W kwietniu, w kwiecie wieku będąc, czekają na domy

Kwiecień się kończy! Ile psom stuknął kolejny rok w schronisku…? Lepiej nie będziemy liczyć, a bo to ważne? Nie obchodzimy takich rocznic… Potem każdy z czworonogów obchodzi te najcudowniejsze rocznice w DOMU… Te są najważniejsze ze wszystkich.

Wracając do kwietnia. My, biurownicy, wszyscy jesteśmy w kwiecie wieku. Znaczy, że stateczni i fiubździu w głowie nie mamy. Nas można brać do domów i kochać najbardziej na świecie! O nas było jednak niedawno i nie będziemy się powtarzać, chociaż oczywiście wciąż trąbimy, że ja – Dżokej, Aro, Larsi, Ares i Hepi POLECAMY SIĘ DO ADOPCJI!

ech, dość już o nas… Nie tylko my jesteśmy tacy milusi! Jest nas więcej w schronisku i dzisiaj o tych, co to będą towarzyszyć na spacerach, podczas oglądania telewizji, gotowania (to zwłaszcza!) czy wszelkich innych czynności.

Na przykład Wagnerka. Wagnerka mieszkała całkiem blisko schroniska iiiii z całkiem nieopiekującymi się nią opiekunami… Spójrzcie tylko:

To Wagnerka z góry, jakby ktoś nie poznał. A tutaj jest z boku:

Suczkę odebrali dwunożni w niebieskich ubrankach i przekazali ją nam. Oni też poskarżyli wyżej, gdzie trzeba i teraz czekamy obgryzając pazury, czy uda się ukarać tych, którzy Wagnerkę doprowadzili do takiego bezwłosia i chudości… Wygląd jednak nieważny! To się wyleczy! Już się zresztą leczy. Najważniejsze, co się ma w środku i o bebeszki mi nie chodzi… Wagnerka bardzo ceni sobie kontakt z ludźmi, taka owczarka z niej typowa, co na spacer pójdzie chętnie, potem chętnie też by się uwaliła przy nogach, albo NA nogach u dwunożnego, prawdziwego przyjaciela, który by nie zapomniał jej nakarmić, a od czasu do czasu przeczesał by futro, które by odrastało pięknie…

Razem z Wagnerką mieszka Paryż, który też coś z owczarka ma, ale nie wiem z jakiego…  O! Znalazłem! Owczarek szwajcarski! Tylko nie wiem, czy są biszkoptowe… Nieważne, u nas są. Bardzo proszę, oto Paryż:

Było już o nim jakiś czas temu, jako o bracie bliźniaku Herbiego. Jak ktoś wtedy nie czytał, to teraz zapraszam! Dobrali się z Wagnerką idealnie! Znaczy nasi ich dobrali, bo u nas kto może, to mieszka z drugim psem, co by raźniej było. I one takie zgodne, że i na spacery razem, i do głasków razem i do leżenia na jednym posłanku też razem, o:

Zdjęcie niewyraźne, bo z daleka robione. Przecież jak się robi fotę, to pies zaraz musi przyleźć… Razem raźniej, cieplej i wogóle lepiej. Paryż też nie trafił do nas w świetnym stanie, był zabiedzony, brudny, chudy… Teraz już wygląda super i po prostu MUSI się podobać.

Jak te są za duże, to nie ma problemu, mamy mniejsze! Oto Merry:

Mery wcale nie jest duża i też wcale nie jest szalona. Zresztą widać to po niej chyba… Poczciwe to i dobre. Merry czeka operacja usunięcia takiego galaretowatego guzka, co jest z tłuszczu i przy okazji trzeba też usunąć cały rządek tego, co jej na brzuchu wystaje… Między tym rosną jakieś guziki i lepiej całość wyciąć od razu. Merry powiedziała, że trudno, niech tną, skoro ma dłużej żyć. Wcale nie będzie się czuła wtedy mniej psiolaskowato, ona zna swoją wartość. Mieszkała kiedyś w domu, ale potem się zgubiła, potrąciło ją jeździdło jakieś i taka poobijana trochę trafiła do nas. Mieszka u nas od zeszłego roku, to już kilka miesięcy… Nikt nie chce się do niej przyznać, a szkoda. Merry jest grzeczna, na spacerach się nie wyrywa tylko drepta sobie obok, czasami tylko na bok odejdzie, żeby zrobić to i owo, ale poza tym to w głowie jej tylko bliskość ludzi… Oby szybko znalazła spokojny kąt u kogoś…

Maksiu jest ciut większy, ale bez przesady. I też grzeczny!

Ma też jedno klapnięte uszko, a właśnie w tym miesiącu stuknął mu rok w schronisku… Dużo za długo! Właściciel Maksia odszedł tam, skąd się nie wraca… Psiak to przeżył bardzo, wiadomo… U nas nasi jak zwykle, przy każdym zwierzaku stają na głowie, żeby czuli się kochani i żeby wierzyli w to, że na pewno jest gdzieś dwunożny, który okaże się ich najlepszym przyjacielem… Tylko trzeba trochę poczekać… Maksiu czeka cierpliwie, z uśmiechem witając każdego odwiedzającego. Każdy może się okazać właśnie TYM! Człowieku, który pokochasz Maksia, co klapnięte uszko ma… pędzisz już do nas…?

To tylko kilka przykładów takich kilkulatków, co najbardziej na świecie chciałyby mieć swojego dwunożnego, z którą spędzaliby spokojnie czas… Czułyby się kochane i jedyne… Budziłyby się codziennie wiedząc, że mają do kogo z rana zamerdać ogonem, czekałyby, aż ich dwunożny przyjaciel wstanie, albo budziłyby go zimnym nosem, żeby się przeciągnąć razem z nim i czekać na wspólny spacer, łapa w nogę, przez miasto, łąkę, las… Później dwunożny miałby swoje sprawy pewnie, ale zwierz czekałby cierpliwie, aż znów nastanie ten wspólny czas, znów przyjdzie pora na spacer, jedzonko, może na oglądanie telewizji czy jakąś wycieczkę… Takie piękne plany… I najważniejsze, że razem…

…a później, wieczorem, kiedy światła by gasły, zwierzak wsłuchiwałby się w błogą ciszę wiedząc, że jutro będzie znów tak samo piękny dzień… Łapa przy nodze… ze wzrokiem wlepionym w swoich ludzi…

…wtedy wiadomo by już było, po co się urodziliśmy…

…bo na razie jeszcze nie mamy pewności, czy po coś jesteśmy na tym świecie, skoro wciąż tu mieszkamy…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)