Takie poranki się dzieją…

Poranki różne bywają. Nocami śnimy czasami, że latamy albo obgryzamy kosteczki, a obok leży góra kolejnych, albo że biegamy, ile sił w płuckach i łapkach za sierściuchami, własnymi ogonami, psiumplami, rowerami… Różne rzeczy się śnią. Czasami spać nie można, bo jakaś mechanlolia się w głowie uruchamia i przypomina się dom, jak kto miał jakiś kiedyś, albo tęsknota za miętkością i ciepełkiem posłanka… W budach ciepło, ale wiecie… Buda to buda, a posłanie czy fotel to posłanie i fotel… 

Przestrachanie, że w nocy psów ubyło jest u nas dość częste… Podchodzą nasi do kojca, a tu jedna buda pusta, a w drugiej tylko jedna kudłata głowa…

Kudłata głowa należy do Będka.

Będkowi właśnie dzisiaj mija rok odkąd mieszka w schronisku. Nie obchodzimy takich rocznic. Nic fajnego. Dla większości przynajmniej, bo jak któryś siedział w komórce ciemnej albo poczuł, jak ciężka może być noga dwunożnego i jak się potrafi boleśnie zamachnąć, to temu jest jednak u nas lepiej… Wracając do Będka – musiał mieć dom. Inaczej nie trafiłby taki wychuchany z sierścią idealnie zadbaną. Zwiał czyżby…? Nieśmiały taki bywa troszkę. Dziwne, bo terierowato wygląda, a takie to przebojowe są! Widocznie charakter ma po tym drugim rodzicielu, bo że gdzieś w genach terier jest, to pewne, ale co więcej? Nie wiadomo! Młody jest jeszcze, trzy lata ma. Całe życie przed nim! Oby ten dom znalazł się szybciej niż później…

Wracając do tematu jednego psa w dwupsim kojcu… Wystarczyło zacmoktać i zawołać iii oootooo….

No widzicie?? Razem raźniej, cieplej, lepiej się biega przez sen i chucha do ocieplenia budy… Ten czarny to Barcik.

On nawet jak miał dom, to musiał go stracić już dość dawno… Trafił do nas z wystającymi żeberkami i całkiem brzydkim okiem. Oko się na szczęście zagoiło na tyle, na ile mogło, a żeberka się schowały już trochę pod ciałkiem, ale domu jak nie było, tak nie ma… On jest taki całkiem do kochania, bo i sam nie widzi w dwunożnych nic, za co miałby ich nie lubić. Jak trzeba, to i przypomni o sobie na spacerze czy podczas przerwy! Na zdjęciach tylko taki nieśmiały, ale jak trzeba, to się pokazać potrafi. …tylko jego nie widzą… 

To nie koniec przestrachania! 

W tym kojcu też nie obyło się bez wołania! …tam zamiast psa był magiczny kocyk!

 

Funfel po prostu MUSI mieć jamnicze korzenie! I to nie tyle może do końca z wyglądu (chociaż w sumie też można się doszukać)…

…co z tego uwielbienia zakopywania się w kocyk! Funfel musiał być psem domowym, nie do końca mu ta buda odpowiada… Najczęściej w niej nie śpi wcale, kocyk jest najlepszym dla niego miejscem. A niebawem przyjdą prawdziwe chłody, jesień, plucha, zawierucha, zima… Co będzie z tym ciepłolubnym Funfelkiem…? Z psami różnie się dogaduje, ale każdy dwunożny jest jego kumplem. Z niego też taki psiumpel-Funfel! Nasi go ocenili na 7 lat, ale czy ma tyle, czy więcej…? Fafelki już takie białawe ma.. Mogliby ci jego dwunożni go wreszcie odnaleźć…

Nocami w schronisku robi się cicho. Zamykamy wszyscy oczy i albo cieszymy się spokojem, albo tęsknimy, dumamy nad kolejnym dniem… Czy będzie spacer, czy może wyjedziemy na zawsze i znów będziemy czyiś… Czasami jeszcze długo w noc opowiadamy sobie, jaki fajny był dzień, ile było spacerów, jakie długie, kto wlazł w krzaki i zaciągnął tam wolontariusza, kto się wywalił na prostej drodze, kto patyka nie złapał jak ostatnia psierota… Bywa zabawnie! …a czasami ci, którzy mieli domy snują opowieści, jak to jest być częścią super stada, w którym jest tak swojsko, kochająco, miziająco, rozrywkowo i bezpiecznie…

…a potem włazimy sobie nawzajem do bud czy posłanek, wtapiamy się w kocyki, wciskamy w kąty… Byle czuć coś blisko, ciepło…byle nikt nie słyszał, jak siorbiemy nosami i nie widział, że oczy nam się pocą…

Ares.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)