Pięćsetny post, niech tradycja będzie! Tematem znów kot!

Jak postów było czterysta, to Bulba pisała o kotach. Niech będzie tradycja! O sierściuchach mało jest, bo i mniej jest ich niż szczekaczy, więc i rotacja większa. Ale niech mają! Szumnie, na pięćset postów przedstawimy 500… eee…. 50… tego… 5 kotów. Tak! To będzie sprawiedliwie! Bo i 50 to chyba nawet nie mamy na miejscu…

Kogo by tu wybrać…

Na pewno Czarli! Kocurro trafił do nas jako młode kocię… Dalej jest młody, ale weźcie mu powiedzcie, że jest dzieciak! Na pierwszych zdjęciach jest dość… przerażający…

Ale już wyrósł, zmądrzał iii… dalej wygląda, jakby był zły…

…ale to te brwi, ta broda, tooo nie wiem co. Czarli nie jest wcale wściekłym kotem, ma co prawda swoje zdanie, ale umówmy się… jest sierściuchem, to normalne u nich! Poza tym, on nigdy domu nie miał… W schronisku musiał dorosnąć, jeszcze trochę, a będzie całkiem dorosły. Szkoda, że te miesiące spędził w klatce, a nie szalał w nocy po domu, nie budził dwunożnego wgapianiem się w niego uparcie, nie kładł się na jego kolanach, nie domagał się jedzonka… Może przez to nabawił się małego rozstroju bebeszków i teraz musi mieć sypane do miseczki specjalne kulki, a nie takie, jak reszta? W domu może mu przejść, jak odzyska spokój, jak poczuje się bezpiecznie, będzie wreszcie cicho, będzie jego zapach, opiekunów… I będzie słychać tylko jego mruczenie…

Nie mogę nie pokazać Maciusia! Paczajcie na te oczyska…

Malowane, nie??? Jak ta, no… Keleopatra! Niejeden kocur już do niego zaczynał przyjaźniej mruczeć, aż Maciuś odmiałkiwał wyraźnie kocurowym, nie kociolaskowym głosem… Co zrobić, z takimi oczami wszyscy mają go za kociolaskę. Kocur z niego niezwykle proludzki! Do głaskania, ocierania się i przyjmowania pozy „jestem sierściuchem, ZACHWYCAJ SIĘ”. Komu Keleopatrę w kocurowej odsłonie??

Kolejny kocur do zachwycania. Wstyd się przyznać, ale stałem i zachwycałem się też. Dziwnie się na mnie patrzył, ale udawałem, że akurat coś mnie zaswędziało i muszę się długo drapać… A że akurat tak mi się siadło, że był na wprost… Przed Wami Tuptuś:

Czy można być czarnym, ale nie do końca, bo trochę brązowym, ale nie całkiem i być ciemnym jak sadza, ale jednak z pręgami?? Jak widać, można! Do tego wdzięk, gracja, wrodzona ciekawość i powab… Tuptuś obiecuje mało tupać, dużo się bawić, przechadzać się merdając końcówką ogonka w górze… Tylko podaruj mu ciepły kąt, kilka chwil uwagi (po resztę sam przytupta), spraw, że poczuje się „u siebie”!

Kolejny kocur! Miłek:

Nie wiem, jak macie ustawione ekrany, ale możliwe, że widzicie tylko czarną plamę z oczkami i otwartą paszczą! Ja widzę kota, jak trochę łeb wykręcę od monitora… Może i u Was zadziała. Czasami, jak nie piszemy postów, to ze współpsiolokatorami oglądamy seriale po nocach. Gustujemy w tych zwierzakowych (no przecież!). Ostatnio oglądaliśmy Siedem Życzeń. Kto pamięta? Tam był taki czarny kocur, Ramedenes się nazywał… Rade… Rademenes jednak. I on zaklinał. I ten Miłek też tak wygląda, jakby zaklinał. On zresztą jest dość gadatliwy, więc nudno z nim nie będzie! A kto wie… może i zaczaruje dom, do którego trafi…?

Aaa naa kooonieeec kociolaska! Kropiasta Sakura!

Taki solidny kawał mruczki! I te plamki jej się tak wdzięcznie poukładały, bo i na brodzie się jedna przykleiła, i pod szyją ma jedną… A kto wie, gdzie jeszcze jakaś się ukrywa! Trafiła do nas odkarmiona, z nienagannym futerkiem… Pewnie ma gdzieś dom. Może tutaj właściciel ją wypatrzy i będzie szczęśliwy powrót do swoich? Byłoby super… A jak nie, to może ktoś chciałby taką poplamioną sierściuszkę adoptować? Ona do dwunożnych przyzwyczajona, na ręce może się pakować, z toalety korzysta, jak należy, same zalety!

ufff… No to pięć za nami.

Wybór był ciężki, bo jak się przeszedłem po kociarni, to tyle było wartych opisania i tyle łap do mnie machało, że najchętniej, to bym tu siedział jeszcze ze dwa dni i pisał, i pisał, i pisał… Ale obawiam się, że nasi biurownicy jednak nie byliby tak wyrozumiali… Na czymś muszą pracować…

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebyście sami przyszli i się przekonali, jakie mruczki u nas mieszkają! Wręcz pojawiła się dodatkowa, sierściuchowa opcja – prawdziwy, tylko i wyłączny sierściuchowy wolontariat! Tak to nasi wymyślili! Zwykle to do psów wolontariusze przychodzą, na spacery zabierają, uczą, bawią się, ganiają z nimi. Są też tacy sierściuchowi, ale ich jest mniej, a nasi by chcieli, żeby było ich więcej! Bo im więcej rąk do miziania i głaskania, tym lepiej.

Jeśli mieszkasz, Drogi Czytacielu w naszym mieście (znaczy na Górze, co Zielona jest), albo masz niedaleko, jeśli kochasz mruczki, jeśli masz czas posiedzieć z nimi jakiś czas co jakiś czas… To ZAPRASZAMY! Nie musisz kotów rozumieć (no bo przecież KTO je rozumie…?), nasza behapsiokociowiorystka wszystko objaśni i nauczy obsługi takiego sierściucha! Bardzo się przydasz, bo te mruczki, które długo siedzą, czy też te, które przeżyły to i owo, potrzebują dwunożnych, żeby mogły znów zacząć mruczeć….

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)