Wziuuuu!

Gdyby ktoś miał jeszcze jakikolwiek cień wątpliwości, czy aby na pewno nasi są super w dechę i kochają nas nad życie, to ja Wam pokażę jeszcze jeden dowód, że tak właśnie jest.

Dawno temu pisałam o jednej naszej psiolontariuszce, która najszczególniej pokochała te, którym łapki stają się leniwe. Woziła i zwoływała innych psiolontariuszy, żeby wozić czterołapy na ćwiczonka, po kolei zakochiwała się w Bajerze, Lozie, po kolei marzyła, że zabierze je do domu….. i po kolei jej się serce na psiliard kawałków rozpadało, kiedy trzymała je za łapki, jak przechodziły na drugą stronę….. Dziś jednak w jej domu mieszka Bati z rozsypanym słupkiem z kręgów i skrzypiącymi stawami; mieszkał też niechodzący Brutus, ale… no… też już był na niego czas… Mieszkają też inni, ale zdrowsi o wiele, natomiast Bati wymaga już sporo uwagi, a mimo wszystko ta dwunożna laska przyjeżdża wciąż do schroniska, żeby zająć się tymi z najleniwszymi girkami….

I ona właśnie, ta dwunożna psiolontariuszka, kiedy Brutek był już słabszy, to poprosiła, żeby kupić taki wózeczek, którego zwykle używa się w ogródkach, ale przydałby się idealnie do wożenia czterołapa na spacerach, kiedy już nie miał siły iść, a inni jeszcze biegali. Sprawdzał się idealnie! Potem, kiedy… no wiecie… kiedy Brutkowi nie był już potrzebny, to przejęła go Bati:

W związku z tym, że to się tak idealnie sprawdziło, a w schronisku niektórym coraz bardziej rozleniwiały się łapki, to ta psiolontariuszka znów poprosiła, żeby i schroniskowe zwierzaki mogły mieć możliwość wyjazdów, tym bardziej, że Gustaw go przetestował i okazał się idealny:

Nasi, kiedy to usłyszeli, to się nie zastanawiali ani pół minuty, bo doskonale wiedzieli, że pomysł to najpyszniejszy pod słońcem! Kiedyś był taki większy wózek, ogromny jak stół, ale się wziął i zepsuł, a poza tym ten mniejszy jest wygodniejszy na takich leśnych ścieżkach i można go poskładać.

Czem prędzej został zamówiony i przyszedł piękny, nowy, zielony – w kolorze nadziei!

Gustaw i dwa wiadra jego przystojności pokazują, jak super się jeździ:

A, bo Wy może nie wiecie. Gustaw został odebrany z troszkę leniwymi tylnymi girkami, potem mu się niestety pogorszyło i dziś to już chyba całkiem ma te łapy tylne niesprawne…

Do wózka doczepiony jest dodatkowy, mniejszy wózek, dzięki któremu Gucio może sobie pochodzić po lesie o własnych siłach:

Nie musi dreptać tylko po tym maciupkim fragmencie obok schroniska, który zna, ale dzięki wózkowi zostaje zawieziony na nowe tereny z nowymi zapachami; potem psiolontariusze go przenoszą na dwukółkowe jeździdełko, a kiedy znów się zmęczy, to włala:

Czy to nie psiękne?

Nie tylko Gucio tak jeździ, patrzcie:

To Cezar, który ma tylko trzy łapy, bo tak go zaniedbali kiedyś, że malutka ranka zmieniła się w ogromną, otwartą, sączącą się ranę, która już się nie chciała goić, już było za późno… Czarek wkrótce biegał więc na trzech, a jakby tego było mało, to jeszcze tylne giry mu się zaczęły robić leniwe, a posiadanie tylko jednej sprawnej to dość słabo, wiecie…

Dzięki temu, że wielu dwunożnych ma serca porośnięte sierścią, ktoś postanowił kupić owczarowi jego własny, osopsisty wózek na niedowład czterołapny:

Tak w tym biegał, że nie szło za nim nadążyć!

Męcząco jednak tak chodzić jednołapnie prawie, w dodatku wiadomo, że za daleko nie zajdzie, dlatego zabieranie go na takie przejażdżki jest super w dechę!

 

Taka frajda!

Wiecie, kto jeszcze jeździ? Chociaż widzi chyba najwięcej dwunożnych ze wszystkich, chociaż ma warunki najwyjątkowsze, bo mieszka w biurze, więc by się wydawało, że eeee, on ma takie przywileje, że jego to nie ma co brać… A tu nikt nie wypomina, tylko zabiera Diego do lasu!

Ten oczywiście jak wyjeżdża, to musi każdemu obwieścić, że oto się wybiera na przejażdżkę, więc z drogi śledzie i w ogóle zazdroście wszyscy, bo oto ON jedzie!

Diega się w środku lasu wyciąga z wózka, żeby sobie podreptał w innych okolicznościach przyrody:

A potem znów do wózeczka i do schroniska:

Ach, nie mam słów, żeby wyrazić mój podziw dla tych wszystkich pomyślunków i poświęceń, i w ogóle! Tak się myśli o nas wszystkich bez wyjątku, żebyśmy nie gnuśnieli w jednym miejscu, tylko jak ktoś nie może, to się szuka sposobu, żeby jednak mógł się rozerwać, mógł powąchać nowsze ździebełka, mógł zobaczyć inne ścieżki, obejrzeć niebo z innej strony…

Wszyscy my jesteśmy ważni dla naszych i wszyscy wiemy, że cokolwiek by się z nami działo, to oni i tak staną na głowach, żeby było nam jak najlepiej, najwygodniej, najcudowniej…

DZIEKUJĘ z całego, psiego, wiernego serca za to poświęcenie, że mimo zmęczenia przecież podczas opieki nad swoimi zwierzakami i mimo całego dnia w pracy, to jeszcze nas odwiedzacie i zapewniacie takie rozrywki! Przecież wyprowadzenie na spacer to jedno, ale zatarganie na wózek i wywiezienie? To wymaga jeszcze więcej siły tej… no… deretminacji!

Ach…

…kochamy Was, wiecie….?

2 komentarze

  1. Julita Gabriela

    Wspaniali ludzie, dziękuję Wam za To !!!!

  2. Dziękuję z całego serca. Chociaż myślę że dla Was największą nagrodą są uśmiechy na pysiach tych skatowanycg przez życie psów. Lepszej nagrody nie ma. Dajecie im szczęście , bezpieczenstwo, kochacie je. One to czują i odejdą kiedyś z poczuciem że są jeszcze ludzie których warto kochać. Nikt by lepiej nie wymyślił tych psich powozów. Brawo

Napisz kilka słów! (...albo więcej!)