Kiedy nam fajnie, kładziemy się na plecki!

Dzisiaj o beztrosce. Beztrosce, której nie czują wszystkie zwierzaki, a u tych, u których się pojawia w sercach – też nie występuje zawsze…

Kiedy nam, psom, jest tak psiuper i psiekstra, i psiefajnie, kiedy czujemy się bezpiecznie, to bywa, że wykładamy się girkami do góry. Wtedy od razu dwunożny wie, że czujemy się przy nim, i tak w ogóle, błogo, a jeszcze jak dajemy mu się głaskać po brzuszku, to już w ogóle może być dumny sam z siebie! (Oczywiście, że bywa, że po prostu chcemy się podrapać po grzbiecie czy wytarzać w piachu albo trawie, ale to też robimy z przyjemności czystej!)

Lecimy z tymi dogórygirowymi!

Borce mija już kolejna wiosna w schronisku…

I w ogóle nie wiem, jak to się stało, ale jeszcze nigdy o niej nic nie było na blogu! Niedopatrzenie straszne, ale już nadrabiam. Borka nie od razu zrozumiała, że nic jej u nas nie grozi. Na początku nie chciała wychodzić z budy, ani myślała wychodzić na spacery, Kiedy wreszcie wolontariuszom udało się ją przekonać, że nikt jej nie będzie bił, nie będzie krzyczał, że miseczka pełna, żarełko dobre, spacerki codziennie, to się psiolaska postanowiła jednak dać poznać. Okazało się, że uwielbia ruch wszelki! Jak ruch, to i biegi, a jak to, to i za zabawkami też chętnie poleci. Duży z niej zwierz, więc i siłę ma, pociągnąć potrafi, ale z drugiej strony potrafi się posłuchać i opanować. Wszystko ją ciekawi i może z dwunożnymi zwiedzać świat! I żeby nie było, że niezgodnie z tematem – bardzo proszę, oto podwozie Borki:

Z gumowym kółkiem, a jakże! Jeszcze by ktoś zabrał!

Borka miała mniej więcej 2 lata, kiedy przyjechała do schroniska. Była młoda… Teraz ma lat 5. Dalej jest młoda, ale chyba tylko dla nas… Dla większości odwiedzających już wchodzi w wiek średni. Czy to ma skreślić jej szanse na dom…? 

Jeszcze starszy jest Moko. Patyczkowy chłopak jest już w dwucyfrowym wieku…

Powoli Moko staruszkowieje. Nikt młodszy się nie robi, jego też jesień nie omija… Uwielbiający spacery, pogadanki międzykojcowe czy leśne, tarzanie w mchu… Niezauważalny przez dwa lata już… A przecież wystarczy go zabrać na spacer i przekonać się, że jest naprawdę psiantastyczny! Powoli już stawy mu się odzywają i bynajmniej nic dobrego nie mówią. Musi Moko znaleźć dom zanim zacznie niedomagać bardziej. Wiadomo, że dom ma właściwości lecznicze i na pewno wygrzewanie na posłanku w cieple by pomogło!

Zgodnie z tematem, bardzo proszę – patyczkowy chłopak tarzający się w mchu:

Prawda, że rozkoszny? A mógłby tak częściej czuć się beztrosko, nie tylko na spacerach co kilka dni… Tylko do tego potrzebuje DOMU…

O kolejnej psiolasce było oooohooohooohoooooo ile razy! Co ja poradzę, że pasuje do wielu tematów? Na pewno sami przypomnicie sobie jej imię:

Tak! Dobrze myślicie, to Azera we własnej psiosobie! Wciąż jest tak samo psiuper, jak wcześniej i właściwie nie ma co dodawać o niej, może prócz przypomnienia, że w schronisku przesiedziała już dwie i pół jesieni… Wcale nie musi doczekać do trzeciej… A tak potrafi być psiepiękna i psiurocza:

Tak bezwstydnie się po prostu wyłożyła na plecy w całości oddając się dwunożnemu… Ktoś ma wątpliwości, że będzie najlepszą psiumpelką…? 

Na koniec, taki bonus. Było o niej kilka wpisów wcześniej, to się powtarzać nie będę, więc tylko dorzucę jakże cudowne zdjęcie pasujące do tematu! Oto Mana:

Leżąco-tarzająca radość w czystej postaci… O ile tarzający się pies może być czysty, ale wiecie, o co chodzi….

I film!

 

Mana tutaj jest z Grafitem. Jeśli Grafit się tarzał i mógł się tak dobrze poczuć, to naprawdę wyczyn! Grafit jest psem takim szczególnym, bo wielki jest, ale się wielu rzeczy bał, a jak się bał, to stwierdzał, że to groźne i z tym walczyć trzeba… Jest coraz lepiej, ale idzie to poowoooliii… Dlatego to naprawdę super, że sobie tak z Maną na wybiegu hasa! 

To, że te zwierzaki nie czują się w schronisku źle, to naprawdę nie znaczy, że nie mają iść do domów… Na pewno nie do takich, w których nie będą miały ochoty na takie leżenie na plecach! Bo jak taki dom ma stresować (na początku to wiadomo, że stres, ale on powinien minąć!), to niech lepiej u nas mieszkają. Na pewno jednak są tacy dwunożni, którzy mogą podarować taki najbeztrościejszy….eee…. najbardziej beztroski dom, w którym wszystkie zwierzaki prędzej czy później będą nadstawiać klatę do głaskania. Jestem pewna, że takie domy gdzieś są i że istnieją, tylko jeszcze nie są zdecydowane na przygarnięcie czworonoga, albo mają już komplet… 

To jak? U kogo można się wyłożyć na pleckach i zostać na zawsze??

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)