Tak bywa czasem, ale przecież nie mogłabym…

Tak bywa czasem, że nie chce się ruszyć ani łapką, ani girką, ani nawet językiem.

Wróć.

Smaczka to ja zawsze chętnie zgarnę ozorem zewsząd, kiedy go tylko nos mój wyczuje.

W każdym razie bywa, że niemoc ogarnia, że we łbie się kiełbasi trochę, że to nie wiadomo, czy tak do końca życia będę pisać, czy może jednak jakimś cudem pójdziemy ze Stańką do domu. A czasami to tak po prostu jakaś melachnolia dziwna, która sprawia, że się zastanawiam, czy może nie odpuścić raz… może i dwa…

Potem jednak tak sobie myślę, że przecież ja raz posta nie dodam, raz nie pokażę tego czy tamtego psa, a akurat ktoś by wtedy wszedł, przeczytał, zobaczył, zakochał się… I że przeze mnie miałoby tak nie być? W życiu!

…a gdyby ktoś szukał starszej, dostojnej psiolaski, w której wciąż drzemie młodzież? A tu przecież taka Ajda mieszka.

Przyjechała do nas już jakiś czas temu i już wtedy była taka nakrapiana, nie że teraz się zbrudziła. Ta siwizna na twarzopysku też była… Właśnie w związku z nią nasi (albo i ci z tamtego schroniska, z którego przyjechała) policzyli psiolasce 15 lat. Nie przeszkadza to jej wcale w tym, żeby cieszyć się na każdy spacer, żeby zaczepiać inne zwierzaki, ale właściwie to wcale nie jest na nie zła, tylko zapoznałaby się chętnie. Ajda jest ot taka dla każdego, kto nie będzie jej wieku wypominał, tylko pocieszy się tym czasem tu i teraz, ilekolwiek go pozostało.

Albo może ktoś by szukał niewielkiej, uroczej, drobnej psiolaski. Młodej w dodatku. To bardzo proszę, jest – Matra.

Z miesiąc dopiero u nas mieszka, a tam, gdzie została znaleziona mówili, że jeszcze z jeden się błąkała zupełnie bez nikogo. Tak mówią… Do nas Matra przyjechała całkiem zadbana i właściwie to prawie jakby z domu świeżo wyszła. O ile Ajda ma te swoje 15 lat, a zachowuje się całkiem młodo, o tyle Matra jakoś odwrotnie. Dla niej to grzeczny spacer przy nodze jest, potem głaski na kolanach, relaks pełen, byle razem z kimś. I dużo miejsca nie zajmie! Same plusy!

Aaaaa gdyby ktoś szukał psa o pozornie burkowej urodzie? I akurat mógłby się zakochać w tym różowonosym Sztrausie?

On się też podobno błąkał po jednej z miejscowości, ale po nim to bardziej widać, bo ciutkę już mu żeberka wylazły na wierzch. To niedobrze! Nasi już o to zadbają odpowiednio, a właściwie to już dbają, wiadomo. Przede wszystkim pokazali mu, że nie ma się czego bać, bo chłopak był nieco onieśmielony, ale już mu przeszło i się szybko ośmiela, i na kolana włazi. Taki jest, korzysta z każdej okazji, bo przecież kto to wie, kiedy będzie następna. W każdym razie dzięki Tobie nie musiałby tak czekać na to, tylko każdego dnia mógłby przychodzić po smyranko, ile by tylko chciał…

…a może ktoś by szukał kogoś, komu trzeba tak bardziej niż innym przywrócić wiarę w człowieka…? I co by było, gdybym wtedy nie napisała o Secie…?

Znaleziony został na jakimś strychu, czy gdzieś, a to, co tam leżało na około w ilości takiej, że u nas po całym dniu zbierania po wiatach tyle jest świadczyło o tym, że jednak bardzo długo tam siedział… Przychodził ktoś do niego? A kto wie! Patrząc po żeberkach to tak chyba nie bardzo. Ktoś może pomyśli, że to taka rasa straszliwa, że na pewno paszczę to wie, do czego ma i w ogóle! Owszem, wie, baaardzo chętnie ją otwiera, kiedy smaczki wyczuje, ale tylko wtedy. Wcale nie dziabie, nie kłapie, nawet ani nie warknie! Ani mu fafel nie zadrży, taki jest. Nasi go odkarmią, wiadomo. Miłością go zaleją, to też wiadomo. Potrzeba mu jednak bezpiecznego miejsca, domu, w którym zapomni o tych dechach na strychu i samotności. …przecież tak nie można…

Także widzicie, są rzeczy mniej pewne na świecie i bardziej pewne. To, że blog być musi, to jest ta pewniejsza, bo przecież gdyby tak przez moje „nie-mam-siły” ktoś by nie wyjechał do domu, to tego bym sobie nigdy, przenigdy nie wybaczyła. Także skoro już ja się tak poświęcam czasem i choćby się waliło i paliło, to blog jest, to teraz Wasza kolej i puszczajcie go w świat!

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)