Zamknij oczy, przekrzyw głowę, spróbuj iść prosto…

– Areees, cho no tu!

– …znowu ktoś mnie woła, co za czasy, że mam tak biegać wszędzie na czyjeś zawołanie… O, Pikla, no cześć, co tam?

– Możesz mi te kudełki z oczów wziąć? Bo nic nie widzę…

– czekaj, czekaj… JUŻ. I jak?

– …dalej nic nie widzę!

– …Pikla…? Ale gdzie Ty masz oczy wogóle…?

– O psia stopa! Nie mam… Myślałam, że mi wzięły i odrosły, czy coś, a tam ciągle ich nie ma?

– …nie ma…

– Och, no nic to. To nie ma. To idę z powrotem drzemać.

…i poszła… PIKLA, UWAŻAJ!!! WIA….

BUM!

…DRO….

Echm… Przyzwyczajona jest, głowę już ma twardą…

Poza tym z taką ilością sierści to jej się całkiem amozyrtuje.

I tak przy okazji – ja już naprawdę nie wiem, jak mam zareklamować Piklę, żeby ktoś zechciał ją adoptować… Nie ma bidulka oczu, a chodzić lubi dużo i bez dwunożnych to wpadnie to na drzewo, to o korzeń się potknie… Stara się, jak może, ale echolokacji to jej się jednak nie uda wytworzyć w głowie, ale przecież jej tego nie powiem, niech nad tym pracuje, co ma innego do roboty, kiedy siedzi taka sama, samiuśka…..

Łepek jej się przekrzywił na jedną stronę, tak jakoś leniwie… Nasi mówią, że to zespół przedpsionkowy… czy jakoś tak… No i leczyli, leczyli, Tabletkowa biegała co rusz, psioweci zaglądali, nasi tańce odstawiali odczyniające i się cofło nawet, ale żeby tak całkiem, to chyba nie i nie ma żadnej gwarancji, że nie wróci… Nie ona jedyna z takim u nas, ale wszystkie inne widzą. Pikla nie.

Zamknij oczy, przekrzyw głowę i spróbuj iść prosto. Tak średnio się uda. Próbowałem. Tylko my możemy oczy otworzyć, ona nie. My widzimy przeszkody i możemy sobie samemu kopytkować przez las. Ona nie. Niewidome psy w domach mają mapę mieszkanka w małym palcu i trafiają w te jedyne, kochane, ciepłe ręce ot tak, na pamięć… Pikla nie…

Pikla domu nie ma, ani tych jedynych dwunożnych, ani miseczek własnych, tylko swoich, ani swojego na zawsze posłanka. Mieszka sama w takim pomieszczeniu jednym… Zaglądają do niej dwunożni, ale większość czasu siedzi tam sama, samiuśka, samiuteńka. Wyciąga nos do góry, czasami padnie na niego promień słońca, czasami przygrzeje w grzbiet, czasami usłyszy deszcz stukający w szyby, czasami piorun trzaśnie gdzieś niedaleko… Całkiem blisko psy szczekają, słychać rozmowy, czuć zapachy różne czasem…

…nie czuć jednak nikogo obok… Nikt nie pogładzi miękkiej sierści, nikt nie pocieszy, że będzie dobrze, nikt nie otuli kocykiem do snu, nikt nie powie „jesteś tylko moja i już nigdy nie dam ci się zgubić”… Pikla nie może zasnąć obok kogoś najważniejszego na świecie, nie może obudzić się i podreptać, żeby ogłosić, że już się wyspała i może by tak na spacer albo może by jedzonko dać… Pikla jest sama…

Czasami się zapomni, poderwie się, żeby biec do kogoś i już leci, już zaraz się wtuli…

BUM!

…ściana. I cisza… Nikogo nie było, to tylko jej się śniło, to jeszcze nie czas na spacer, jeszcze nie czas na sprzątanie, na jedzonko, na tabletki, jeszcze nie czas na przyjście dwunożnych…

Pikla w papierach ma już 9 lat, chociaż jakby tak nie patrzeć na wygląd, to dałbym ze 4 i to maks! Ona jest tak wesoła i tak nie lubi siedzieć w miejscu, że w życiu by nikt nie powiedział, że to już starsza psiolaska jest. I aż zajrzałem Tabletkowej przez ramię, żeby zerknąć, co jej tam jeszcze dolega, ale wyobraźcie sobie, że nic! Ten zespół ma, ale poza tym to nic. Prócz tego, że oczu nie ma, ale czy to wada jakaś…? Czy w związku z tym ma do końca swoich dni się obijać o schroniskowe ściany i oglądać… TFU! czuć dwunożnych tylko okaznojalnie z michą czy tabletką…?

Ja wiem, że ona spanielka jest, ja wiem, że one za dobrą sławą się czasami nie cieszą, ale choćbym do końca życia miał nigdy nie pogrzebać w kuble ze śmieciami – ja łapę dam sobie uciąć, że ona jest z tych najwspanialszych spanieli na świecie! Cierpliwa jest, grzeczna, za dwunożnymi przepada wprost!

…że trzeba uważać za nią na spacerach, bo ona ma takie ŁAŁ z tego przebierania kopytkami, że może wpaść na coś przypadkiem…? …że musi tabletki dostawać, żeby czuć się lepiej i żeby ten przedpsionkowy zespół nie wrócił…? …że marznąć nie może, bo jej się może pogłębić i wróci ten krzywy łepek…? Czy to taki duży problem w porównaniu z jej samotnością, ciągłym oczekiwaniem, rozczarowaniem, że ten kontakt taki krótki, że tak mało czuje dwunożnych, że jej na nos takie ciepełko pada, a ona i tak nie może z niego korzystać, bo nie ma z kim…?

I ciągłe szczekanie, rozmowy za ścianami, a ona nie ma do kogo się nawet uśmiechnąć, nie ma się o kogo otrzeć, kogo tknąć zimnym nosem, komu łepek pod rękę podstawić do głaskania…

Może i w domu też się obije nie raz i nie dwa. Co ja plotę, że może… Na pewno tak się stanie! Ale w końcu się rozezna, poza tym będzie mogła liczyć na pomoc… Ktoś rozmasuje obity łepek, podprowadzi do miseczek, pod nochal smaczka podetknie i powie „teraz leż tutaj, ja tutaj siedzę, tu jest moja noga, więc przytul futerko i tak sobie posiedzimy. Tobie nie będzie samotnie, mi też nie, będziemy już MY, potem pójdziemy na spacer, a jak będzie drzewo czy krawężnik, to się nie bój, wszystko powiem…”.

Pewnego dnia ktoś przyjdzie i zechce poznać Piklę… Powychodzi z nią na spacery, posiedzi z nią na kocyku, potem zabierze do domu… Tak będzie…

…prawda…? Czy to będzie tylko sen…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)