Dobrze mieć Przyjaciela… Chociaż na rok… na chwilę…

Urodziła się… ohoohooooooo…. dawno. Przyjechała do nas w 2005 roku, czyyylii… 11 lat temu. Mijały dni, tygodnie, miesiące, nikt jej adoptować nie chciał za bardzo. Bo spora, bo czarna, bo przez to pewnie agresywna. Minął rok. Potem drugi. Trzeci… Sonia wciąż przyjacielska, pokazująca, że jest fantastyczna, spokojna, chociaż jak trzeba, to i szaleństwo z niej wyjdzie. Wciąż nic. Wciąż nikogo, kto by ją zechciał.

W międzyczasie przechodni tytuł Psa z Najdłuższym Stażem Schroniskowym przypadł właśnie jej. 7 lat w schronisku, 8, 9… Do powodów nieadoptowalnych, czyli tego, że jest większa i czarna, doszło jeszcze to, że lat ma już kilkanaście, i że w schronisku długo mieszka. Kompletna dyskwalifikacja, prawda?

Sonia miała już 10 lat, kiedy nasi postanowili, że zamieszka w biurze. Dosyć się już nawiatowała, okazja się zrobiła i Sonia wprowadziła się do nas. Zmieniła się też w niemałą już kluskę! Ale psiolaskom takich rzeczy się nie wypomina.

Z Hedarem tworzyli parę idealną!

Sonia, mimo dychy na karku, dalej była w środku szczeniakiem…

Chociaż też potrafiła, jak prawdziwa dama, dotrzymywać kulturalnego towarzystwa podczas posiłków.

Zajęła się też pisaniem bloga! „Kilka” razy mieliście okazję ją czytać.

…a dnia pewnego… STAŁO SIĘ. Została wypatrzona przez dwunożną laskę, która kiedy tylko zobaczyła Sonię na fejsie, od razu stwierdziła, że będzie jej! …tak też się stało, a to był jeden z najszczęśliwszych i najbardziej świątecznych dni w schronisku…. Machało łapami całe schronisko, chociaż każdy ledwo coś widział przez mokre oczy…

Później co? Później gryźliśmy pazury, czy będzie w porządku, czy przyjdą wieści, czy będzie jakiś telefon niepokojący…. aż tu zupełnie niespodziewanie…

„Witam!
Myślę, że najwyższą pora na wieści od Soni! Sunia ma się bardzo dobrze. Długo nie dawała się przekonać ale w końcu polubiła leżakowania na kanapie! Nie nadużywa tego przywileju ale za każdym razem kiedy dotrzymuje mi towarzystwa siedząc razem ze mną na kanapie, mój uśmiech się poszerza. Dzięki niej stałam się szczęśliwa! Jakiś czas temu zadrapala sobie brodę i musiała nosić kołnierz. Starałam jej się umilić ten dyskomfort, jak tylko mogłam co można zobaczyć na zdjęciu 🙂

To dzielny piesek, bardzo spokojnie, grzecznie znosiła zabiegi pana weterynarza. Przy każdym posiłku jej pyszczek wędruje wokół stołu, jest przy tym mega dużo śmiechu! Wciąż uwielbia sobie podjadac 🙂 Zauważyłam że lubi pluszaki, mam ich bardzo dużo i regularnie lądują w ząbkach Soni, hehe! Ma 3 ulubione, z czego jeden czeka na przeszycie głowy, a drugi operacje brzucha haha 😛 ach, zapomniałabym dodać.. Sonia potrafi się czołgać i świetnie jej to wychodzi!
No nic, kolacja już się uleżała w brzuszku, wiec trzeba zbierać się na spacer, aby spalić zbędne kalorie 😉
Pozdrawiamy z Sonią ekipę schroniska i przesyłamy mnóstwo buziaków dla wszystkich zwierzaków, i tych małych, i tych dużych :-*”

Cudownie, prawda?? Wszystko było w porządku!

Później tez były wieści! Że jest taka kochana, że idealna, że można z nią wszystko robić, bo nawet przy jedzeniu można jej wepchać rękę w miskę, ale za to domu pilnuje i byle kogo nie wpuści! I że potrafi pocieszyć, i że się słucha, bo nawet, jak sama hasa po podwórku, to jak tylko usłyszy swoje imię, to zaraz pędzi i jest przy nodze!

…do takich Przyjaciół się biegnie, ile sił w płuckach i łapkach…

Później otrzymaliśmy kiepskie wieści. Sonia nagle zachorowała i wylądowała na stole u psiowetów! Trzymaliśmy wszyscy kciuki, kiedy zdrowiała po operacji i odetchliśmy z wielką ulgą, że wraca do zdrowia, że ma się dobrze!

I nie wiecie nawet, jak bardzo się szczerzyliśmy w uśmiechach, kiedy Sonia, po 10 latach oglądania wciąż tych samych ścieżek w lesie… Zobaczyła morze… To taki basen, tylko nie widać drugiego brzegu i pić się wody z niego nie da, bo niedobra. Tak nasi mówili, bo przecież ja nigdy tam nie byłem. Sonia była jeszcze niedługo po operacji, więc miała fartuszek, który też służył za strój plażowy, żeby nie świeciła golizną na piachu! Patrzcie…

Cudownie i psiekstra! Tak się jej poszczęściło, po tylu latach czekania na prawdziwych Przyjaciół! Z takimi Dwunożnymi można przemierzać plażę, góry, jeziora przepływać, w ogień skoczyć! Na takich czeka się całe życie…

Dosłownie…

Sonia w samym schronisku czekała 10 lat… Całe swoje życie… Takich Przyjaciół na dobre i złe, i na zawsze-zawsze miała właściwie… na chwilę… ale jaka to piękna „chwila”…

…….

…kilka dni temu dostaliśmy taką wiadomość…

„Dziś Sonia, w pogoni za ulubiona piłeczką, przekroczyła tęczowy most. Od czerwca jej stan zdrowia nie był już taki jaki powinien być. Wszystko zaczęło się od guza na sledzionie. Po operacji doszła do siebie, jednak organizm nie pracował juz tak, jak powinien ale piesek był pełni sił. Po jakimś czasie wyniki krwi Soni były na granicy normy. Groziła jej transfuzja krwi, brakowało śledziony, która wytwarzala coś potrzebnego do poprawy wyników. Na szczęście leki i odpowiednia dieta wystarczyły, by stan zdrowia pieska się unormowal. Dostawała leki wzmacniające wątrobę wszystko miało być już tak pięknie, lecz z dnia na dzień wystąpił niedowlad tylnych kończyn. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, by znów mogła biegać, ale leki nie pomagały, całkiem straciła czucie w łapkach. Ze łzami w oczach patrzyłam, jak próbuje wstać a nie może. Jadła tylko z ręki. Na domiar złego zachorowało też serce, pojawiły się trudności z oddychaniem, bardzo się męczyła przez to, że dyszała. Nie dawało jej to spać już w ostatnie dni.

 

Bardzo będzie mi jej brakować. Szkoda, że tylko rok spedziłysmy razem, ale dla mnie był to rok najpiękniejszych wrażeń, spacerów, zabawy. Sonia była wyjątkowym zwierzakiem. Z żadnym pupilem nie byłam nigdy tak zżyta jak z Sonią. To była trudna decyzja, ale wydaje mi się, że jedyna słuszna, bo nie zasłużyła, by dłużej cierpieć. Teraz na pewno będzie szczęśliwa, będzie biegać i spacerować, będzie robić to, co kochała, a tutaj łapki jej na to nie pozwalały. Wiem ze jakiś czas przed adopcja odszedł jej przyjaciel, Hedziu. Teraz znów będą mogli spędzać wspólnie czas…”

Właśnie o takich Przyjacielach marzymy całe schroniskowe życie… Sonia całe życie nadrobiła w jeden rok. Z jednej strony mam nadzieję, że o nas wszystkich nie zapomniała, ale z drugiej mam nadzieje, że jednak zapomniała, że całe jej serce i myśli wypełnił DOM, taki najprawdziwszy, najwspanialszy z najprawdziwszych i najwspanialszych.

Cieszymy się psiogromnie, że kiedy starość już odważniej do niej zapukała, to już miała tych najważniejszych Dwunożnych obok siebie i ona była dla kogoś najważniejsza. Nie była kolejnym zwierzakiem, który w schronisku żegnał się powoli ze zdrowiem, szansami na dom, a potem wszystkimi wokół…

Kolejne siwe kłaczki mogły już odważniej się pojawiać, bo przecież i tak była najpiękniejsza… Nie musiała już ich ukrywać i brudzić co rano piachem na spacerze, żeby nie pokazywać, że młodość już dawno się na nią obraziła…

(…tak naprawdę to Merry mi tutaj dyktuje zakończenie, bo ja tak ładnie nie umiem… co psiolaska, to jednak psiolaska…)

Soniowa Przyjaciółko… DZIĘKUJEMY.

Za każdy uśmiech, który pojawił się między Wami, za każdy poranek Soni z dala od schroniska, za każde spokojne drzemanie na naprawdę SWOIM miejscu, za ten ogrom ciepła i miłości, jaki na nią przelałaś, za to, że nie musiała się o nic martwić, więc w głowie zagościł spokój, za to, że mogła wypełnić swoje wierne serce i miała do kogo merdać, i wlepiać pełne miłości oczy…

Za to, że zdążyłaś….

Po prostu psiogromnie DZIĘKUJEMY.

Jeden komentarz

  1. SOnia miała szczęście i jej człowiek teź. Cudownie, źe przez ten krótki czas były szczęśliwe, obie.

Odpowiedz na „DanutaAnuluj pisanie odpowiedzi