Gdzie się podziały miętkie kudełki?

Dwunożni to mawiają, że fajnie sobie wpleść palce w miętkie kudełki. Fajnie, jak się da… Z czasem przestaje się dać i jak nikt z tym nic nie robi, to dzieje się prawdziwy dramat.

Całkiem niedawno temu trafiło do nas… to:

Znaczy coś… widać, że pies, bo i zęby ma, i nos, i nawet cztery łapy widać… Takie trochę… sztywne, ale ma. Cały taki sztywny, poklejony, do skóry to nic a nic nie można było się dostać.

…i plecki…

W naszym mieście jest takie miejsce, które przyjmuje takie nasze skudłacone bardziej lub mniej zwierzątka i doprowadza je do ładu. Nie raz i nie dwa już poratowała te nasze biedaki, ale coś takiego chyba się tam jeszcze nie trafiło, a przynajmniej nie od nas… Tu macie zdjęcie kolejne, już stamtąd.

Niestety nie udało się za jednym razem go doprowadzić do porządku, aż tak było źle… Wrócił do nas obrobiony do połowy, bo i sam by się namęczył, i wszyscy na około, a jeszcze kolejne psy czekały przecież, ale co się odwlecze… to wiecie. No i pojechał Komiks na dokończenie dzieła iiii otóż i on:

Co za psiewspaniały, dumny pies, prawda?? Teraz wreszcie go można przytulać bez przeszkód, że się ktoś do niego przyklei! Nasi to tam się nie przejmują i każdego miziają, bo przecież każdemu się należy, ale teraz to przyjemniej. Komiksowi wreszcie jest chłodno i nieswędząco, pozostałe problemy się też rozwiąże, bo zdaje się, że oczom się oberwało też od tego brudu, ale będzie dobrze. Z naszymi na pewno.

Jeszcze wcześniej niż Komiks, przyjechał do nas Stefciu. Szybko się za niego wzięli i tutaj, jak się dobrze przyjrzycie, to zobaczycie psa iiii to, co miał na sobie…

Wygląda, jakby nasi to przynieśli z połowy schroniska, wiem, ale musicie mi uwierzyć, że to wszystko z jednego Stefcia, a czy JA Was kiedyś okłamałam?? Właśnie. Stefciu jest taki prawie całkiem rasowym su-szi, ale jakimś cudem nie było wcale nie było po niego kolejki. Znaczy ja wiem, jakim cudem… Chory jest… I widzicie, dwunożni chcą adoptować rasowca, a nie potrzebującego biedaka, taka prawda. Futrzak zamieszkał z Derlikiem i nasi mieli na niego oko właściwie całą dobę, mogli sobie ich apartament oglądać na monitorku, o:

Wiem, że pewnie widzicie tylko Derlika, ale zapewniam, że przy jego głowie na kremowym kocyku leży właśnie kremowy Stefciu, a żebyście już tak całkiem mogli sobie go zobaczyć, to bardzo proszę:

Nic już więcej o nim nie napiszę, booo… wyjechał wreszcie do domu! Ktoś jednak pokochał go nie za to, że będzie pięknym futerkiem do pochwalenia się… Znaczy będzie i będzie można się chwalić, że ma się najlepszego na świecie psiumpla, ale poza tym będzie się o niego dbać tak, jak na to zasługuje.

Manu przyjechał do nas właściwie w całkiem niezłym stanie kudełkowym, ale że też trzeba dbać o jego sierście, to mi pasuje do tematu, bo jak to tak – napisać tylko o dwóch psach?

Manu jak najbardziej jest do adopcji, do wyczesania, do dbania o kudełki, do kochania, do bawienia się też bardzo, bo patrzcie tylko:    

On kocha piłeczki! Uwielbia się bawić i cały aż wychodzi z siebie, kiedy ktoś chce się mu porzucać! Robi się najszczęśliwszym i najradośniejszym kudłaczem na świecie. Mieszka u nas w miarę krótko, jeszcze dwa tygodnie nie minęły, ale wkrótce miną i będzie go można zabierać do domu. Póki co nasi czekają na jego właścicieli i byłoby najlepiej, jakby przyjechali i odebrali stęsknionego psiaka, bo spacery spacerami i zabawy zabawami, ale schronisko to nie dom. I już.

Fajne są kudłacze, bo jak już wspominałam – dwunożni mogą palce wpleść i nawet lubią sobie tak plecki poczochrać, miło jest patrzeć, jak sierścia powiewają na wietrze, jak grzywki się targają, jak wstają co rano takie niepukładane, to takie urocze! Tylko mniej uroczo zapomnieć o tym, że trzeba zadbać o to szczególniej, bo jak potem powietrze przestaje dochodzić, jak zaczyna być tak strasznie gorąco, swędząco i skrobiąco, to zaczyna się dramat, a my się jakoś szczególnie nie poskarżymy nawet, bo i tak nie zrozumiesz…

Chociaż czy ja w ogóle powinnam to tłumaczyć…?

Jeden komentarz

  1. Małgorzata Bieleń

    Piękny ten czarnuch, miałam takiego, odszedł od nas w styczniu 2019, niestety narazie nie mogę sobie na nowego pozwolić, to są genialne psy, mimo wielkiej masy są delikatne i mają wielkie serce. Mój był znajdą nie znałam jego historii ale jego odejście pozostawiło dziurę w moim sercu.

Odpowiedz na „Małgorzata BieleńAnuluj pisanie odpowiedzi