To i owo sierściuchowo.

My to się mamy z tymi sierściuchami! Znaczy nasi się mają… Mówią, że teraz jest jakiś sezon czy coś, czyli że dużo ich teraz przyjeżdża, a schronisko nie jest z miętkiej gumki i nijak nie chce się rozciągnąć, żeby zapewnić bezpieczne miejsca dla kolejnych mruczków. Musicie wiedzieć, że to nie jest tak, że przychodzi kolejne stadko i nasi je zanoszą do pomieszczenia z wszystkimi innymi, wysypują z pudełka i już – niech czekają. Bardzo ważne jest, żeby zdrowe mieszkały ze zdrowymi, chore z chorymi i te też trzeba podzielić na różne zarazy, żeby się to też nie mieszało. Nasi to na głowach stają, a niektórym to i siwe włosy wychodzą od tego kombinowania!

Nie dalej, jak tydzień temu, nasi znaleźli pod bramą worek i chociaż teraz jest tak, że wszelkie prezenty się zostawia pod bramą, to jednak ten ich zaniepokoił, bo jaki prezent może się… ruszać…?

…o taki:

Podrostki dwa nie wiadomo skąd, chociaż widać, że doskonale wiedzą, że z dwunożnych nie trzeba się bać. Czyli w domu jakimś mieszkały, albo przynajmniej ktoś się nimi opiekował… I co, za duże się zrobiły? Już nie takie puchate kuleczki? Pojawił się młodszy? Kto to teraz zgadnie…

Nasi temu bardziej czarnemu dali na imię Kuskus:

A temu z pieprzykiem na nosie – Proso:

Obydwa chłopaki pchają się dwunożnym na kolana, jak ktoś się ociąga w głaskaniu, to się bezczelnie domagają, a jak tylko im się rękę na grzbietku położy, to zaraz traktorek gardłowy zaczyna działać i ja nie wiem, co w tym takiego łał, ale nasi są zachwyceni, że to takie chłopaki są… Ja się na sierściuchach nie znam, ale domyślam się, że są tacy dwunożni, którzy tylko czekają na takiego mruczka do głaskania, miziania, zabaw, towarzystwa i w ogóle byle były blisko. Także wiecie – Proso i Kuskus czekają na jeden dom, aaalbo dwa, jak ktoś nie może w pakiecie, ale byłoby raźniej.

Iii nie dalej, jak kilka dni temu ktoś znalazł i przekazał naszym takie sierściuszę…

…do tego informacja była, że jest jeszcze drugie, ale akurat gdzieś pobiegło, ale jak się znajdzie, to też przyniosą iiii o…

Teraz siedzą w klatce, bo dom pełen zwierząt, i czekają na dwunożnych, którzy będą chcieli adoptować takie puchate, ledwo odrosłe od ziemi kulki…

Ta dwukolorowa to Gałązka:

Bystrzacha taka, chociaż dwunożni ją onieśmielają jeszcze, ale za to jej brat, Krzaczek:

Tylko by siedział z kimś, byle bliżej! Zresztą u niego nieważne, ile się ma nóg czy jaką sierść – on leci, żeby się zapoznać.

…i co, dacie takim kulkom siedzieć w klatce…? Albo pozwolicie, żeby trafiły do schroniska…? Tym bardziej chyba nie, prawda? Muszą dom znaleźć zaraz, bo przecież im tęskno do miziania i poznawania świata… Najlepiej razem, bo jak to takie miętkie kulki rozdzielać, to się nie godzi! Znaczy jak się nie da, to się nie da, trudno, ale polecam przemyśleć, bo skoro jeden sierściuszek to frajda, to dwoje będzie frajdą do kwadratu!

Tak to się znajdują sierściuszki w różnych zakątkach.

Devin siedział na chodniku:

A Fia biegała po drodze pełnej pedzących jeździdeł:

A jeszcze inny to siedział pod jeździdłem, kolejny w trawie, następny pod kubłem że śmieciami… Pokazałam tylko dwa, a przecież takich podobnych jest dwadzieścia! …i to czasami w tygodniu.  Każdy taki musi mieszkać osobno, żeby przypadkiem niczym nie zaraził kogoś albo się od innego sierściucha. To takie skomplikowane!

Dlatego potrzebne są takie domy, w których te maluchy mniejsze i większe mogłyby czekać z dala od zarazków na swoich dwunożnych na zawsze-zawsze. Takie miejsca do czekania są dla takich sierściuszków najważniejsze na świecie, bo przecież w schronisku na każdym rogu czeka jakaś bakteria czy inny zaraz, żeby wpaść do nosa, oka, ucha takiego puchatego kulka, który nie ma ani pół odporności przecież… Także jak macie miejsce u siebie dla miałków, to skontaktujcie się z naszymi i powiedzcie, że jakby co, to mogą dzwonić. Nasi wszystko dadzą, co jest potrzebne i udzielą wszelkich informacji!

Żeby nie było, że tylko te maluchy dostarczają naszym sierściuchowych emocji… Oto Simon:

Niby nic nadzwyczajnego, ot – sierściuch. Wprawne oko uważnego Czytaciela zauważy jednak różowawą sierść z boku ryjka…

Wrażliwsi mogą szybko merdnąć niżej, a ci bardziej odporni mogą obejrzeć zdjęcie Simona z tej mniej zdrowej strony:

Co to się stało? Sierściuch musiał mieć jakiś wypadek, zrobiła się dziura, muchy wyczaiły….. Na szczęście ktoś go znalazł i jeszcze tego samego dnia, chociaż to wieczór już był, nasza wetka przyjechała, żeby sprawdzić, co tam się dzieje w tej głowie.

…miłe to nie było, bo okazało się, że tyle tam robali rosło, że aż fuj nad fujami…. Trzeba było wyciągać jednego po drugim, potem myć, sprawdzać, zaglądać, takie tam różne wetowe rzeczy robić, a Simon, o:

Pacjent idealny! Grzeczny i cierpliwy, jakby wiedział, że nie wypada marudzić, kiedy tak pomagają.

Czeka teraz biedak na za gojenie, każdego dnia odwiedzając weta, żeby sprawdzać, czy tam lepiej jest.

Jak już będzie można, to się będzie trąbić o domu dla Simona, przecież tam się najlepiej zdrowieje, a nie tak samotnie w klatce…

Nie tylko psem schronisko żyje, ale i sierściuchem też. Mniej ich jest niż nas, to prawda, ale w ostatnim czasie to chyba idą na kolejny rekord… A przecież w miejscach, gdzie jest tyle zwierzaków, to jest i tyle zarazków, które tylko czekają, aż im się pozwoli się przyczepić do futra… Można stawać na głowie, na rzęsach, na czymkolwiek, ale tak naprawdę jedyną pewną ochroną jest przeczekanie czasu do adopcji w czyimś domu…

Masz miejsce na chwilę albo na zawsze dla sierściuszka? Daj znać naszym!

A jak chcecie pomóc Simonowi, to TUTAJ nasi zbierają monetki…

Jeden komentarz

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)