Przecież jesteśmy czyjeś! Mamy dowody!

Ileż to razy krzyczeli takie rzeczy wysiadając z samochodu! Że przecież mają na opaski szyjne, że sami by sobie ich nie założyli, więc są czyjeś i wcale nie bezdomne, że na pewno ktoś szuka, bo przecież opaski…

Opaska… tfu! …obroża to niestety nie wszystko, jak nie ma doczepionej do niej smyczy, na której końcu jest dwunożny… I wiadomo, że czasami trzeba odczepić smycz, żeby sobie pies pohasał, ale bez przesady, żeby ta wolność była aż tak wolna! Jak się uwalnia zwierzaka, to się patrzy, gdzie on jest, a jak lubi zwiewać, albo jeszcze nie wiemy, czy lubi, to można numer na obroży przyczepić, doczepić kawałek blaszki czy plastiku, czy czegokolwiek z jakimikolwiek namiarami na opiekuna! …a nie tak…

Z obrożą nie-byle-jaką przyjechał Szaj.

Taki wielkościowy średniak, ale wiekowo to całkiem młody! Nasi mówią, że ma rok raptem. Idealny, grzeczny pies! Ani nie ciągnie na spacerach, ani wyrywny nie jest jakiś, on doskonale wie, jak się spaceruje, żeby szyi nie urywało jemu ani ręki wolontariuszowi. W ogóle to on o sobie nie myśli, tylko właśnie o dwunożnym. Widać, że zagadać by chciał, zaczarować, zainteresować sobą na całego, byle wrócić z nim do domu, a nie do kojca… Pełna micha i buda to nie wszystko, żeby Szaj poczuł się szczęśliwie… Nie napisałem, gdzie go znaleźli! U nas, w naszym mieście, w jednym z parków latał w te i we wte, zupełnie nie wiedział, gdzie zgubił właścicieli… Mam nadzieję, że to tylko taki pech… Zawsze mam taką nadzieję…

(ach! Szaj pobiegł już do domu! Mój błąd, nie przeszedłem się przed napisaniem po wiacie…..)

Kabanos też zaobrożowany biegał po naszym mieście.

Co prawda na jego obroży nie dałoby się niczego napisać, bo była metalowa i w dodatku z kolcami… ale zawieszkę by można było spokojnie zawiesić! Kolce razem z całą resztą zostały zdjęte i umieszczone w najbezpieczniejszym miejscu i najodpowiedniejszym dla takich sprzętów – w kontenerze ze śmieciami. Kabanosowi się u nas nie podoba… Nie to, że warkoli czy coś, bo to bardzo grzeczny owczarek, ale zdecydowanie marzy o innym miejscu. I chudnie w oczach, a dostaje szamania tyle, że ja bym się najadł na twardo! A możliwości mam duże… Się stresuje chłopak chyba, nasi zresztą będą mu badania robić, czy może tam gdzieś w środku mu nie działa coś… Oby nie, ale jeśli się tego torcikami z wkładką od Tabletkowej nie da naprawić, to też kiepsko… Lekarstwem będzie jedynie dom, a gdzie jest jakiś dla Kabanosa…?

Teraz przedstawię psa na medal czyyyliii Medala:

Medal wygląda, jakby zmieniał upierzenie z pisklakowego na dorosłe…. Ktoś go strasznie zaniedbał, bo grzebienia nie widział bardzo dawno, a wiecie, jak taka skóra swędzi?? I dredy mu się podobiły… Ale i tak mu to uroku nie zabiera jakimś cudem. Znaczy on nie w moim typie, ale słyszałem, jak mówili przy jego kojcu, że taki ładny i szkoda, że taki zgubiony. Na psiolaski mu się zachciało iść, już ja wiem, i się zaszwędał za daleko i klops! Trop do domu zgubiony! Obrożę to on ma taką… podejrzaną… skórzana taka i porządna, ale nasi mówią, że to łańcuchowa. Naoglądali się u psów podwórkowych, często takie widać u nich. Czy to możliwe, żeby taki Medal był łańcuchowy…? Ciężko uwierzyć, ale w sumie już tyle się widziało… Może nie jest, może mieszka w domu, tylko tak ktoś zapomniał go wyczesać… Oby… Medal czeka na swojego dwunożnego w schronisku! …i patrzy tymi smutnymi ślipiami…

Jak myślicie, że tylko psy trafiają z ozdobnymi, właścicielskimi obrożami, to się mylicie! Oto Kuchcik:

Siedział sobie przy jednym z takich miejsc, z których pięęęęęknie pachnie jedzonkiem, ale zwykle zwierzaków nie wpuszczają. I Kuchcik właśnie sobie tak siedział, chociaż nie wiem, czy by chciał się do stolika przysiąść, bo tam same słodkie rzeczy dawali, a koty to ponoć niebardzo lubią. W każdym razie – siedział pod drzwiami. Ktoś ponoć widział, jak inny ktoś go wyganiał z domu oknem, aaaaleeee… Sierściuch obrożę ma ładną, zadbany też jest… Wierzyć się mi nie chce. Czeka chyba od przedwczoraj na właścicieli. Może już zauważyli, że go nie ma i już szukają, może jutro zadzwonią do schroniska i zapytają o szarego tygrysa z obróżką…? Oby! Oby ten scenariusz z oknem nie był prawdziwy!

Bo widzicie, tak w ogóle to z tymi kotami to jest tak, ze te domowe są też wychodzące… Dostają obróżki, żeby je nie mylić z bezdomnymi, a i tak dwunożni je zgarniają z ulic i przynoszą do schroniska. Ja nie mówię – jak zmarnowany kot i zagubiony, wciska się na kolana, do domu, to coś jest nie tak, to lepiej pomóc, wiadomo! Ale jak siedzi taki dumny sierściuch na ulicy, to taka śliska sprawa… Bo może siedzieć tam każdego dnia i to jego miejscówka i mieszka w pobliżu… Kiedyś leguralnie też przynosili do nas sierściucha, który coś miał z łapami. I legu… relug… regularnie odbierała go jego pańcia, bo kot był wychodzący, a że kiedyś po wypadku, to i girki miał dziwne. Tylko ten chyba nie miał obroży i nasi ciągle powtarzali, żeby chociaż mu założyła, to będzie wiadomo, że czyjś… Co prawda to też nie chroni przed wywiezieniem spod domu, więc nie wiem, może pisać tam „MIESZKAM ULICĘ DALEJ” albo co? No bo co, jeśli teraz ktoś zwierzaka nie odbierze, bo nie wie, że schronisko w mieście…? A są tacy.

Z sierściuchami to tak wygląda, że sobie mogę wędrować zupełnie samodzielnie. Psy tak niebardzo… Szybciej się gubią, czy jak, nie wiem, ale dwunożny zawsze ma wiedzieć, gdzie pies jego! Jak już go ze smyczy puszcza, to niech z oczu przynajmniej nie. I jak wie, że ma takiego uciekiniera i łapy psa świerzbią jak siedzi w miejscu, to niech mu chociaż przyczepi do obroży kawałek czegoś ze swoim numerem telefonu, albo niech mu wszczepi tę fasolkę taką, żeby nasi mogli od razu odczytać dane właściciela i każdemu będzie łatwiej.

…a nie tak, że potem siedzi tych zgub ze dwieście w kojcach i każdy z nich przekonuje każdego dnia na obchodzie, że przecież miał obrożę, więc czyjś jest, pańcio na pewno się denerwuje i trzeba go powiadomić!

…a nasi bardzo chętnie by dzwonili albo jeździli osobiście, ale dokąd…?

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)