„…bo są trochę podobne do mnie, ja je rozumiem…”

Nie tylko nam jest czasami źle. Nie tylko nas ktoś w życiu skrzywdził. Nie tylko w nas coś siedzi głęboko, głęboko… I wyjść nie chce, chociaż byśmy chcieli, żeby zniknęło na zawsze…

Podsłyszałem niedawno, jak jedna z naszych pytała się drugiej, co ją ciągnie do tych specjalnych psów, co to na świat patrzą bez merdania ogonami. To, że trzeba im pomóc, to oczywista oczywistość jest, ale tą naszą to ciągnie tak bardziej… Przesiaduje z nimi kojcach, godzinami czeka, aż raczą na nią spojrzeć… A ona nic, nie łamie się wcale, nie jest zła na nie, że mogłyby już przestać się wygupiać. Rozumie je… Tak właśnie powiedziała tej drugiej, że są tak trochę, jak ona, więc kiedy tak z nimi posiedzi, kiedy zobaczy te pierwsze nieśmiałe, malutkie, maluteńkie oznaki, że jakby jest mniej strasznie, to w niej samej nadzieja wraca…

Mało nie przymarzła do podłogi kojca, jak siedziała z Mirą.

Mira w jednym kącie, ta nasza w drugim. I siedziały tak obie trzęsąc się z zimna. Nawet się na siebie nie paczyły, tylko wzajemnie wsuchiwały w oddechy. Podczas tej godziny nie zdarzyło się pozornie nic. Pozornie, bo one rozumiały, jak bardzo im do siebie blisko…

Później siedziały już coraz bliżej i bliżej, aż wyszły na pierwszy spacer pełen wody na policzkach. Co znaczy takie zaufanie…? Opowiem. Mira pewnego dnia na spacerze się wysmyknęła z szelek komuś. Niektóre psy są miszczami… W każdym razie ta nasza też szukała Miry po lesie… i znalazły się! …wyobraźcie sobie, że psiolaska szła luzem, zupełnie bez ani kawałka sznurka trzymając się blisko, aż do samego schroniska… Pod bramką dała się wziąć na ręce i tak przytulona została zaniesiona do kojca. Bezcenne…

Nie inaczej było z Monsunem

Między nim, a ufnymi, zadowolonymi z życia psiumplami jest przepaść… Omijają go spacery, bo chociaż kudłacz z niego taki, że psiolaski wzdychają, to w jego łepku więcej wątpliwości niż kulek śniadaniowych we wszystkich miseczkach na raz.

…i ta nasza jego też rozumie…

…więc kiedy już Monsun zaczął na jej widok wychodzić z budy i witać ją tupaniem kopytkami…

…to wcale nie kryła, że pod powiekami pełno wody się zbierało. Każde merdnięcie ogonem, każde nieśmiałe ruszenie samą końcówką, włoskami czterema, każde spojrzenie prosto w oczy wywołuje kolejne morza słone wylewające się do samych butów. Tak jest.

Przy budzie Lili też trzeba było swoje odsiedzieć

Psiolaska z tych całkiem ładnych! …i z tych takich, co to wciąż nie potrafią zaufać ot tak…

…i ta nasza ją rozumie doskonale…

Później każda chwila z ociupiną zaufania więcej wywołuje kolejne wzrusze i szybsze bicia serc. Obu.

Przy niej nie muszą czuć się winne, że im nie wychodzi to cieszenie się życiem. Przy niej nie muszą zmuszać się do merdania ogonem i przymilania. Przy niej mogą pomału, pomaluśku przyzwyczajać się do jej obecności, mogą równać oddechy, mogą się przekonywać, że niczego się od nich nie chce… To od nich zależy, kiedy kolejny krok postawią, one czują, kiedy będą gotowe. Dopiero odbudują tą radość. Wszystko w swoim czasie.

Nie tylko te strachulce. Taki Topek… uroczy chłopak.

….ułożony…

…delikatny i potrafiący się zachować…

Na spacerze nikt by nie powiedział, że ma problemy i w schronisku mu ciężko. Psi ideał, pod jednym małym warunkiem – że innych psów nie ma obok. Potrzebna jest ciągła praca z nim, żeby mu pokazać, że nie trzeba się tak spalać na widok każdego innego czworonoga. I ta nasza z nim pracuje. Nie ma za złe tego burmuszenia się na innych. Wie, jak z nim rozmawiać, wie, jak dotrzeć. Widzi, że to działa. Powolutku, bardzo powolutku… ale działa. Topek zaczął ufać, zaczął wierzyć, że ona chce dla niego jak najlepiej, że wcale go nie ściemnia. Da się… każdy może mieć jakiś problem, a wspólnie łatwiej się zabrać. 

Ciągnie ją do takich skrzywionych trochę, bo i u niej nie było tak prosto. I to nawet nie tylko tak, że ona je uczy, że warto ufać. Każde ich ufniejsze spojrzenie sprawia, że i ona zaczyna wierzyć, że świat nie jest tylko taki bardzo zły… Jeśli one to potrafią, jeśli one przezwyciężają siebie, to i ona może…. da się…

Kiedy masz wątpliwości, czy przyjść do nas, bo Ci źle jakoś, albo się sam ze sobą dogadać nie możesz, poczebujesz posiedzieć w ciszy, boisz się pytań, bo możesz nie znaleźć odpowiedzi – ja Ci napiszę, że nasze towarzystwo będzie idealne. Nie bój się, że akurat dzisiaj nie masz nastroju na zabawę, że w głowie siedzi Ci problem i masz ochotę bardziej zaszyć się w sobie niż dwudziesty raz rzucać patyk. Mógłbym napisać, że my Cię zarazimy, odczarujemy, wepchniemy w Ciebie energię i tyle razy będziemy trącać nosem, że w końcu się uśmiechniesz. Mógłbym. Ale nie dziś. Bo dziś nic na siłę. Nie będę pisać, że będzie dobrze przecież. Po co taka presja, że musi być zaraz? Przecież wiem, że nie musi… Na wszystko musi przyjść pora.

Czasami Ciebie też trzeba powoli odczarowywać tak, jak niektórych z nas. Czasami do Ciebie też trzeba szukać klucza tak, jak do nas. Zamykasz się czasem w skorupce tak, jak my. Wiem przecież. Czuję.

Nie tylko Ty nam pomagasz. My Ciebie też możemy odmienić.

Spróbuj.

2 komentarze

  1. Psiaki w zielonogórskim schronisku mają ogromne szczęście, że taka „Ona” im się trafiła! 🙂
    Czworonogi potrafią dać tryliard razy więcej dobra, niż otaczający nas świat, który ciągle rzuca kłody pod nogi.

  2. Pięknie napisane….psy zarażają nas ludzi radością, optymizmem, uczą przyjaźni i miłości takiej prawdziwej, bezinteresownej.Potraficie nas odmienić.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)