Dekadenckie sierściuchy.

Stańka, kiedy usłyszała, że chcę pisać o dekadenckich kotach, to zapytała, czy wiem, co to znaczy. Powiedziałam, że oczywiście, że wiem, i że przecież skoro lat 10 to dekada, to zwierzak, który ma lat 10, jest dekadencki, tak? Jaaak Staańka to usłyszaałaa… To przecież się tak zaczęła śmiać, że musiałam ją wyrzucić z biura, potem w ogóle z budynku, a echo się niosło i niosło, i… niosło… O co jej chodziło?? Zazdrości pewnie takiej wiedzy.

Cóż, lećmy z tematem!

Jak już wspomniane w temacie i później, będzie dziś o sierściuchach, którym nasi wpisali już wiek dwucyfrowy.

Przedziałek nie dość, że jest stary, to jeszcze oczy mu się rozjeżdżają, o:

Giry ma brudne na zdjęciu, ale widocznie nie miał, kiedy umyć, tak wyszło, już ma pewnie ładne. Nie ma co patrzeć jednak na takie niedoskonałości nieduże, skoro ma się przed sobą całkiem doskonałego sierściucha! Ten to uwielbia dwunożnych przeogromnie, ale nie tylko ich, bo z każdym innym sierściuchem by się chętnie zakolegowywał, taki towarzyski jest. Kto by się spodziewał, ale do nas to takie oryginały trafiają, że już powinno przestać dziwić cokolwiek. Także nie patrzcie na wiek, na zeza, na brudne giry, ale poczujcie miętkę to Przedziałka i zabierajcie do domu!

Czas na ostatniego dziś (chyba) dekadenta – Primusa.

Zgarnęli go z chodnika, bo leżał i nie bardzo miał siłę i chęć się podnieść. Okazało się, że właściwie to… był głodny, musiał długo nie jeść i tak z niego życie uszło prawie. Dostał pełną michę, zeżarł z apetytem iiii postanowił podziękować serenadą.

Pośpiewać sobie lubi, dwunożnych uwielbia, ale jak coś mu się nie spodoba, to też pokaże, łapą trąci, ale nie jakoś tak brzydko, tylko z kulturą acz stanowczo. Niejedną przygodę już ma za sobą, niejedno widział, to wie doskonale, co mu się należy, co nie, w michę sobie dmuchać nie da. Jest idealny dla tych, którzy chcą towarzystwa, ale niekoniecznie nachalnego, chociaż Primus pewnie nieraz do rozmowy zaprosi.

Hm… teraz nie wiem, czy Gru..ee…Helenka się zalicza do grona dekadentów, ale może? W każdym razie czy zalicza się, czy nie, to i tak ją pokażę, bo przecież takich oczu W ŻYCIU nie widzieliście!

Prawda?? Helenka mieszkała na dachu (nasi mówią na nią Gruba, ale jak raz ktoś tak próbował o niej napisać, to mało klawiatury nie wydrapała, więc została na potrzeby bloga Helenką – sama chciała). Już tam chyba nie wróci, coś jej się zdrowie zepsuło… Na szczęście stała się dość miła, poza tym zrozumiała, że dach teraz będzie mniej dla niej bezpieczny.

Pamiętajcie, że nie tylko młodziaki skaczące po firankach mieszkają w naszym schronisku, ale też starsze, które z chęcią dotrzymają towarzystwa w spokoju, wygrzewając się na słońcu, odgniatając kolana… Śpiewając ewentualnie. Na pewno są dla tych sierściuchów gdzieś domy. Na pewno ich mieszkańcy już powoli dojrzewają do tego, żeby przyjąć takiego zwierza pod swój dach i na parapet. Czekamy… Tylko niech nie zwlekają zbyt długo…


PeeS. Na koniec kilka zdjęć dziadzia Diega z młodszymi dwunożnymi, którzy mieli zresztą swoje święto wczoraj, a przedwczoraj spotkali się na festynie. Cała ta szkoła się angażuje w pomoc właśnie nam, więc nie mogło zabraknąć stoiska przypominającego o adopcjach:

Ci dwunożni mniejsi to zrobili nawet zabawki dla psów i kotów, i każdy mógł sobie takie wziąć wrzucając monetkę czy dwie, dostawali za to też medal. Co za cudowny pomysł!

Diego oczywiście godnie reprezenterował schronisko dając się głaskać z każdej strony.

Z każdej.

I za to, że był taki dzielny i cierpliwy, też dostał medal!

Wisi przy jego karcie w biurze, dumny jest z niego, jak nie wiem, co!

DZIĘKUJEMY! 

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)