Nie tylko na obrazkach jesteśmy idealni!

Właściwie to nic więcej nie muszę pisać, tylko to, co w temacie i od razu powinniście uwierzyć, a co! Przecież nie ma innej możliwości, skoro JA tak piszę… Nie byłoby jednak postu, a podejrzewam, że co najmniej kilkoro z Was czeka jednak na jakieś akapity, zdjęcia i takie tam.

To, że Frupi jest idealna, to wiedzieliśmy doskonale. Potem właściwie potwierdzenie to była tylko formalność…

Dziś mija rok razem, z tej okazji znowu przesyłamy kilka zdjęć. Frupi jest cudowna, to musiało być przeznaczenie, że trafiliśmy akurat na nią (a było tak, że przyjechaliśmy do Was poznać zupełnie innego psa). Jeździ z nami na wszystkie wyjazdy, razem przeszliśmy już setki kilometrów w różnych miastach, w górach, nad jeziorami – odmieniła nasze życie, a my jej 🙂

 To, że Cezar jest idealny, też wiedzieliśmy, ale że AŻ TAK?? Nie dość, że w każdej sytuacji się zachowa, że poczucie obowiązku ma, to jeszcze jest piśmienny! Wyczuwam ociupinę, kto był inspiracją i nie powiem, czuję się mile połechtana ohohohoho!

Witajcie kochani!!

To już 4 miesiące jak nic nie pisałem. Wybaczcie ale jestem taaaki zapracowany, że ciężko znaleźć chwilę dla siebie.

Otóż, jak pańcia zaczęła mnie prowadzać na działkę, to mi się tak tam spodobało, bo zadań mam bez liku! A to koty pogonię, a to ziemię przekopaną utwardzę własnym ciałem! A to pańci koca popilnuję, by nikt nie zajął! Taki to ja wielozadaniowy pieseł jestem!

Ale najbardziej, najodpowiedzialniejszą pracą było bycie ochroniarzem!!! Tak! Ochroniarzem!! Jak były święta…te, co to pańcia tak dużo jajek gotowała, to pańciu na działce duuużo szynki gotował… albo wędził… już sam nie wiem… ale najważniejsze, że jak skończył, to razem z pańcią poszliśmy tam po niego, by pomóc oczywiście przynieść te wszystkie pachnące, smakowite, soczyste… oj… hihi… szyneczki. Ja miałem za zadanie (najpierw miało być, że każdy będzie niósł po trochę, ale jak zobaczyli jak się oblizuję raz po raz, to zmienili zdanie…też coś!) iść z tyłu, tuż za szyne… yyy… pańciem i pilnować by koty go nie napadły! Zapach tych pysznych, soczystych, świeżutkich szyneczek leciał za nami aż do samego domu! Widzicie sami, jaka to odpowiedzialna praca była!

Pańcia mówi, że nie wie jak sobie radzili kiedy mnie nie było… wiadomo! he he

Jak nie chodzimy na działkę, to do parku lub lasu, ale coraz mniej już mi się chce i jak tylko widzę, że pańcia kieruje się właśnie tam, to ja sprytnie kieruneczek zmieniam :))) albo staję i osła udaję hihihi Pańcia się nie gniewa, choć czasem mówi na mnie leniuszku… :))

Jak  nie chodzimy na działkę, ani na dwór, to uprawiam leżing na balkonie, ale i tam nie śpię (czasem) tylko monitoruję, kto chodzi po moim podwórku!

A niech tylko jakiś obcy Burek przyjdzie i pod MÓJ krzaczek zechce zrobić to i owo… to… już ja mu tak nawtykam! Ale nie jak szajbus jakiś… nie, nie! Tylko szczekiem bardzo dostojnym w końcu Cezar mam na imię, a to zobowiązuje!! Nooo.. .chyba, że nie posłuchaaa, tooo…. :))

A tak ogólnie to zdrowy jestem, karmią mnie całkiem dobrze, dają pić i….no właśnie! I tu muszę się poskarżyć :((

Wiecie co mi pańcia wiosną zrobiła??  WYKĄPAŁA MNIE!!!! :((((

To był cios poniżej pasa!!! Ja się staram, pilnuję szyne…. yyy… pańcia, na działce pracuję a ona tak!!! Nie powiem… jak juz było po wszystkim, to nawet fajnie było! Tak przyjemnie, tak czysto… nawet bawić się chciało, gdyby nie to, że łapki się ślizgały :((

Tak na koniec już, bo się rozpisałem, chciałem życzyć wszystkim moim kuplom aby jak najszybciej znalazły swoich dwunożnych, takich super, super! Myślimy z pańcią o was często, jak możemy to pomagamy w różny sposób, gdyż nigdy ale to nigdy  o was nie zapomnimy!

Pozdrawiam was ja i pańcia!

I że tylko te dwa psy takie idealne i koniec? Wcale nie! Mamy na przykład Rulę, która miała okazję udowodnić, że jest taka super w dechę, ale cóż…… Nie jej wina, że znów u nas mieszka… Oto ona:

Może i wygląda groźnie, może i nie umie się uśmiechnąć promiennie ot tak do zdjęcia, ale czy to nie jest tym bardziej super, że to właśnie Wy będziecie wiedzieć, jak bardzo jest wyjątkowa…? A niech inni z daleka się boją! A niech odkrywają jej cudowność i niech będą zdziwieni! Jak ja ją zobaczyłam pierwszy raz, to tak właśnie pomyślałam, że oooohoooo, nie będzie łatwo! A tu pierwsze dni minęły, zaczęła wychodzić to tu, to tam, nasi ją do ludzi bardziej zaczęli wyciągać i nagle PSTRYK – pies ideał… Cierpliwa, grzeczna, można między dwunożnych ją zabrać, im więcej rąk do głaskania tym przyjemniej, uśmiechać się umie, na plecki wykładać też, czego jeszcze chcieć?

Nie pytajcie, dlaczego wróciła. Była idealna. Wszystko było idealne. W samochodzie – cudo, sama w domu zostawała – żadnego problemu. Żadnej jej winy nie było, żadnej…. Już na szczęście się nie smuci, przełknęła, potraktowała jako przygodę, co miała zrobić… Znów czeka na dom idealny…

Myślicie, że tylko psy takie, że od razu się wpasują? Ciężko to przyznać, to prawda, ale sierściuchy też…

Niedawno adoptowaliśmy kotka Sołtyska, postanowiliśmy zmienić mu imię które pasuje bardziej do jego łagodnego charakteru 🙂 Jego nowe imię to Tymon!

Kotek od razu po przyjeździe do domu i otworzeniu transportera poczuł że tutaj będzie jego nowy kochający dom!

Wyznaczył od razu gdzie będzie jego ulubione miejsce-to fotel który jest obok okna przez które ogląda sobie, co dzieje się na zewnątrz. Bardzo często, gdy przychodzimy do salonu pooglądać telewizje idzie razem z nami kładzie się na kolankach albo obok nas na kanapie i wspólnie oglądamy. Bardzo się cieszymy że mamy nowego członka rodziny którego od razu pokochaliśmy, a jeszcze bardziej cieszymy się z tego że daliśmy jakiemuś nieszczęśliwemu zwierzakowi nowy kochający dom!

Nie mam tutaj akurat przykładu sierściucha, który by wrócił, aaaaleee maaam… Burkota!

Dooobraaa, jestem pseeem, ale nie mogę nie napisać, że takich ócz nie widziałam u nikogo więcej! Mogłabym też przenośnią polecieć, że on tak bardzo lubi dwunożnych, że wlazłby na plecy…. ale on naprawdę jest w stanie wejść na kark, żeby być jeszcze bliżej… Taki jest właśnie Burkot i ponad rok już tak czaruje i się wciska każdemu, ale nikt nie powie „mój ci on będzie od dziś na zawsze!”. Teraz to w ogóle nikt tak nie powie, bo się u nas taki oberzydliwy ZARAZ zwany palelukopelnią (czy palnelulkopelmią….. piekielnie trudna nazwa!) rozpanoszył i nasi żadnych sierściuchów nie wydają do adopcji… ale jak już będzie można, jak już kociowetka da zielone światełko do tego, to adoptujcie Burkota, cooo…?

Muszę wspominać, że jak jeszcze wieści nie wysłaliście do nas, to mnie jest przykro bardzo, bo lubię (i nie tylko ja) je czytać…? Lubimy takie rzeczy, bo potem wyobrażamy sobie, że nasze domy też będą takie super… że też będziemy chodzić na działkę, będziemy wylegiwać się w trawie, a nawet, jeśli nie, to jednak w posłanku będziemy zasypiać swoim, a budzić nas będą głaski… Marzy nam się być takim ważnym, najważniejszym…..

Czeka Rula, czeka Burkot, czekają nas ze setki trzy… Niektórzy może trochę mniej idealni, ale tak samo do kochania, jak inni, i tak samo zasypiając w prawie takich samych budach czy klatkach wyobrażamy sobie, że już jutro będzie TEN dzień…

Jeden komentarz

  1. Interesting story thanks.

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)