My chcemy lasu, my chcemy słońca!

Wieeeem, ktoś mi zaraz powie, że jak był las, to też nam się nie podobało, bo ciągle las i las, a to by się chciało na miasto, do domu czy gdzieś. Sami chyba jednak zrozumiecie, kiedy powiem, że najlepszy jest WYBÓR, prawda? Poza tym jest poważniejszy problem, odkąd nie można chodzić do lasu…. Nie-psiolontariusze już nie mogą z nami wychodzić! Prawda, ze zawsze ich namawiają nasi na wolontariat, bo wtedy lepiej jest dla wszystkich, ale kiedy kto nie wie jeszcze, czy chce z nami zostać na dłużej, to przychodził w jakiś dzień ot tak na spacer i maszerował na leśne ścieżki. Zawsze to był jakiś spacer więcej. Teraz tylko nasi nas mogą prowadzać, ale oczywiście tylko do takiego parku niedużego ze stawkami, co to jest kawałek od nas, między domki nas też zabierają. Pewnie, że fajnie, zawsze coś! Ale między drzewami też by wielu z nas poganiało… Oczywiście, że na długim sznurku, ale zawsze to swobodniej. Ech!

Jeszcze spieszę z wyjaśnieniem, że to nie nasi wymyślili, tylko jacyś ważni bardzo w mieście czy w ogóle jeszcze dalej, bo że niby dziki się zrobiły bardziej dzikie czy coś i co prawda nam i dwunożnym nic nie zagraża, ale jak się wejdzie łapką do lasu, to potem na tej łapce można coś przywlec i potem to ktoś dalej rozniesie i jak trafi do domowych chrumków, to będzie o wiele większy problem niż się może każdemu wydawać. No i taki to klops właśnie, że zakaz i koniec… Nasi tylko powtarzają każdemu, że spacerów nie ma, że do lasu nie wolno, a my patrzymy tęsknie…

Mruk jest już strasznie dziadkowym dziadkiem, ma swoje humory i przyzwyczajenia, ale są psiolontariusze, którzy biorą go na spacer i dzięki którym nawet się chłopina uśmiecha!

Dobrze, że nasi na każdego znajdą sposób i do każdego potrafią dotrzeć, każdemu dać radość i podzielić się miłością i ciepełkiem…

Raden też do najłatwiejszych psów nie należał.

Miewa swoje zdanie, lubił postawić na swoim, ale jak się umie (a wiadomo, że nasi psiolontariusze potrafią niejedno), to i uśmiech Radenowi się pojawia na paszczy i ząbki wystawia w radości, a nie spod drgającego fafla.

Co innego Gacek, ten to dla każdego jest!

Wygląda groźniej, niemały jest, niestety i niemłody, ale przecież z taką przyjacielskością to naprawdę niczego mu wypomnieć nie wypada… Trzeba po prostu chcieć mieć przyjaciela na dobre i złe, na długie wędrówki i czytanie książek, na wspólne gotowanie i wypad na miasto (z Gackiem nie trzeba się bać nawet po zmroku! Może i nie warknie, ale wielkością odstraszy, a co!), a nie szukać od razu szczeniaka, po którego kolejka się ustawi… W każdym razie Gacek też bardzo lubi spacerki i chętnie się na nie wybiera z małymi i dużymi.

Hagi po łańcuchowej przeszłości uwielbia wyjścia wszelakie i fakt, że nie jest istotne dla niego, czy idzie do lasu czy na miasto, ale w miedzydrzewnym cieniu jest jakże przyjemniej!

Trzeba przyznać, że w słońcu taka biała sierść się mieni najładniej, a ostatnio jakoś tak bywa coraz bardziej pluchowato, a jak na takiej mokrej ziemi pokazywać, że się umie siadać za smaczki??

A czasami na spacer wychodzi się tak, jak ktoś za bardzo zadkiem jest trzęsący, jak Hamletka:

Ale to nie jest dla naszych straszne, nic a nic! Tylko w lesie dla takich jest spokojniej niż między domami. Wiadomo, że przecież musi się przyzwyczaić do normalnego świata pełnego jeździdeł, dwunożnych i chodników, ale wszystko powolutku być musi czasem…

Prinz z oczami jak u odwrotnej pandy też uwielbia te leśne przebieżki!

On młody jest jeszcze, może raptem jedną trzecią życia za sobą ma, więc chciałby biegać, szaleć, ile sił w łapkach! Jest stworzony do lasu, a tu wstępu nie ma i co… Gdzie ma się wyszaleć?

Kto jeszcze lubi słońce? Drągu!

Usiąść na samym środku blasku? Dlaczego nie! Niech wszyscy widzą, jacy jesteśmy psiękni i jak się cudnie reprezentujemy w każdych warunkach!

Widzicie, z tych leśnych przebieżek i słonecznych kąpieli to nam zostają powoli tylko zdjęcia. Smutne to, ale co możemy na to poradzić? Nic… Nasi też nic. Musimy czekać, a że całe nasze schronisko życie składa się głównie z czekania, to po prostu dołożymy kolejny powód na listę.

Dobrze, że wolontariusze do nas przychodzą i umilają nam czas, jak tylko się da. Zawsze możemy na nich liczyć i jesteśmy wdzięczni ogromnie! Jak lasu zabrakło – to nas zabierają na miasto. Jak słońca zbraknie, to będą nam inaczej rozjaśniać dni, aż się warunki nie zmienią albo aż się nasze życie wywróci do góry girkami i pewnego dnia nie wylądujemy w domu…

Ach, na to czekamy najbardziej…

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)