…w domu to na pewno mniej boli…

Takie dwie wiadomości dostaliśmy ostatnio, że mnie do pisania natchły. Nie zawsze wesołe rzeczy za tym stoją, czasami też smutne…

Dawno, dawno temu do naszego schroniska trafił psiak nieduży, kilkuletni, nie jakoś szczególnie wyróżniający się, ot – czarny, trochę bardziej kudłaty niż gładki pan. Nasi mu dali na imię Grozikus.

Różnie chłopina pomieszkiwał, bo raz w kojcu, potem w pokojach ogrzewanych, a jego ostatnią schroniskową miejscówką była ta dzielona z Krejzolem:

Grozikus był psem całkiem grzecznym, może niezbyt wylewnym, może powściągliwym w okazywaniu radości, ale wszyscy nasi wiedzieli, że jest grzecznościowo idealny! …domu nie było widać kilka lat, aż tu nagle… taaak, znalazł się! I to tak bardzo najlepszy z najlepszych…

Całkiem niedawno nasi dostali wiadomość…

Piszę do Państwa, aby poinformować o stanie zdrowia Grozikusa. Niestety przy ostatnim badaniu RTG okazało się, że Groziu ma nowotwór z licznymi przerzutami. Zaatakowane są m.in. kości, płuca, śledziona i tchawica. Jesteśmy w szoku tym bardziej, że ostatnie rozszerzone badania krwi jak i zachowanie Grozikusa nie wskazywały na to aby w organizmie działo się coś złego, a badanie RTG było robione w celu oceny stanu kręgosłupa, także wszystko wyszło przypadkiem. Nasza pani Doktor po ocenie stanu zdrowia wdrożyła już niestety tylko leczenie paliatywne. Na razie Groziu czuje się dobrze, ma apetyt, chętnie chodzi na spacery, jest pod stałą opieką lekarza, także staramy się cały czas, aby dać mu jak najlepszy dom i spokojną starość.

…taki dziaduś…. …taki chory…. Tak się serca rozpękły, ale z drugiej strony to był smutny wzrusz pomieszany z takim spokojem, że Groziu nie jest sam, że każdego dnia może wlepiać ślipia w swoich dwunożnych, że w każdej chwili ma ich dla siebie…

….i nie minęło dni kilka, kiedy to ja osopsiście dostałam wiadomość od innej dwunożnej, która dawno, dawno temu adoptowała naszego Dizla. Oto i ten chłopak z czasów, kiedy jeszcze mieszkał w schronisku:

Zdjęcie zrobione zaraz po przyjeździe, biedak pojęcia nie miał, co się dzieje. Jeszcze chwilę temu miał dom i dwunożnych, a zaraz potem został nagle sam na parkingu dla jeździdeł… Szukał pomocy w sklepie, ale nikt go nie rozumiał, wszyscy się wspinali na półki, bo jak to takie cielę z paszczą jak szuflada biega i węszy! Wkrótce nasi zajechali, wzięli chłopaka pod pachę, powieźli do schroniska, nadali imię Dizel, zapakowali do kojca i ogłosili, że taki oto chłop czeka na dom na zawsze-zawsze.

…aż tu dnia pewnego… Ach! Znalazł się dom najlepszy z najlepszych! I właśnie nie dalej jak kilka dni temu dostałam taką wiadomość…

Witam, chciałam opowiedzieć wam co tam u waszego byłego podopiecznego Dizla. Otwórz od adopcji minęło 8 lat (17.02.2012 ) I nasz pieszczoch choć już trochę starszy i chorowity nadal jest z nami i cieszymy  się z każdej chwili spędzonej z nim. Jest najlepszym przykładem na bezwarunkową miłość i przyjaźń. Nadal ma takie oczka jak na waszym zdjęciu ale nie są już takie smutne. W zeszłym roku w grudniu zdiagnozowano u niego raka walczymy żeby mu polepszyć jego komfort życia bo co innego mu mogę teraz zaoferować prócz miłości przyjaźni i godnej starości.

…..czy to nie psiękne słowa…? Zaraz odesłałam podziękowanie najszczersze za tyle lat cudownych i opiekę, o której tylu może sobie tylko marzyć i dostałam odpowiedź, o:

To my dziękujemy za wszystko, za to że zaufali nam Państwo, że pozwoliliście dać mu dom i pokochać go, choć uwierzcie z tym nie było problemu. Synuś pomimo choroby naprawdę ma się świetnie, do końca będziemy walczyć, bo wiemy i widzimy jego chęć życia. Ma wspaniałego pana doktora który zawsze jest do dyspozycji i nigdy nie odmawia. Mam nadzieję że wszystkie psiaki znajdą swoje drugie połówki i będę szczęśliwe.

Dizel postaruszkowiał, ale tyle lat po adopcji to by się najmłodszym mogło zdarzyć! Grozikus powiewał starością już wtedy, kiedy u nas mieszkał. Czy bierzecie młodszego psa, czy starszego, to wiecie doskonale, że czas przyjdzie różny. Jeden spokojny i łagodny, inny taki, że bez leczących i zmniejszających ból kulek się nie obejdzie… Najważniejsze jednak, żeby być U SIEBIE, czy w zdrowiu, czy w chorobie letkiej, a takiej cięższej to już w ogóle…

…w domu mniej boli, wiecie…? W domu leczy nawet ten dotyk dwunożnych, nawet spojrzenie ich pełne smutku czasem, ale takie z nadzieją i prośbą niemą, żeby się trzymać dzielnie, bo razem się przetrwa wszystko…

…razem…

…ja wiem, że tu napisałam o tych, które zachorowały tak ciężko dopiero w domu, ale wiecie, ile nas – bezdomniaków – czeka już chorych…? I jak czytałam te wiadomości, takie pełne troski, to mi się marzy, żeby ktoś tak spojrzał też na te choruszki, których niemało w schroniskach…. Je zabieracie już z bagażem, ale one też marzą, że ktoś się tak będzie o nie martwił, tak trzymał rękę na ich łepkach, tak zapewniał, że razem przetrwa się wszystko…

…a jak się skontaktujecie ze schroniskiem i powiecie, że chcielibyście takiego choruszka, to kto wie, może i pomogą przy leczeniu…?

….byle sprawić, żeby każdy z nas był z kimś razem na złe i dobre, na deszcz i słońce, na zawsze-zawsze…

….razem…

2 komentarze

  1. ….historie ogromnie wzruszajace bo serce boli gdy wlochaty przyjaciel zachoruje ale wlasnie ,,w domu mniej boli,,

  2. ❤❤❤❤❤💙💚💙💚💚❤❤❤💙💙💚

Odpowiedz na „AnonimAnuluj pisanie odpowiedzi