…kiedy strach wychodzi oczami…

Różne do nas zwierzaki przyjeżdżają. Oczywiście, że się powtarzam! Ale dopóki wszyscy dwunożni na świecie tego nie przyswoją, to powtarzać będę! Każdy z nas ma swoją historię, każdy już trochę przeżył, niektórzy kanapowo, inni łańcuchowo, niektórzy się nie dają i dzielnie biegną przez życie, a inni… ale o nich za chwilę.

Werbena pewnie została porzucona. Może i nie, może i zaraz jej dwunożnemu się przykro zrobi, ale prawda jest taka, że już dobre kilka dni nikt o nią nie pyta.

Psiolaska biegała po drodze między miejscowościami kawałek od nas. Sama się nagle pośrodku niczego nie znalazła… Widać po niej, że miała dom, że o nią dbano, bo i futerko błyszczące, i w ogóle cała jest taka bardzo domowa, ale u nas w kojcową musiała się zamienić.  Dzielnie się trzyma i nic a nic nie zapomniała o manierach i grzeczności. Musicie wiedzieć, że ona uczona jest i wie co to smycz, i w ogóle niech żałują ci, którzy ją „zgubili”… A może i się znajdą, może faktycznie uciekła…? Obym się myliła, że to było specjalnie. Tak to się zawsze mogę mylić…

Albo Turbina.

Szwędała się kilka dni po jakiejś małej mieścinie, no to przecież niemożliwe też, żeby przyjechała tam hulajgirą czy żeby uciekła z jakiegoś domu i nie potrafiła znaleźć drogi do domu albo by nikt jej nie szukał. Podejrzane….. aaallleeee mogę się mylić. Turbina w oczach ma miłość do dwunożnych, uwielbia ich od pierwszego wejrzenia! Znaczy najpierw to się skleja z podłogą, ale jak już oczy wzniesie do góry i okaże się, że tam stoi jak najbardziej uśmiechnięty i pełen psiempatii dwunożny, to już ogonek merda, już na kolana się pcha, już jest cudnie! Radzi sobie, musi…

…ale są tacy, którzy mimo wszystko nie potrafią i tu właśnie zaczyna się temat…

Gerapio przyjechał do nas przerażony tak, że mu strach właśnie wychodzi oczami…

Ogon przykleja do brzucha, rzuca tymi ślipiami na prawo i lewo, a jak ktoś coś od niego chce, rękę nie daj doże wyciągnie, to już piszczy ze strachu, bo krzywda pewna go czeka… Od dwóch miesięcy u nas mieszka i jakoś nikt nie chce się do niego przyznać, chociaż może to i lepiej… ale wolałabym się mylić…

Albo Huba. Malutka kupka staruszkowego już trochę nieszczęścia.

Siedziała przy drodze zupełnie zagubiona i przerażona i do nas z takimi wielkimi ślipiami przyjechała. Nasi mówią, że nie miała w życiu łatwo, ale ja tam z nią nie gadałam, może lepiej do tego nie wracać… Lat ma już naście, zębiszcza krzywe, aż moje własne mnie bolą i tak bardzo potrzebuje spokojniejszego miejsca…

Mozarellę łapano kilka dni. Nie dawała się. W końcu jednej z naszych się udało (wiadomo!), zapakowała ona psiolaskę do jeździdła….. a ta chyba z tej całej radości, że w końcu jest bezpieczna, postanowiła przykleić się do tej naszej i tak jechać do schroniska:

Wiadomo, że bezpieczeństwo przede wszystkim, więc trzeba było przeprowadzić poważną rozmowę i tak oto Mozarella dojechała jednak kurturalnie na siedzonku do nas, aaale… spójrzcie tylko na te ślipia…

…tak jakby wciąż jej się jakieś straszne obrazy przed oczami przewijały… Dramat! Minęło kilka dni, a tu nijak lepiej, to już zdjęcie u nas: 

Świata nie zna wcale. Ani smyczka, ani szeleczki, ani jeździdła nie zna zupełnie. Gdzie to się uchowało? Dwunożnych jednak zna, bo nic a nic się nie boi i ufa bardzo, że nic jej nie grozi, bo dała się zbadać psiowetce, kleszcze dała sobie powyciągać, na ręce można ją wziąć, jest bardzo grzeczna. …ale gdzie mieszkała…? I co się działo przed jej oczami…?

Napisałam tak krótko o nich, bo u każdego mogłabym napisać to samo – co je spotkało…? Co im zrobiono…? Czy to „tylko” strach przed nowym, czy przyjechały z domowych kanap i ramion ich dwunożnych…? Czy może tak je skrzywdzono, że myślą, że te straszne rzeczy znów będą się dziać…? Może „czekają” na krzyk czy podniesioną rękę, która wcale nie będzie głaskać…? Chyba najbardziej ze wszystkiego chciałabym się mylić, ale nie zagadam do nich, bo nie daj doże coś się im przypomni i co? A po co? Niech odpoczywają, niech im strach ucieka zza oczu, niech już ich tam nie wyłupia, niech mają spokój w głowach…

SAMO SIĘ nie zrobi, zawsze to powtarzam.

…potrzebni jesteście, wiecie…?

Jeden komentarz

  1. 🌻💚💙☘💙☘🌻🌻

Odpowiedz na „AnonimAnuluj pisanie odpowiedzi