s p o n s o r o w a n y  post?? Czyli, że niby ktoś nam przysyła worek monetek i banknotków, jeśli napiszemy na konkretny temat! Tylko teraz ktoś się spytał, jaki duży worek wybieramy! Toż to obraza! Nasi się co prawda zapytali, czy byśmy na to poszli, ale jak się odwróciliśmy zadami, to od razu poznali, że z nami to nie przejdzie. Poza tym zupełnie bezczelne było to, że ktoś się nawet nie zorientował, czy piszemy coś na zawołanie, bo przecież nie napisaliśmy ani pół zdania na żądanie… )

Tak więc dzisiaj zupełnie za darmo piszę o kurdupsielkach i daję słowo, że nic mi krótkołape i krótkogrzbiete nie obiecały za to.

Lecę zatem z tematem!

Na początek trochę o Rzeczku.


Takie to śmieszne, małe, trochę do jamnika podobne, ale bardzo trochę… Jest grzeczny całkiem i zachować się umie, musiał mieszkać w domu… W ogóle to mi się śniło, że dzwonił jego właściciel, ale jak usłyszał, że trzeba zapłacić za te kilka dni pomieszkania Rzeczka u nas, to od razu słuchawką rzucił… A może mi się nie śniło… Na pewno mi się śniło, bo przecież nikt by tak nie zrobił! I wybredny Rzeczek jest! Gotowane by jadł, kulkami suchymi gardzi… Musiał mieć dobrze w domu, w którym mieszkał, zanim się zgubił… Szkoda, że mi się tak śniło… Szkoda Rzeczka…

Teraz chwilkę o Musi.

Musia jest malutka, ale za to duże są w niej obawy… Przyjechała do nas z daaaleeekaaa razem z innymi piesami. Nagle nowe miejsce, to nic dziwnego, że się boi. Wszystko takie wielkie, pełno ludzi, którzy albo z jedzeniem przyjdą, albo z wodą, albo psiowet odwiedzi… Jak kto więcej czasu ma i przykucnie na chwilę, boczkiem, boczkiem podejdzie do Musi, to Musia się ośmiela troszkę i już mniej strachliwie się patrzy… Trzeba umieć. Nasi umieją. Zmieni się psiolaska na pewno i pokaże, że jest super, jak się trochę ośmieli!

…i troszkę o Buszku.

Mały Buszek przyjechał z małej mieściny. Czy tam się zgubił, czy ktoś może go zgubił przejazdem – nie wiadomo. Może ktoś go tam szuka, ale nie wie, że może go u nas znaleźć? Hmm… Wiadomo, że Buszek mieszka teraz u nas i wesoło mu nie jest. Nie jest też wesoło każdemu, kto na niego patrzy, bo naprawdę żal. Smutne ma te oczyska i nadziei się tam znajdzie baaardzo malutko… Drogi czytacielu, napiszę krótko. Adoptuj, uratuj Buszka z tego smutku!

Na koniec o kurdupsielku, o którym już było nie raz. Trąbimy o nim i trąbimy… i nic! A pies jak złoto! Znaczy jak brąz z tym, no… co ze babki robią u fryzjera, a on ma od szczenięcia… z bajelażem! Przypominam Morisa:

Moris jest niewielki i jest przerewelacyjny! Jest super radosny, jest zabawowy, jest nieduży, więc posłanko dla niego wszędzie się zmieści. Nudzić z nim się nie można, bo i na spacer długi pójdzie, i patolka przywlecze do rzucania, a jak się ma zły dzień, to wystarczy, że ozór wywiesi bokiem i można pękać ze śmiechu! Patrzcie, jaki jest na spacerach:

No i kto się w takim nie zakocha??

Widzicie, jakie fajne kurdupsielki mamy w schronisku? Jak ktoś powie, że eeeee, nie chce psa, bo on je dużo, rozpycha się w pościeli albo trzeba dużego posłanka dla niego – bardzo proszszsz! Są też takie psiury, które wcale dużo nie zjedzą (no dobra, jak się rozpędzą i dorwą do czegoś dobrego, to w małym żołądku niemało się zmieści…), nie rozepchają się (….tak, wiem, te krótkołape mają możliwości… ale jak będą mieć swoje posłanko, to wcale nie muszą na łóżku!). W samochodzie zajmą pół siedzenia tylko, a jak kto nie ma samochodu, to i w autobusie mało miejsca zajmą i się nikt nie przestraszy. Dużo zalet jest kurdupsielkowatych!

…a jak ktoś ma więcej miejsca w domu… to może dwa…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)