Dzień, jak co dzień

Tak, tak. Ja wiem, że w kalendarzu dzień zaznaczony na czerwono, że pewnie jesteście w rozjazdach, że rodzina, prezenty, ciepełko, radość…

Dla nas to dzień, jak każdy inny. Może dwunożnych będzie mniej do spacerów, albo wcale, i raczej nikt z nas do domu nie wyjedzie, za to ktoś nowy może przybędzie… Taki dzień był wczoraj, taki dziś jest i taki będzie jutro. Pozostaje nam czekać.

Pisałem, że dzień, jak co dzień.

Dla Maciejka to pierwsze takie dni, kiedy wszędzie słychać „wesołych!”, więc zaczyna się cieszyć, bo będzie wesoło, ale potem czeka i czeka, i czeka… I gdzie to wesołe?

Coraz ciszej tylko się robi i coraz smutniej, bo dwunożnych brak. Z psiumplem z kojca można się pobawić, chociaż tyle. Maciejek poczeka cierpliwie na jutro, może to jutro przyjdzie to „wesołe”?

Skoro już wrzuciłem jego zdjęcie, to i słów kilka napiszę. Nieduży z niego psiak, łapki ma krótkie, a łepek duży, a nos taki, że pewnie kanapkę z kilometra wyniucha! Ten nos już dobrze wolontariusze poznali, bo ganiają za Maciejkiem od krzaka do krzaka i zygzakami po ścieżce! Bywa, że ziąb na dworze, a on do budy nie włazi. Musi mu porządnie zadek zmarznąć, żeby się schować… Boi się, że w budzie nikt go nie zauważy może? Przyzwyczajony do spania na kocyku bardziej, w domu…

Guru też z ciekawością nasłuchuje okrzyków „Życzę spokojnych!”.

Bo w schronisku spokojnie jest właściwie w nocy, kiedy wszyscy zmęczeni dziennym szczekaniem pójdą spać… Nie każdy spać może, bo się w dzień wyspał, więc i nocą rozmowy bywają. Zapachów różnych miliardy, nie ma tego pięknego zapachu rodzinnego, czy chociażby swojego jeszcze na dokładkę… Jest zapach swój, jego, jej, ich, dziesiątek psów na około i tych, którzy byli tutaj przed nimi. Gdzie ten spokój?

Temu wilczemu owczarowi się w schronisku nie podoba zupełnie. Wściubia nos w drzwi kojca, próbuje się prześlizgnąć między nogami dwunożnych. On chce świat zwiedzać! On chce zapachy nowe poznawać, nowe miejsca, nowe ścieżki! Jemu szkoda czasu na schronisko, na siedzenie w kojcu. On jest gotowy łapa w nogę maszerować całe kilometry! A potem odpoczywać we własnych zapachach, w tym słynnym w te dni spokoju.

Babel najbardziej nasłuchuje, kiedy krzyczą „zdrowia!”. Jemu to potrzebne…

Jemu potrzebne to zdrowie bardzo. Innym też bardzo, ale jemu w porównaniu z niektórymi – bardziej. W Babelu zamieszkał ten chodzący do tyłu ze szczypcami. Nasi od razu to wyczuli, jak tylko Babel się pojawił… Skóra nijaka taka, chudy, taki dziwny był. Badania mu zrobili i TRACH! Raczydło. Od razu potraktowali go tak, jak na to zasługuje, czyli wlali w Babela pierwszą dawkę z worka prosto w łapę…. No i oby się wyniósł w cho….inkę…

Babel od początku mówił, że się mu w schronisku nie podoba. Źle się czuł, na około głośno, micha była reguralnie, ale na żadne przyjaźnie z naszymi nie miał chęci najmniejszych. Dziwny taki był… Potem jednak zauważył, że on z zębami, a nasi z uśmiechem. On z warkiem idzie, a nasi go za uchem drapią… Coś tu nie tak! Jak to on taki będzie niemiły, jak inni do niego z sercem! Nie chciał się jednak przyznać tak od razu, że źle robił, więc tak pomaluśku, pomaluśku, tu merdnął ogonkiem, tam spojrzał łaskawiej… Teraz już jest dużo lepiej. Mają nasi dar przekonywania!

Nam nie przeszkadza, że ten dzień jest jak co dzień. Znaczy nie będzie nam przeszkadzać, jeśli przyjdziecie i umilicie nam czas, jak każdego innego dnia. Sprawicie, że nie będzie nam smutno, że poczujemy się potrzebni. Bo jesteśmy Wam potrzebni, prawda…? Przyjdźcie i te święta faktycznie będą wesołe i zdrowsze, bo każdy spacer jest ważny! Będzie też Wam spokojniej w sercach, bo przecież będziecie wiedzieć, że zrobiliście COŚ dobrego. COŚ z wielkich liter, bo to nie jest byle jakie COŚ. To dzięki Wam mamy siłę merdać ogonami i mruczeć…

Niech to będzie dzień, jak co dzień, ze spacerami, zabawą, WAMI…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)