…bo najważniejsze, to zdążyć nadrobić stracony czas…

List dostałam. Długi dość, ale ważny. Nie będę pisać nic na wstęp właściwie, po prostu polecam przeczytać.

Nie zdążyłam za jej życia, teraz mi się udało.

To był zły rok, trzy psy od nas odeszły. Najpierw Norek, hanys że Śląska.

Przyjechał do nas na tymczas, dożyć na miesiąc, dwa, a żył w zdrowiu 4 lata. Gdy odchodził, miał co najmniej 16. Przygotował nas na swoje odejście, chorował, słabł powolutku.

Za nim pobiegła Hepi.

Była z nami 5 dni. Lubiła wodę, więc nosiliśmy ją dwa razy dziennie na spacer nad jeziorko by zbiegając z górki do wody, mogła czuć się jak zdrowy pies. Wiedzieliśmy, że odejdzie za chwilę, choć nie przypuszczaliśmy, że tak szybko.

I Czarna.

Zdrowa, piękna, silna, „jak konie w galopie”. Nie dała nam szans na przygotowanie się na taką stratę. Odeszła nagle. Nocna wizyta u weta a rano nie ma już psa.

Została Zworka.

Zadowolona, że jest jedyna, najważniejsza i ma tylko dla siebie nas.

I my też potrzebowaliśmy czasu by opłakać nasze psy, przebyć żałobę. By nowe psy w naszym życiu nie były namiastką Czarnej czy Norka. By były dla nas sobą.

Zaczęliśmy myśleć o kolejnych psach. Byliśmy rozsądni, przewidujący. Mieliśmy plan. Duży  2-3letni pies do pracy i malutki staruszek na dożycie.

Paweł i Bartek z naszego schroniska zaczęli podchody. Miki i Raven.

To co, że mają po minimum 8 lat. To co, że oba duże, 6 lat w schronisku, weźcie, potrzebują, fajne psy.

No i poczucie przyzwoitości wzięło górę. Trzeba wziąć to weźmiemy. Oba.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. To nie były wymarzone psy.

Pierwsze wspólne spacery – psy podchodzą od tyłu, tylko powąchać i w nogi. Zwłaszcza Raven. Boją się mojego męża. Nie znają samochodu, boją się ludzi. Raven ucieka przy nagłych ruchach, dźwiękach dla nas zwykłych domowych, nie zna ich. Przyjeżdżają znajomi z dziećmi. Wita się z nami kolejny strach Ravenki. Panicznie boi się dzieci. A teraz wielkie wejście robi Lesiek.

Niecałe dwa tygodnie po adopcji psiego dwupaku mamy znajdę. Skóra i kości i kleszcze, ale ładny, czekoladowy, z obrożą więc na pewno znajdziemy właściciela. Po trzech miesiącach decyzja, skoro nikt go nie chce to zostaje.

I tak zamiast dwóch, adoptowaliśmy trzy psy.

Zworka ich w końcu polubiła, zaakceptowała, Lesiu przytył, Miki od razu był u siebie a Raven pochodziła do każdego gościa na naszym podwórku po głaski.

Nie ma z nami Raven. Odeszła kilka dni temu. W domu zostały trzy psy, i nagle trzy to tak strasznie malutko. Była z nami dwa i pół roku. Nie oddalibyśmy żadnej z przeżytych wspólnie chwil. Nie żałujemy żadnej kupy w pokoju zrobionej ze strachu, żadnego osikanego mebla.

Miała złamany kieł, w nocy zajmowała pół łóżka i wbijała te swoje długie giry nam w plecy. Do końca bała się dzieci i nagłych dźwięków. Szczekała pod bramą na przechodniów, lubiła tarzać się w kupach i lizać po rękach ludzi, właśnie w takiej kolejności. Zjadła zawsze pierwsza z całej czwórki.

Kradła jedzenie z garnków, na tych długich nogach wszędzie sięgała i wszędzie mieściła ten szpiczasty nos.

Nie wiem czy zdecydujemy się by dołączyć kolejnego psa do naszego stada. Na pewno jeszcze nie teraz.

Raven bez Mikiego nie dała by sobie rady. Był dla niej wsparciem, jej odwagą, jej bezpieczeństwem. Zostawiła go nam. Zadbamy o niego.

Wychodzi na to, że najlepiej adoptować nie dwa, a trzy psy. I to tylko pod warunkiem, że jednego masz już w domu.

Dziękujemy za te wspólne lata Bartkowi i Pawłowi. Wiercili mi dziurę w brzuchu o te psy. Dzięki Panowie.

…ledwo teraz widzę cokolwiek czekajcie, niech w sierść Diega się wytrę…

…już.

….Hepi mieszkała u nas kiedyś, nawet w biurze. Gdyby nie ci Dwunożni, to odeszłaby tak bardzo smutna, jaką ją oglądaliśmy na co dzień. Miki i Raven właśnie w naszym schronisku spędzili te wszystkie lata przed adopcją. Przecież gdyby wtedy nie padła ta decyzja „bierzemy”, to nikt inny w żadnym innym czasie by tego nie powiedział… Dwa czarne psy, do wzięcia tylko w parze, bo ona bez niego nie da rady, do tego naucz zaufania, zrozum lęk, ćwicz… A w życiu… To była jedyna szansa…

Udało się jednak, wszyscy nadrobili ten stracony czas, a o ile się dobrze orientuję (a nie mam sobie w tej kwestii nic do zarzucenia), to po miliardokroć im się to udało… W tym Domu nie da się inaczej, to Dom prawdziwie czterołapnie magiczny… I to ja Wam za niego dziękuję…

Jeden komentarz

  1. Dziękuję ❤❤❤❤💙💙💙☉💙💙

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)