Czasem słońce, czasem deszcz!

Taka pogoda dziwna jest ostatnio, że nie wiadomo, czy szykować się na spacer, czy chować pod krzesła, bo przecież kto by się chciał moczyć! …znaczy są tacy, ale chyba mają jakoś niepoukładane między uszami… O nich jednak trochę później, bo teraz znów są ciepłe dni i mam coś ważnego do napisania.

Otóż.

Są takie psy, które muszą nosić namordniki. Trudno, jakoś je nerwy ponoszą czasami czy coś i tak jest po prostu lepiej. Niektóre coś zeżerają na spacerach i też muszą mieć ochraniacz, bo potem rewolucje takie w lelitkach się dzieją, że nie można nadążyć za potrzebami! …że tak to ujmę.

W każdym razie – czasami muszą wisieć na pyskach i trudno, nie ma co się kłócić. Chciałabym tutaj jednak uwagę zwrócić, że my, psy, nie chłodzimy się tak, jak dwunożni. Nie możemy się rozebrać, futra ściągnąć, trochę tam może łapkami z nas zejdzie, jeśli połazimy po chłodnej wodzie, ale tak najbardziej, najlepiej odcieplamy się wystawiając ozory i wypompowując z siebie gorące powietrze. Jak to się ma do namordników? Otóż to, że baaardzo często widzi się, że przez nie psy nie mogą pyska otwierać i przez to cierpią straszliwie! Jak ktoś powie, że to taaak cięęęężko znaaaleźć takie wielkie klatki na pysk, to ja powiem – źle szukasz!

Tyson ma pysk jak szuflada, a jak musiał ostatnio jechać na badania, to nie było gadania – namordnik być musiał. Tyson to Tyson… Złagodniał, po tylu latach to chyba każdy już zapomniał, o co się złości, ale jednak czasami, zwłaszcza u weterynarza, chwile słabości mogą mu się zdarzyć.

Gadam, gadam i żadnego zdjęcia! To teraz będzie, w dodatku bardzo na temat, bardzo proszę, Tyson z mordką jak szuflada, w namordniku szerokim na półtorej, wszystko się zmieściło:

Jak się chce, to można znaleźć! A widzicie te łapeczki poskładane na kolankach naszej? Cukierkowo!

Chociaż nie do końca… ech… Coś się ten nasz rekordzista kiepściej czuje, a jeszcze niedawno, jak robili mu badanka, to się właściwie okazało, że prawie jak nowy jest. Tyson mieszka u nas 11 lat, bez kilku miesięcy, sam ma może niewiele więcej, ale to i tak już ładny wiek…

Także wiecie, pamiętajcie, żeby pies mógł wystawić swobodnie ozór i oddychać paszczą! To ważne bardzo!

skoro już o ciepłym opowiedziałam, to teraz o mokrym.

…w czasie deszczu pieski się nudzą…?

Kto wypatrzy wszystkie? Z przodu z tymi nibygirami jest Pućka, za nią leży Biedul, a jak popatrzycie jeszcze bardziej z tyłu i na drugą stronę, to tam się wyleguje Dares.

Tutaj przelewa się Kajtek:

Co jakiś czas tylko  zerknął, czy aby na pewno dalej pada…?

Nudę i deszcz czasami najlepiej przespać, jak Brutus:

Ewentualnie poddać się drapanku….

A teraz dość o tych leniwcach, czas na takich, co to każdą chwilę wykorzystują na naukę!

W jeden z mokrzejszych dni na spacer wyszedł Perkoz…

…z koleżanką Szefcią:

Szefcię widać tak bardziej od zadniej strony, więc pokażę, jak się prezentuje z przodu, bo to warto jednak…

Potem by wyszło, że ktoś się o mało nie zakochał i o mały włos nie przybiegł do schroniska, aaaaleeeee nie widział, jak Szefcia wygląda i co… i by było na mnie. Także teraz już nie masz wymówek, z takimi uszami nie można nie być psiantastycznym!

Szefcia i Perkoz mieszkają sobie we dwójkę, bo to wiadomo, że raźniej, to i we dwójkę wychodzą. To, co widzieliście na tych zdjęciach wyżej, to wybieg nasz najwspanialszy na świecie, gdzie psiurki małe i duże mogą sobie gaaaaniaaaać z lewa na prawo i z prawa na lewo, i wzdłuż i w poprzek, jak chcą, tak biegają! Ta deska, co widać pod Szefcią, to już jest od bardzo dawna, a to jeździdło, co widzicie tam daleko, daleko, to jest od niedawna takie specjalne, co już nie jeździ i jeździć nie będzie, ale za to wolontariusze mogą niektórych oswajać z wsiadaniem. To ważne! Także widzicie, dla niektórych każda pogoda jest dobra! Ciepełko było, więc zaraz się wysychało pod dachem, a lepiej się wysuszyć pod ręczniczkiem niż wcale nie wyjść.

Mogłabym napisać, że czy słońce, czy deszcz jest, to mało ważne, bo tak czy siak nasi do nas przychodzą i spędzają z nami czas, ale to już taaak oklepane jest… Trąbię o tym w kółko, ale to się samo nasuwa przecież… Oni doskonale wiedzą, że czekamy, tęsknimy, przecież posiedzieć można z nami nawet, jak się iść nie da, poleżeć, jak kto ochotę ma, można sierście wyczesywać, można na przechadzki brać, jak ledwo tylko kropi, jak komu nie przeszkadza… Nasi są psiewspaniali i już! Wiesz, że też możesz naszym zostać i zmieniać nasz świat na lepsze…? Że nie wspomnę, że i na zawsze-zawsze chętnie wyfruniemy, jak się okaże, że jesteśmy stworzeni dla się!


I na koniec mały sprawdzian – jaki kaganiec musi być? Nieee…..zaaa….. nie za… co? Nieee zaaaa ciaaa….no? Wie ktoś? Taaak! NIE ZA CIASNY! Bo co musimy robić? Ziaaaaaa….co? Ziaaaa…. Taaaaak! ZIAJAĆ musimy! Tak jest!

W nagrodę, że tak świetnie to wiecie, daję najnowsze nasze zdjęcie, oto my – Stańka (pierwsza od tej strony, co zaczynacie czytać) i JA – Mitka (od strony tej drugiej).

Na posterunku! Nasi się w końcu na nas poznali i zrozumieli, że nikt nie utrzyma tak idealnego porządku w prezentach, jak my. Bo to posłanko, na którym leżeymy, co leży na drugim posłanku, to jest na regałach na prezenty! I WŁAŚNIE, że to NASZE jest posłanie, a nie że w darach i że wyfrunie na magazyn……… Musimy przypilnować, żeby zostało……. Teraz to się żadna kulka nie przeciśnie niezauważona!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)