Tak chodzili przez dzień długi, jedna chciała, nie chciał drugi!

Jak w bajce! W wierszu znaczy… Bo ja uczony jestem i wiem, że taki wiersz był. O czurawiu i żapli. …jakoś tak… Tam chodziło o to, że czuraw chciał się żapli oświadczyć, znaczy chciał ją za żonę brać, ale żapla nie chciała, a potem jednak stwierdzała, że w zasadzie, to czemu nie… i szła do czurawia, a ten z kolei się obrażał, że on już nie chce, więc żapla szła do siebie… a potem czuraw jednak chciał…. iiii taaak w kóóółkooo.

I tak to u nas też bywa. Na szczęście nie do końca, widocznie u nas mądrzejsze zwierzaki są! Całe szczęście, bo by się zanudziły na śmierć!

Przejdę może jednak do rzeczy. W przedszkolu mieszka Kirbi z Daresem. I z Robikiem, ale ten akurat udziału w historii dziś nie bierze. Kirbi to taka przystojna psiolaska:

Nieśmiała (myślałby kto!), chociaż jest ciutkę lepiej, ale jakoś dalej szału nie ma. Nie rzuca się z miłością na dwunożnych.

Dares to z kolei taki spory kundello:

Naprawdę jest spory, wagowo słuszny i niby wiek ma dwucyfrowy, ale kto z nim na spacer idzie, ten zaraz chce do biura lecieć i zgłaszać, że chyba się ktoś pomylił, bo więcej jak 6, no mooooożeeeeee 8 nie ma!

Kirbi z Daresem mieszkają sobie w jednej miejscówce. Mają ogrzewany pokój i własny wybieg. Prawdziwy apartament! Dywany, materace, kocyki, do bramy blisko, więc i one każdego widzą i każdy… no… każdy ma możliwość ich zobaczyć, ale pewnie nie każdy widzi… Bo inaczej już by może dawno wyjechały. W każdym razie miejscówka do pozazdroszczenia!

Dares mimo nieciekawej przeszłości (nie będę już przypominać, że jego pańciostwo najpierw go specjalnie zgubiło, potem przyjęli go z powrotem, bo miał czipa, ale niespecjalnie się ucieszyli na jego widok, więc naszych coś tknęło i jak zajechali na miejsce, to właściwie go uratowali od pewnej… no… no nie byłoby kogo ratować, jakby przyjechali jakiś czas później…) ….w każdym razie Dares mimo nieciekawej przeszłości bawić się lubi, o:

 

Michy są zbierane, więc Dares nie ma czym sobie szurać. Ma inne zabawki, ale micha to micha! Nudzi się wtedy, więc pewnego dnia w przypływie nadzwyczajnie dobrego humoru (bo i czym ma się martwić, tutaj nikt go nie przywiązuje na półmetrowym sznurku bez możliwości położenia się i bez jedzenia, o wodzie nie wspominając!) zaczął Kirbi do zabawy zachęcać!

Kirbi jednak…. jakoś tak… nooo z Dareesem…. niebardzo tak… Niezbyt jej się to podobało, bo on taki wielki i tak ją podgryzał jeszcze jak ostatni bezczel, i czy jej wogóle wypada z takim starszym, jak ona taka panienka…. Może też nienajmłodsza, ale… Przecież zawsze zgrywała taką nieśmiałą! I teraz cały jej imidż pójdzie w krzaki!

Podumała jednak… W sumie przecież każdego dnia to samo – micha, obchód, sprzątanie, micha, spać… Rozmowy o pogodzie, o pani w żółtej kurtce, co przeszła, o panu w krótkich spodniach, co niósł reklamówkę, o wycieczce, która akurat była… Tak sobie jeszcze Kirbi mówiła, że w sumie to zgrywanie poważnej żadnego domu jej nie przyniosło, a i nasi nigdy nikomu złego słowa nie powiedzieli, więc i śmiać się z niej nie będą!

…nie pamięta, kiedy ostatni raz się bawiła, i czy wogóle… ale stwierdziła, że spróbuje!

…Dares zgłupiał… O co chodzi tej psiolasce? Co to ma być? Skoki takie, podrygiwania… Nigdy nie widział czegoś takiego, się wygłupiać nie będzie, kto to widział!

…podumał jednak… W sumie to każdy się bawi jak umie… a może nie miała gdzie się nauczyć inaczej? …a może to właśnie on nie umie? I w zasadzie to co za różnica? Bawić się każdy może, trochę lepiej, niektórzy trochę gorzej, a że ma do wyboru Kirbi, która się bawi „na pchłę” i Robika, z którym strach, bo jeszcze by człowiek małą kluskę podeptał przypadkiem, to w sumie niech będzie już ta kirbiowa pchła!

I się zaczęło!

Miło było patrzeć!

Zawsze miło patrzeć, kiedy ktoś zapomina o tym, gdzie mieszka i że nie ma tak naprawdę z kim się cieszyć tą radością… Wiecie, jaki to widok, kiedy sierściuch czy psiak zaczyna bawić i się zapomina w tej beztrosce, a potem podnosi głowę i…. taka derozjentacja… bo nikt się na nich nie patrzy, nikt się nie cieszy z nimi, nie ma do kogo rzucić zabawki… są sami… To, co widać wtedy w oczach… …przecież wiem jak to jest, a bo to raz tak widziałem…? A bo to raz sam to poczułem…? Taka pustka…

Superaśnie, kiedy zwierzaki mogą się cieszyć ze sobą. Bo kiedy podnoszą głowy, widzą siebie nawzajem, widzą ucieszone oczy i szereg wyszczerzonych w uśmiechu zębów.

…nie czują tej przeraźliwej samotności, nie czują, jak radość ucieka jak powietrze z balonika….

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)