Sprawują, procesują i wyrokują!

– Ares, przestań mi wstyd robić…

– Ale Dżoookej, przecież dobrze napisałem!

– Jak dobrze!? Jakie „sprawują”!? Że kto się sprawuje??

– Nie się, ale sprawują po prostu! O Pimpka sprawowali, a wczoraj o Żarka i Renka. WIEM, bo słyszałem. Wtedy łaziłeś przed Tygrysem i denerwowałeś małego staruszka, a ja wiedziałem, gdzie ucho przytknąć! Tylko wiesz co… ci dwunożni to są dziwni… Takie rzeczy plotą, że naprawdę zapomnę, że się nawróciłem na Dobrego Psa i chętnie bym obwarczał solidnie jednego i drugiego! Zaraz Ci opowiem… Znasz Pimpka?

– To małe, chude, co chodzi obok domku wolontariusza, jak jest ładna pogoda?

– Ten sam! Czytaciele może nie wiedzą, ale to ten:

– I co z nim?

– Z nim właśnie średnio, bo ostatnio do lecznicy trafił i wogóle niemłody już taki, wręcz rzekłbym, że już solidnie się u niego wiek jesieni…

– Ares! Ja nie o tym, ja się pytam, jak się ma do tematu!

– Aaaaa… Już opowiadam…

Nasi, jak odebrali Pimpka, to wyglądał tak…

W skrócie – nie jadł, bo mu nie dawali i nie pił też, bo też mu nie dawali. Bo nie. Bo jak się je i pije, to się wydala. A wtedy trzeba sprzątać, bo Pimpek na spacery nie wychodził. Jego pańciostwo szanowne mieli NA karmę (skoro mieli na te śmierduchy, którymi się zaciągają i na przeterminowaną wodę, po której jest weselej…), mieli nawet samą karmę! Ale nie dawali. Bo nie. Dawali tabletki, żeby tyle nie sikać. To, że ten pies tyle lat przeżył, to cud jakiś.

Nasi odebrali Pimpka i taki specjalny wniosek napisali, żeby to pańciostwo nie było bezkarne. Żeby jakoś odczuli to, że własnego psa prawie zagłodzili na śmierć we własnym mieszkaniu. I wiecie co… potem się nasi dowiedzieli, że ten, kto tam powinien właśnie oskarżać – prokturator, czy jakoś tak – stwierdził, że właściwie to owszem, wina jest, ale mała i on by jednak nie chciał oskarżać! Że umorżyć trzeba, czy coś! Nasi to się solidnie wkurzyli, bo jak to tak?! Jak to wina mała!? Jak Pimpek powinien ważyć tyle, co duży worek z karmą, a ważył tyle, co pół!? I że niby ta pańcia nigdy więcej nic takiego nie zrobi, więc to też świadczy o tym, że trzeba umorżyć! 

– Co ty gadasz, Ares! Jak to nigdy więcej nie zrobi i już?! To ja też mogę powiedzieć, że pójdę i temu prokturatorowi, koło w samochodzie oleję bezczelnie i nogawki skrócę własnymi zębami, ale kara mi się należeć nie będzie, bo obiecuję, że to ostatni raz! No święci psiejscy! I co, i co??

– Ach, nasi to mieli kilka planów, jak by tu się odwoływać w razie czego i wogóle, ale się okazało, że całą sprawę prowadziła prawdziwa psiędzina i zrozumiała ten cały absurd… Powiedziała, że żadnego umorżenia nie będzie, bo wina jest właśnie że DUŻA i koniec!

– Uff… i jaka kara??

– Będzie wiadomo za kilka tygodni… Znaczy JA wiem, ale nie mogę jeszcze powiedzieć, potem ci powiem na ucho… Nasi pochwalą się głośno, jak już będzie można…

– No dobra, a Żarek i Renek??

– Łooo, tutaj to dopiero się nasi nasłuchali rewelacji… 

Czytacielom przypomnę. To jest Żarek:

…a to jest Renek:

…Renek teraz wygląda niezwykle puchato i pięknie, ale jeszcze 9 miesięcy temu…

Zmarznięty do szpiku kości, zapchlony tak, że jakby się położył, to i tak by się przesuwał. 

…a Żarek…

     Z ogromnym guzem pod ogonem, obolały…

Nasi odebrali chłopaków, co już pisał ktoś tutaj na blogu. I tak samo, jak w przypadku Pimpka – napisali taki wniosek specjalny, żeby właściciel tak szybko nie zapomniał o swoich zwierzakach… Zwłaszcza, że na ich miejsce są już kolejne…

– JAK TO KOLEJNE???

– A no widzisz, Dżokej. Tak walczył i tak się nie zgadzał, że nasi odebrali te dwa, a trzy dni później już miał kolejne…Szkoda pisać…

W każdym razie wczoraj nasi byli sprawować w sprawie Żarka i Renka! Aaale się nasłuuuchaalliii….

Psiowet… taki psiowet, jak ze mnie chart… Psiowet powiedział, że dał maść i takie coś, czego się nie połyka, ale ma pod ogonem zniknąć… Tylko że to było nie na raczydło takie paskudne, jakie miał Żarek, ale na zupełnie inne choróbsko… Ale stwierdził, że przecież to i tak się wyleczyć nie da, więc można dawać tylko takie coś. …a widział guzy, jak jeszcze nie były jedną, wielką, bezkształtną masą. Mówił też, że takie psy podwórkowe to takie… inne są i to nie to samo co pies domowy, i że im nie trzeba takiego traktowania…

– Co ty gadasz, Ares!? Jak to inne??

– No widzisz… tak mówił… To nie wszystko jeszcze… On powiedział, że jak w miskach była woda zamarznięta, to przecież nie szkodzi, bo pies sobie poradzi bez problemu z tym, będzie sobie lizać!

– Jak to będzie lizać?! W zimie?? Żeby mu jęzor przymarzł!? Jak to w zimie, kiedy jest zimno, jeszcze lizać wodę zamiast się napić?! Toż to pół dnia można lizać i się zwierz nie naliże!

– Mi tego nie tłumacz… 

– Bo się zbuwlesrowałem! Psiowet jak ze mnie ciułała…

– No… ktoś tam też powiedział, że pies to pies i nie ma co roztrząsać…. Nasi mi tego nie mówili, ale słyszałem sam, ja ucha mam dobre…

– A wyrok?? Był psiędzia czy taki zwyklejszy sędzia?

– Jeszcze nie ma wyroku, dopiero będzie, ale dalej nic nie wiadomo… Będą jeszcze przynajmniej raz sprawować. Trzeba czekać.

– Ech… nasi to mają nerwy…

– Też podziwiam… Ja to bym tam…

– ĆŚŚŚŚŚŚ!

– …a potem…

– Ares!

– Nic nie mówię… Idziemy spać, chodź ci tylko jeszcze powiem, co tam wyszło u Pimpka…

………

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)