Smutne oczy mam, w dwunożnych je wlepiam…

…takie ładne oczy, takie ładne oczy… w radiu ostatnio tak słyszałem. Może niekonieczne tak, ale jakoś podobnie. I kiedy nam smutno, kiedy nam źle, kiedy nas spotkały takie straszne rzeczy, kiedy mamy śmiałość w ogóle się spojrzeć na dwunożnych, to się tak smutno na nich paczymy i oni czasami uciekają (to nie nasi), a czasami (i to już nasi) robią wszystko, żeby było nam fajniej, chociaż trochę…

Maksimowi jego jedyny dwunożny odszedł na zawsze-zawsze….

Maksim pozostał na świecie samiuśki zupełnie… Przecież jakby ten dwunożny miał jakąś rodzinę, to ona by nigdy nie pozwoliła, że psisko trafiło do schroniska! Na pewno nie… I jak wyjaśnić, że teraz to będzie jego dom? Jak powiedzieć – czekaj, ktoś musi się zdecydować, żeby cię zabrać, bo nasi cię nie wypuszczą ot tak, żebyś go sam szukał. I Maksim czeka…. Mało rozumie z tego, ale co ma innego zrobić, musi tu mieszkać, inaczej nie będzie… Chyba że zdecydujesz się go adoptować…?

Zoom mieszka u nas od po-świąt.

Przyjechał właściwie dzień przed tą wojenną nocą i chyba go nikt nie szuka, czy jak…? Nie wiem, jak to możliwe, taki kawał kudłatego psa! Dwunożni zwykle się takimi zachwycają, a tu taki zupełnie opuszczony i smutny… Nawet, jak się uśmiecha:

…to i tak oczy nieszczególnie radosne, prawda? A on taki grzeczny! Nasi go obejrzeli z każdej strony i wcale mu to nie przeszkadzało! Wie, co to smycz, na spacerach idealnie, prezentuje się tak, że każdy się odwraca i zachwyty słychać z lewa i z prawa… Myślicie, że ktoś przyjedzie po Zooma…? Jego oczy będą wesołe kiedyś? Ale tak wesołe-wesołe-naprawdę, a nie byle jak, że tylko paszcza się cieszy, a jak się spojrzy w ślipia, to widać każdą rozterkę i zgryzotę…?

Nikon wcale nie chciał do nas przyjeżdżać!

Nasi musieli zostawić taką klatkę specjalną, co jak pies do niej włazi, to ta za nim się zamyka i tylko dwunożni mogą ją otworzyć. Nie było innego wyjścia, bo jak ledwo naszych widział, to zwiewał, aż się za nim kurzyło! Jak on tak, to nasi musieli go wziąć sposobem. Na szamanko to się każdy złapie. Prawie każdy. Nikon się złapał i było wielkie ufff! Ze strony Nikona mniejsze, ale trudno, kiedyś zrozumie, że tak lepiej. Droga może i będzie długa…

…ale już psiolontariusze z nim pracują i nie poddadzą się tak łatwo.

Krostek przyjechał ledwo jeden dzień przez Zoomem.

Napisać, że to mała kupka nieszczęścia, to jakoś tak maławo, wiecie?

Od kiedy się błąkał, nie wiadomo. Może na święta stał się za stary? Może na noc wojny gdzieś pańciostwo jechało i psiaka wypchli na zewnątrz, żeby poszukał szczęścia? A może to taka sierotka, że się zagubiła i ktoś go szuka zalany łzami? Ech… no to lepiej, żeby znalazł… Krostek jest chudziuśki taki, łysawy miejscami, ale nasi mówią, że to nic zaraźliwego, że to bardziej coś od środka może nie działa dobrze, jak u Pinia czy Krejzola. Wgapia się w każdego tymi swoimi wielkimi, smutnymi ślipiami czekając, aż pojawi się ktoś znajomy, kochany, z którym mieszkał te wszystkie lata… A tu nikogo…

Smutne oczy mamy i wlepiamy je w dwunożnych mając nadzieję, że coś się odmieni, że nagle powiedzą „już za chwilę będzie inaczej, jeszcze trochę i niczego nie trzeba będzie się bać” …. A my uwierzymy i w naszych ślipkach zaświeci się nadzieja… Tak będzie!

Tymczasem czekamy….

…na Ciebie też…

 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)