Nie dmuchaliśmy balonów…

Wczoraj było święto. Tak jakby nasze, ale bo ja wiem, czy jest co świętować? Czwartego kwietnia od kilku lat obchodzi się Dzień Bezdomnych Zwierząt. Czyli u nas tak ze kilka setek mogło świętować. Ale nie świętowaliśmy. Nie było balonów, nie było konfetti, nie było bufetu z przekąskami (a to mogłoby być i bez święta!). Każdy życzył sobie i innym, żeby to było ostatnim takim świętem.

Niektórzy są bezdomni tylko na chwilę, przyjeżdżają i niedługo potem wyjeżdżają ze swoimi dwunożnymi do swoich domów i swojego świata.

Jak chociażby taki mały kudłacz, co to trafił do nas niedawno całkiem…. Zadzwoniła dwunożna, że przybiegł do niej i co teraz? Nie ma nigdzie numeru telefonu czy adresu, właściciela nie widzi. No to jeden z naszych pojechał… Psa pod pachę zabrał, do schroniska powiózł przez miasto całe, jedna z naszych na kolanka zaraz wzięła i zobaczyła, że jest numer! Na obroży zapisany! Szybko zaczęła dzwonić do właścicielki, ale tak się pod ziemię zapadła czy jak… może w tunelu była…. nie odbierała w każdym razie. Za to jak już odebrała……. niech to Tyson kopnie, się nasi nasłuchaaaaliiii…. że dlaczego zabrany, że on mały, grzeczny, spokojny, że nikt go nie ukradnie, bo stary przecież (faktycznie, już się szykuje na tamten świat, ma całe 3 (TRZY) lata…), że ulica spokojna, to nic mu nie grozi (wiadomo, że na spokojnych ulicach nie jeżdżą samochody i nie biegają agresywne psy…)…. i że ta dwunożna była zaledwie kilka metrów obok, więc po co było psa zabierać. …wiecie co, była w biurze. Przyjrzałem się, nie wyglądała, jakby miała problemy z patrzeniem, więc JAK nie zauważyła, że jej pies się przykolegował do innej dwunożnej i jest z nią dłuższy czas czekając na wieeeeeeelkie, pomarańczowe, schroniskowe jeździdło….? Ale co ja tam wiem, jestem psem przecież… Mały kudłacz był bezdomny krótko, pewnie nawet już zapomniał…

Albo taka psiolaska jedna. Też się zagubiła gdzieś, jeszcze młode to i nie wie, że jak się jest owczarkiem, to najzwyczajniej nie wypada… W każdym razie przyjechała i też bardzo szybko się okazało, że jej szukają. Była tak odważna….. że ta nasza znów nie miała wyjścia, tylko wziąć tymczasową bezdomną zgubę na kolanka…… Tylko co innego, kiedy jest to mały kudłacz, który mi pod brzuchem przejdzie, a co innego, kiedy to jest… eee… wspominałem, że owczarek…?

Nie zejdzie i koniec. Tak będzie siedzieć, bo na kolankach to jednak bezpieczniej i nie tak straszno bardzo, jak na podłodze.

I wiecie co? …mnie nie chcieli tak potrzymać chociaż chwilę… Próbowałem wyglądać na przerażonego, ale jakoś tak nie zrobiłem wrażenia. Ech…

Na początku zawsze bezdomność przeraża. Jak ktoś z ciepłego domu trafił na ulicę, albo jak na spacerze się zgubił, to to przerażenie, że nagle nie ma obok tego ukochanego dwunożnego jest paraliżujące… A jak zwierzak miał takiego opiekuna, że aż na samą myśl kieł spod fafla zaczyna wystawać, i zwierzak trafia z brudu, głodu, bólu i bicia… to też jest strasznie, bo przecież jaka pewność, że w nowym miejscu tak nie będzie? Skoro nie zna się innego życia, tylko takie do niczego? Skąd wiedzieć, że może być lepiej…?

Historie mamy tak różne…

Luisa przyprowadził właściciel i uciekł jak tchórz ostatni…

Do Bena ktoś strzelał z wiatrówki, potem zwierz nie był już potrzebny…

Aron spał na betonie w komórce, jadł resztki, a ruchu miał tyle, ile pozwalał ciężki łańcuch…

Moko przywiązano do drzewa…

 

Misię chcieli dwunożni uśpić, bo miała wypadek i z uda miała zdartą skórę… (tak, z tego uda, co widać na zdjęciu… oszpecenie na całe życie nie do zaakceptowania…. (tak, sarkazm umiem!))

Kama żyła wiele lat w ciemnej komórce nie oglądając świata ani światła…

Dares miał umrzeć przy domu właścicieli przypięty tak, że nie mógł się nawet położyć…

Panki się zagubił i nie mógł znaleźć drogi do domu… albo to jego zgubiono…

Zoni dwunożny odszedł na zawsze i nie miał kto się nią zająć…

Babel też był przywiązany do drzewa….

 Westa sama przyszła do schroniska…

Agri urwał się z łańcucha… albo jego urwali, bo się go bali, czy jak i nie chcieli już trzymać agresora, którego pewnie sami tak wychowali…

Brutusowi nie dawano jeść i nie sprzątano u niego…

Refa też szwędała się od dłuższego czasu po jednej z miejscowości…

Maksymilian też miał być uśpiony z niewiadomego zupełnie powodu…

       

Tobiego przywiązano na klatce schodowej…

…różne te nasze historie. Na razie są jednak na tym samym etapie – wszyscy jesteśmy bezdomni…

Najważniejsze będą jednak zakończenia. Czy uda się zmienić adres? Czy staniemy się DOMNI? Bardzo byśmy chcieli być… Może i można się przyzwyczaić do tego schroniskowego życia, może i można przywyknąć do całego dobowego cyklu, potem do tygodniowego, potem się poznaje różne w różnych porach roku… Co nie znaczy, że nie przestajemy marzyć i śnić, co nie znaczy, że nie słuchamy opowieści o dobrych domach z otwartymi paszczami, a potem przed snem wyobrażamy sobie, jak leżymy przy dwunożnych i oni gładzą nasze miętkie sierście…

…marzy nam się domność…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)