Schronidomna z wyboru.

Są takie zwierzaki, które po prostu są. Zawsze. Zawsze były, zawsze są, zawsze będą. Jak Majka, która od wielu lat pilnuje schroniska i do jej zadań należy sfruwanie po tych, których trzeba odprowadzić na drugą stronę… Przylatuje z tym wielkim, puchatym cielskiem, trzepocze maciupkimi skrzydełkami, girkami majta… Czasami pędzi, ile sił, a czasami krąży od kilku dni… Wtedy już wiemy…

…i tak nam się wydawało, że mignął raz czy drugi znajomy cień… Już jakiś czas temu, ale myśleliśmy, że nam się zdaje.

Nie zdawało nam się.

Poza tym jakoś tak… krążyła to tu, to tam, jakoś częściej, jakoś tak nie w jednym miejscu…

Zostawmy jednak Majkę. Na razie.

Napiszmy o innym naszym stróżu. Takim całodobowym, takim z wyboru, takim, który był zawsze, który miał być przecież zawsze… Musieliście o niej czytać tu nie raz. Oto ona:

Może i nie widzicie, ale bardzo proszę, zbliżę:

Gruba. Znaczy… kiedyś ktoś z nas ją nazwał Grubą i przecież mało ócz nie wydrapała, więc na potrzeby bloga i jej publicznego wypowiadania się, została Helenką.

Helenka była takim dobrym stróżem, który całkiem prawdziwie patrzył się na schroniskowe życie z góry. Jej ulubionym miejscem był dach.   

HA, kto znajdzie?? Tutaj jest:

Pokazywała się czasami obserwując i oceniając, a czasami witała wycieczki, jak się ją ładnie poprosiło. Taka nasza Grub…ee… Helenka…

Na dachu miała swoje mieszkanko:

Tam za tymi drzwiczkami miała spanko i jedzonko, codziennie tam ktoś z naszych się wdrapywał, żeby pozmieniać to i owo i wyczyścić.

…aż pewnego dnia znaleźli babcię Helenkę siedzącą na dole, na placu schroniska… I tak jakoś nie miała chęci uciekać…

Od razu było wiadomo, że coś się stało, bo przecież jak to! Ona była taka niezależna! Taka „tknij mnie tylko sekundę i letko, albo wcale”. A tutaj takie przytulaski… Coś tam w środku kiepsko działało, pompka chyba, ale nasi ponaprawiali trochę, Tabletkowe ją odwiedzały, było lepiej, chociaż sierściucha już nigdy nie wróciła na dach, musiała zamieszkać na kociarni, w klatce, nie było innej rady, to wszystko dla jej dobra. Nasi ją odwiedzali iiii wgapiali się w najbardziej nieziemskie kocie ślipia na świecie…

…aż pewnego dnia….

Helenka się poddała…Była już taka chorutka… i ta pompka taka już średniawa… i apetytu nie było, chociaż nasi to jej podsuwali takie kąski, że byśmy się wszyscy dali pokroić, ale ona nie… Została wytulona za wszystkie czasy… Za te wszystkie stróżowe lata teraz to nasi stróżowali, żeby jej niczego nie brakowało, żeby czuła się tak dobrze, jak tylko się da…

….a Majka była coraz niżej i niżej…

…i skończyła się kolejna epoka… Tu był jej dom, była tu z własnego wyboru i nikt przenigdy by nie mógł jej adoptować, ona już była u siebie.

…i kto teraz będzie patrzeć na nas z dachu…?

…ech…

…do zobaczenia…

3 komentarze

  1. Ech, ta Majka! Chyba musi się jej tam bardzo nudzić skoro tyle ostatnio zwierzów do siebie zabrała 😞😞😞

  2. Miała tam w schronisku Swój dom. Była Panią Samej Siebie.Nie potrzebowala wiele . Była Szczęśliwa. 😔😔Do widzenia Grubciu

  3. Widziałam ją tam… Od razu przykuła moja uwage

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)