…i kiedy myślisz, że szanse są maciupkie jak paproszek…

Oczywiście, że i nasi, i my trzymamy za nas wszystkich kciuki, żeby każdy do domu powędrował najlepszego i żeby został tam już do końca swoich dni. Choćby nie wiadomo, jakie strachajło to było, chociażby miało chęć większość dwunożnych po łydkach żreć, chociażby nie umiało się pokazać od tej najlepszej strony – zawsze gdzieś jednak chcielibyśmy to miejsce na ziemi mieć szczególne…

U niektórych szanse na dom są ogromne bardzo! Ktoś jest wybitnie uroczy, przymilusiński, uśmiechający się przy każdej okazji i właściwie od razu widać, że jakiś dwunożny zechce podarować mu siebie na zawsze. Bywa jednak i tak, że jakoś tak…. wiadomo, wierzymy bardzo, że ktoś się zakocha w takim szczególniejszym czterołapie, ale jednak…. a to łepek krzywy, a to nie wylatuje z merdającym ogonem, a to czasami warknie, bo ma swoje zdanie… Różnie bywa.

Krosby przyjechał do nas ponad rok temu. Znaczy najpierw psiowetów odwiedził, potem dopiero w specjalnym pancerzu z bandaży zaczął mieszkać w schronisku.

Potrąciło go jeździdło, a kierowiec średnio przejął się małym, wystraszonym czterołapkiem, patrzył tylko, czy się mu blacha nie zarysowała….. A niech mu zardzewieje! Krosby doszedł do siebie, odwinięto go z tego kaftanika, zaczął na spacerki chodzić normalne, ale do dwunożnych podchodził ostrożnie bardzo, nieśmiało wręcz, a jak któryś przypadkiem rękę podniósł, żeby się podrapać po głowie chociażby, to oczy Krosbiego robiły się jeszcze większe i jeszcze bardziej przestrachane… Ech, lepiej było nie pytać, co przeżył, ale te ślipia to miał chyba jedne z najsmutniejszych w schronisku!

Większość znała Krosbiego jako takiego właśnie ostrożnego nieśmiałka, który nie bardzo umie z dwunożnymi rozmawiać. Później się to powoli zmieniało, ale właściwie ten pierwszy moment to był zwykle niezbyt wylewny.

I nie wiem, co było najpierw… Czy to spojrzenie tej psiolontariuszki pierwsze ogrzało serce tego krzywego psiaka, czy to pod jego ogromnym i smutnym okiem otworzyła się malutka furtka do jej serca zanim w ogóle zdążyła zauważyć…?

Wiem jednak, że to dla niej rezerwował te najpiękniejsze, krzywe, bezzębne uśmiechy!

I to pod jej rękę najchętniej pchał krzywy, kościsty łepek…

…i to właśnie do niego chodziła po pracy, żeby wymiziać za wszystkie czasy!

…i żeby mógł pospać wtulony w dwunożnego, i żeby chociaż raz na jakiś czas mógł się przy nim obudzić…

I to jej pokazywał, że wcale nie jest starym psem!

…i że wcale nie jest takim nieśmiałkiem gburkowym, jak wszyscy myślą!

….a kiedy myślisz, że szanse takiego czterołapka szczególnej urody i nieśmiałości są małe jak paproszek…….

……to w schronisku zjawia się czarny pan na czterech krótkich girkach….

…i kiedy starsi panowie dwaj po dżentelmeńskim obwąchaniu idą na wspólną przechadzkę….

…i kiedy dowiadujesz się, że dwunożną tego czarnego siwopyszczastego jamnika jest TA psiolontariuszka….

………..już wiecie………..?

Nie będę klawiatury zużywać. To zdjęcie wyjaśni wszystko:

Teraz może być wzrusz, nie ma problemu, ja poczekam z pisaniem, chociaż na Waszym miejscu poczekałabym na kolejne zdjęcie. Bo widzicie, między tymi psiumplami z-już-jednego-domu to jest całkiem w porządalu, ale jeśli jednym z nich jest JAMNIK, w dodatku nastoletni, to musicie wiedzieć, że ta przyjaźń będzie mieć zupełnie inne prawa, chociaż z racji wieku to już czarnemu serdlowi nie chce aż tak bardzo kłócić. Jest dobrze do tego stopnia, że chłopaki niespecjalnie się przejmują, co jest czyje…

Krosbiemu lat ubyło co najmniej połowę!

A wiecie, że okazał się  tak mądry, że nie tylko psie zabawy opanowane ma? Te dwunożne też rozpykuje od razu! ….wręcz dosłownie…. Po prostu włazi w środek i po problemie, wiadomo, że wygrał, skoro zdmuchnął wszystkie guziki z planszy:

…a jak z tą psiolontariuszką? Myślicie, że spowszedniało? Że skoro są teraz już razem, to przeszła aż taka miłość, bo przecież skoro ciągle się widzą, to nie ma potrzeby?

To ja wrzucę zdjęcie z momentu powrotu jej do domu z pracy i niech to wystarczy za odpowiedź.     

Potrzebujecie jeszcze jakiegoś dowodu na to, że naprawdę zmieniacie czyjś świat? Że naprawdę ratujecie czyjeś serce? Życie? Niedługo zima… Będzie trudniej, wiesz…? Może brakuje Ci kogoś takiego, jak my… Może akurat się zastanawiasz… Przyjdź do schroniska, przejdź się po wiatach, porozmawiaj z naszymi. Podpowiedzą, a może sam dostrzeżesz wśród nas kogoś szczególniejszego…?

…..spróbuj….

…….żeby tych paproszków całkiem wiatr nie rozwiał……….

7 komentarzy

  1. To jest takie wzruszajace łezki same kapią

  2. A u mnie w domu już od 2 dni mieszka siedmiolatek ze schroniska-jest gruby jak serdelek,nieszczególnej urody(tak delikatnie można powiedzieć),kłóci się ze wszystkimi spotkanymi na spacerze psami,koty ściga z prędkością błyskawicy,i ciągłe domaga sie pieszczot…a miał być taki spokojny.Jest całkiem inny niż miał być..ale jest mój i tak już zostanie na zawsze!!!!

  3. Marzy mi się, by każdy jeden zwierzaczek miał tak cudowny dom!

  4. Przepięknie napisana przepiękna historia <3

  5. …no bo to jest tak że każda potworka znajdzie swojego amatorka…..to tak z żartu…no po prostu cudnie się zadziało oby większość nieśmiałych czy bardziej śmiałych czworonogów z naszego schronu miało po prostu szczęście i ufam że będą miały!!!!!!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)